Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > Małopolska 2012/2013 > Seniorzy > Ekstraklasa
Silna Legia czy silny Lech? Nam w to graj...2013-05-08 15:47:00

Za nami 25. kolejka Ekstraklasy, po której pewni możemy być tylko tego, że w dalszym ciągu niewiele w naszej lidze jest rzeczy pewnych. Wielki wyścig Legii i Lecha trwa w najlepsze. Pasjonująco zapowiadają się kolejne tygodnie tej rywalizacji, a szczególnie spotkanie przy Łazienkowskiej, które może (choć wcale nie musi) przesądzić o losach mistrzostwa.


Dziś trudno wyrokować, której z drużyn bliżej do upragnionego tytułu. Kadra Legii wydaje się być zdecydowanie bardziej imponująca. Ponad dwudziestu zawodników o uznanych na polskim rynku nazwiskach - po dwóch na każdą pozycję - to marzenie każdego trenera. W naszych warunkach to wydarzenie niczym strzelecka seria Łukasza Gikiewicza, czyli coś, czegoś jeszcze u nas nie było. Trener Urban ma komfort, którego zazdroszczą mu ligowi trenerzy w całej Ekstraklasie. Z zawodników, którzy z różnych powodów nie zagrali w podstawowym składzie podczas pierwszego finałowego starcia ze Śląskiem, można by stworzyć jedenastkę, która z powodzeniem walczyłaby o miejsce na ligowym podium. Pozbawiona tych piłkarzy Legia, bez najmniejszego trudu, pokonała przecież wciąż aktualnego mistrza Polski. Ogromnym wzmocnieniem okazało się zakontraktowanie Wladimira Dwaliszwili. Gruziński napastnik imponuje siłą i pewnością siebie. Na ławce rezerwowych posadził jeszcze do niedawna niekwestionowanego lidera  Legionistów – Daniela Ljuboję. Sezon życia rozgrywa do tego Artur Jędrzejczyk i to niezależnie czy występuje na boku, czy w środku obrony. Pochodzący z Dębicy defensor po cichu wymieniany jest jako główny kandydat do tytułu Ligowca Roku w Ekstraklasie. Po kontuzji do wysokiej formy zdaje się wracać Jakub Kosecki, a ile znaczy dla ofensywnych poczynań warszawskiej Legii, mogliśmy się przekonać w ostatnich tygodniach.

Z kolei Lech wciąż znajduje się na krzywej wznoszącej. Do niewiarygodnej wręcz serii wyjazdowych zwycięstw, piłkarze Kolejorza w ostatnich tygodniach dołożyli dobrą grę przy Bułgarskiej, co spowodowało, że strata do lidera z Warszawy to już tylko 3 punkty. Gra poznaniaków opiera się na dynamicznych i błyskotliwych skrzydłach. Potencjał Toneva i Lovrencsicsa znany był wszystkim od bardzo dawna, jednak aż do wiosny żaden z nich nie potrafił na dłużej ustabilizować formy na wysokim poziomie. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno piekielnie szybki Bułgar raził nieskutecznością, nieprzemyślanymi zagraniami oraz egoizmem. Raz na jakiś czas strzelał piękną bramkę, by przez kolejnych parę tygodni nie wybijać się poza ligową przeciętność. Dziś stanowi o sile poznańskiej lokomotywy. Z kolei pozyskany z Lombardu Papa Węgier, po imponującym wejściu do drużyny kompletnie zniknął, przez moment chyba nawet przestał w niego wierzyć sam Mariusz Rumak. Przełomowym dla piłkarza momentem było wejście na boisko w drugiej połowie spotkania z Bełchatowem. Lovrencsics bramki co prawda nie zdobył, mało tego Lech zaledwie bezbramkowo zremisował z ligowym outsiderem, ale dynamicznymi rajdami ambitny Węgier zmienił oblicze drużyny i pokazał, że ci którzy go skreślili, zrobili to stanowczo zbyt wcześnie.

Wygranymi ostatnich miesięcy są ponadto Kamiński i Murawski. Przez chwilę wydawało się, że kariera utalentowanego młodego stopera niebezpiecznie zmierza w kierunku wyznaczonym przez takich tuzów jak Sadlok, Pietrasiak czy Madera. Na szczęście Kamiński szybko przyzwyczaił się do gry na wysokim poziomie i dziś to on w parze z Wołąkiewiczem jest osobą odpowiedzialnąza defensywną grę Lecha sprawiając, że za Manuelem Arboledą tęsknią już chyba nieliczni. Natomiast Rafał Murawski po tragicznym Euro został przez kibiców uznany winnym niepowodzenia reprezentacji. Nagle został zapomniany przez selekcjonera, nie upominali się o niego również dziennikarze. Tymczasem gra tak jak do tego przyzwyczaił za najlepszych lat – elegancko, dokładnie i z pomysłem, umiejętnie ustalając arytmię gry.

Polskiej piłce potrzebny jest zarówno silny Lech, jak i silna Legia. W każdej liczącej się na Zachodzie lidze są drużyny, które nadają ton rozgrywkom. My możemy się tylko cieszyć, że mistrzem Polski zostanie drużyna mniej przypadkowa niż Śląsk Wrocław. Z całym szacunkiem dla zespołu prowadzonego wówczas przez Oresta Lenczyka, to nie wina Śląska, że konkurencja przed rokiem była tak słaba, ale to piłkarze z Wrocławia musieli "na klatę" przyjąć gromy po przegranych w  kompromitującym stylu eliminacjach do Ligi Mistrzów. Dziś Legia i Lech wydają się być zarządzane z głową, prawdopodobnie po zdobyciu tytułu w klubach nie dojdzie do wyprzedaży najlepszych zawodników. A może  się złudzenie lub tylko czcze życzenia, ale pragniemy przecież wszyscy tego samego, aby wraz z końcem wakacji nie kończyła się przygoda polskich drużyn w Europejskich Pucharach.
Marcin Gzyl




WIADOMOŚCI

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty