Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > Małopolska 2012/2013 > Seniorzy > Ekstraklasa
RYSZARD NIEMIEC o repolonizacji krakowskiej Wisły2013-04-28 12:52:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (183)

Wyzwolenie „Białej Gwiazdy”


W piątek 26 kwietnia 2013 roku o godzinie 21 minut 55, podczas meczu z Widzewem Łódź, nastąpiła definitywna repolonizacja drużyny piłkarskiej Wisły! W tym momencie sędzia Marcin Borski ukarał czerwoną kartką stopera Osmana Chaveza, piłkarza z Hondurasu, za najgłupszy pod słońcem faul, popełniony na napastniku Widzewa, z którym wdał się w niefrasobliwe „kiwanie” na własnej szesnastce. Z tego dyscyplinarnego powodu struktura narodowościowa jedenastki krakowskiej przybrała kształt, pożądany od trzech sezonów! Wahadło, którego wychylenie etniczne przybrało w szczytowym okresie karykaturalną deformację(17 zagranicznych graczy w składzie!), wróciło do stanu naturalnego. Na boisku znalazło się 9 piłkarzy, metrykalnych tubylców i tylko jeden Nigeryjczyk - Sarki na okrasę. Trawestując klasyka retoryki politycznej, można śmiało powiedzieć, że piłkarska drużyna Wisły została odbita z obcych rąk (a raczej nóg)! Przy okazji legła w gruzach wielka utopia kadrowa, polegająca na wierze w chęć „umierania” za Wisłę gigantycznej międzynarodówki, złożonej z katolików, prawosławnych, żydów, ewangelików, muzułmanów, animistów i agnostyków.


Aby uzmysłowić Czytelnikom skalę dzikiej koncepcji personalnej zrodzonej w 2010 roku, warto przypomnieć jak bardzo woluntarystyczny charakter ona miała. Zawodnicy werbowani od Sasa do lasa, mieli jedną wspólną cechę: kosztowali krocie, a okazali się piłkarzami jednorazowego użycia! Mieliśmy więc w jednej szatni Estończyka, Serba, Marokańczyka, Kameruńczyka, Honduranina, Bośniaka, Słowaka, Brazylijczyka, Kostarykańczyka, Bułgara, Holendra, Czecha, Słoweńca, Żyda, Niemca, Argentyńczyka, Białorusina! Ściągnąć tych, przeważnie leciwych i wysoko zakontraktowanych ludzi do Krakowa nie było trudno, jeśli na czele zespołu postawiono holenderskiego trenera i holenderskiego dyrektora sportowego. Niestety, konieczny demontaż kuriozalnego ansamblu nie jest sprawą prostą...


Przy okazji zawalił się w cholerę plan ekonomiczny przedsięwzięcia: po stronie dochodów, które miał wygenerować awans drużyny do grupowej fazy rozgrywek Ligi Mistrzów. Gwoździem do trumny budżetu okazał się mizerny efekt sportowy sezonu 2011/2012: wpływy gwałtownie się skurczyły, a licznik wyśrubowanych kontraktów bił, jak gdyby nigdy nic. Konieczna okazała się restrukturyzacja kosztów i bezsilność w namolnym liczeniu upływu czasu, dzielącego klub od oczekiwanych finałów kosztownych kontraktów. Powstała swoista kwadratura koła: płacić im trzeba, więc niech chociaż na boisku odpracują inkasowane pieniądze…


Nic z tego nie wyszło, bo robotnicy do żwawej roboty ani myśleli się przykładać, bo czy się stało, czy biegało, kasę z klubu się dostało. Na szczęście dopóki dzban wodę nosił, dopóki się ucho nie urwało: w połowie kwietnia Wisła straciła definitywnie szansę na wejście do europejskich rozgrywek ścieżką Pucharu Polski, a w ekstraklasie zawisła bezpiecznie nad strefą spadkową. Bardziej wygodnej, żeby nie rzec klasycznie utylitarnej, nie wymagającej ani odrobiny potu - sytuacji, rentierzy nie mogli sobie wymarzyć. Im bardziej poziom gry zespołu leciał na pysk, tym oni mocniej kochają Wisłę, a życia bez Krakowa nie mogą sobie wyobrazić. W dodatku każdy legionista tej zaciężnej formacji pilnie uważa, aby nie pogwałcić regulaminu zawodniczego. Prowadzi się jak zakonnik, treningów nie opuszcza, jest do dyspozycji na każde zawołanie, na placu demonstruje spore zaangażowanie w grę… Nie jest w stanie jednak wydobyć z siebie tego czegoś, co wynika z determinacji, z rzucenia na szalę ambicji, ofiarności i desperacji, którą fansektor nazywa walką do upadłego. Bo oni w roli walczącego do upadłego siebie w żadnym razie nie widzą!


Z takiego oto stanu psychomoralnego zrodziła się zapewne w głowie trenera Kulawika, a może raczej w głowach sztabu kierowniczego klubu, decyzja o daniu szansy młodzieży, dotąd pozostającej w roli organicznych ławkowiczów. Pojawił się w bramce Miśkiewicz, a w obronie, obok ogranego już Burligi pojawili się tegoroczni debiutanci: Stolarski, Uryga. Przy nich taki Chrapek to już rutyniarz, jak by nie patrzeć…


Widzew na takie kadrowe dictum Wisły, walczył, ale naszpikowani młodzieżą gospodarze potrafili wziąć całą pulę. W dodatku musieli przez 40 minut grać w osłabieniu, co siłą rzeczy okazało się sprawdzianem charakteru przenicowanego w zasadniczy sposób zespołu.


Niniejszy tekst nie jest powodowany ideą krzepienia serc i proroctwem nowego rozdziału w najnowszej historii Wisły. Jest natomiast konstatacją przyspieszenia koniecznego procesu przebudowy drużyny, a nie definitywnym zejściem Wisły z głównej sceny polskiego futbolu, o czym z lubością i żarliwą nadzieją obwieszczają niektórzy heroldowie warszawskich mediów.


Ryszard Niemiec


Ryszard Niemiec


WIADOMOŚCI

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty