Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > Małopolska 2011/2012 > Seniorzy > II liga (wschód)
Żylski świetny, ale co z resztą?!

Po serii trzech porażek krakowska Garbarnia tym razem zremisowała bezbramkowo z Pelikanem Łowicz. Strata kolejnych punktów przybliża „Brązowych” ku degradacji. To niestety w ostatnich meczach taki, bardzo wątpliwej jakości, stały fragment gry. 

Garbarnia Kraków - Pelikan Łowicz 0-0

Sędziowali: Grzegorz Pożarowszczyk oraz Rafał Wójcik i Michał Pastusiak (Lublin). Mecz bez kartek. Widzów 250.

GARBARNIA: Żylski - Stokłosa (90+3 Barabasz), Piszczek, Pluta, Byrski, Leszczak (86 Kalicki), Zelek (64 Kalemba), Sepioł, Fedoruk (80 Chodźko), Marcin Siedlarz, Praciak.

PELIKAN: Stodoła - Brodecki, Gołka, Domińczak (84 Żółtowski), Adamczyk, Gamla, Łakomy, Kowalczyk, Pomianowski (75 Kosiorek), Okoński (63 Wyszogrodzki), Solecki.

Garbarnia gra u siebie z każdym meczem gorzej. To wniosek podstawowy, jaki nieodparcie nasuwa się również po obserwacji dzisiejszego spotkania z Pelikanem. Przełomu nie widać żadnego. A nawet przy zastosowaniu - tylko i wyłącznie na siłę i nie wiadomo jakich - okoliczności usprawiedliwiających trzeba jasno stwierdzić, że z taką grą nie ma czego szukać na drugoligowych stadionach. Trenerem Garbarni jest Krzysztof Bukalski.

„Odkucie się” Pelikanowi za jesienną porażkę 2-4, pozwoliłoby „Garbarzom” za punktowe zrównanie się z rywalem. W Łowiczu ponoć spotkała „Brązowych” duża krzywda ze strony arbitra. Wierzę na słowo. Ale dziś? Nic z tych rzeczy. Per saldo, bowiem gospodarze absolutnie nie zasłużyli na zwycięstwo. Stopień zaangażowania się w boiskowe wydarzenia był co najwyżej taki, jakby mecz toczył się o zwykłą stawkę. A przecież nie toczył... Tym samym, bardzo nieciekawym torem, biegły sprawy stricte piłkarskie. Pod tym względem atutów też było tyle, co stany w okolicach idealnie wyzerowanej skali ocen. 

Przepraszam, miała dziś Garbarnię w składzie jedną postać, bez której sezonowy licznik wciąż stałby na 24 punktach. Myślę o bramkarzu Żylskim, który kilkoma interwencjami uchronił podopiecznych trenera Bukalskiego przed czymś jeszcze gorszym. Hm, ale bramkarze nie są od kreowania akcji i strzelania goli... Od tego są inni, co tak na wszelki wypadek warto zauważyć z przekąsem przy okazji beznadziejnego występu Garbarni przeciwko Pelikanowi.

W drużynie z Łowicza, w przeciwieństwie do krakowian, 48 godzin przed rewanżem zmienił się trener. Z czasokresu krótkoterminowego kontraktu, opiewającego do końca maja br., wynika jednoznacznie, że Grzegorz Wesołowski (w przeszłości zawodnik Hutnika za czasów ekstraklasy na Suchych Stawach) ma do spełnienia konkretne zadanie: uratowanie Pelikana przed spadkiem. Pierwszy krok został zrobiony, drużyna z Łowicza zachowała trzypunktowy dystans nad Garbarnią. To taka swoista bariera bezpieczeństwa, ale czy ktoś z konkurentów jej nie złamie? To problem trenera Wesołowskiego.

Prze pierwszych 20 minut dało się czynić wpisy tylko po stronie gości. Żylski obronił strzał Gamli, z wolnego za wysoko uderzał Domińczak, bramkarz miejscowych nie dał się zaskoczyć dalekiej próbie uczynionej przez Kowalczyka, zaś Pluta przytomnie zablokował Okońskiego. Garbarnia po raz pierwszy zwróciła nieśmiało uwagę, że jest na boisko, za sprawą Sepioła. Wywalczył on piłkę w bocznej strefie, lecz zamiast natychmiastowo centrować stracił kontrolę nad futbolówką. Za moment Marcin Siedlarz fatalnie wyegzekwował rzut wolny za faul na Leszczaku. W 28. minucie pierwszy strzał ze strony Garbarni oddał Fedoruk, Stodoła nie bez problemów sparował piłkę na korner. Obok celu przeszedł daleki strzał Byrskiego. Z dryblingiem stanowczo przeholował Siedlarz. Z kolei Leszczak po wolnym zrobił jeszcze jedną dziurę w niebie. Sepioł zażegnał niebezpieczeństwo we własnym przedpolu. Jeszcze groźniej mogło być za moment, ale po przyjęciu piłki przez Okońskiego jednak nie dopuszczono go do oddania strzału. Krótko przed pauzą obiecująco zapowiadająca się akcja Leszczaka z Siedlarzem została przerwana jeszcze przed polem karnym.

Chwilę po zmianie stron Stokłosa prostopadłym podanie szukał Praciaka, ale przesadził z siłą podania. W 53. minucie Solecki przypuszczalnie znajdował się na spalonym, ale chorągiewka asystenta nie poszła w górę. Garbarnia miała jednak między słupkami Żylskiego, ten z bliska obronił strzał głową. Po Soleckim wysoką formę bramkarza Garbarni przetestował Kowalczyk, akcję przerwał gwizdek oznajmiający ofsajd w dalszej części tej akcji. Mógł i powinien skutecznie odpowiedzieć Siedlarz, lecz zbytnio zwlekał z podjęciem decyzji o strzale. W 67. minucie oko w oko z Żylskim znalazł się Solecki, interwencja golkipera Garbarni była doskonała. Za słabo uderzał po ziemi Leszczak. Z kolei Kalemba ciekawie zaadresował dalekie podanie do Siedlarza, wprawdzie niepewnie interweniował Stodoła, ale dla gości skończyło się na strachu.

Leszczak nie zdążył do podania Sepioła. W 82. minucie z piłką minął się Praciak. To wprawdzie nie była tak wymarzona okazja jak w Niepołomicach, niemniej była... Pod bramką Żylskiego groźnie szarżował Kosiorek. Niebawem potężnie huknął Żółtowski, Żylski wybronił się nogami. Wysoko nad poprzeczką uderzał Stokłosa. W 3. minucie przedłużonego czasu gry Piszczek całkiem niepotrzebnie wybił piłkę na korner. Po nim i sporym zamieszaniu na przedpolu Garbarni był bliski Pelikan zagarnięcia pełnej puli.

Wiele w tym meczu zdumiewało. Jakim sposobem chciała Garbarnia konkretnie atakować, skoro do jedynego wysuniętego napastnika (Praciak) nie podchodziła nieruchawa i bardzo pasywna linia pomocy. Co z dublowaniem pozycji na skrzydłach, co w poprzedniej rundzie przynajmniej czasami odnosiło skutek? Czemu miało służyć kurczowe trzymanie się pozycji przez defensorów, skoro programowo powinno zakładać się zwiększenie środków przy akcjach zaczepnych? Albo co pomyśleć o dokonaniu zmiany Stokłosy na Barabasza, kiedy liczyły się sekundy dzielącego od końcowego gwizdka? Przecież był to manewr idealny dla przeciwnika... A Barabasz nie zdążył nawet dotknąć piłki, bo od razu zrobiło się po balu...

Powyższe parametry całkiem śmiało mogłyby zapewnić Garbarni bezbramkowy remis w meczu granym na wyjeździe. W domu, zwłaszcza dzisiaj, powinny obowiązywać zupełnie inne kanony. Stąd efekt musiał być taki, jak był. Marny. Tfu, nędzny. Identyczny z nastrojami.

JC 

WIADOMOŚCI

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty