Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > 2009/2010 > Małopolska > Seniorzy > I liga

 

Sandecja – Znicz Pruszków 3-1 (1-1)

0-1 Chałas 39
1-1 Bębenek 44
2-1 Jonczyk 53
3-1 Aleksander 56
Sędziowali Sebastian Jarzębak (Bytom) oraz Bartłomiej lekki i Adam Jakubczyk. Żółte kartki: Janiszewski, Feliksiak, Kasztelan. Widzów 3500
.
SANDECJA: Różalski – Makuch, Cios, Niane, Borovićanin - Stefanik - Gawęcki, Zawadzki, Jonczyk (78 Bania), Bębenek (73 Broź) – Aleksander (86 Chlipała).
ZNICZ: Bieniek – Klepczarek, Ptaszyński, Radler, Januszewski -  Rybaczuk, Osoliński, Ekwueme (67 Kasztelan), Kaczmarek (78 Piesio) - Chałas, Feliksiak.


Osobliwy to pomysł, ale jeśli po każdym nieudanym meczu wyjazdowym, Sandecja miałaby tak się rehabilitować swoim kibicom jak w spotkaniu ze Zniczem, to może warto zaryzykować. Chociaż trener Dariusz Wójtowicz pewnie nie byłby tego pomysłu zwolennikiem...

To był mecz, jakich się oczekuje przychodząc na stadion – żywy, przynoszący co chwilę bramkowe sytuacje. Żadna ze stron nie bała się prowadzić ofensywnej gry. Odpowiedzią na atak jednych był atak drugich, padły ładne gole. 
Zadrżały jednak serca licznym - jak na środę - kibicom, gdy prowadzenie zdobyli goście. Jan Cios zbyt krótko podawał piłkę do Mariusza Różalskiego (Marek Kozioł zapłacił stratą miejsca podstawowym składzie za błędy ze Szczecina), zorientował się w tym Tomasz Chałas. Przejął piłkę, minął Różalskiego i do pustej bramki posłał piłkę.
Godna wyższych lig była wyrównująca bramka Macieja Bębenka. W 44. minucie z 25. metrów z miejsca tak uderzył piłkę, że z dużą mocą poleciała ku bramce, odbiła się od wewnętrznej strony poprzeczki i wpadła do celu.
Wcześniej szanse miały obie strony. Ciekawe miał Arkadiusz Aleksander, który po raz pierwszy wyszedł w pierwszym składzie Sandecji i był wszędobylskim utrapieniem dla obrońców gości. Po dośrodkowaniu Marcina Makucha złożył się w zaskakujący sposób do strzału i z 5 metrów przyłożył tak, że trafił w głowę bramkarza. Ten uratował zespół od straty bramki, ale sam aż potrzebował pomocy lekarza, tak mocny było uderzenie napastnika Sandecji. Aleksander miał też ładną "główkę", po dośrodkowaniu Dariusza Zawadzkiego, ale nie zakończoną powodzeniem.
Tuż po stracie bramki Chałas mógł szybko odpowiedzieć, z 14 metrów chciał przelobować Różalskiego, ale ten miał tyle szczęścia, że piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła mu prosto w ręce. Sandecję ratował też z opałów Cios, w 30. minucie wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Chałasa, który w sytuacji sam na sam minął już bramkarza. 
Po przerwie szturm Sandecji przyniósł jej dwa kolejne trafienia, W 53. minucie książkowo przeprowadzona kontra Michała Jonczyka z Petarem Borovicianinem, skończyła się bramką pierwszego. Serb wyłożył piłkę młodszemu koledze, a ten z 10 metrów płasko po ziemi trafił w tzw. długi róg.
Trochę kłopotu było z ustaleniem komu zapisać trzeciego gola. Z rzutu wolnego dośrodkował Zawadzki, do główki wyskoczyło kilku zawodników, wśród nich Aleksander. Przyznawał się potem, że to on strącił piłkę, która wpadła do bramki. Z kolei do zatrzymania jej jeszcze ręką przyznawał się Mikołaj Rybaczuk. Goście chcieli nawet, żeby sędzia odgwizdał rzut karny dla Sandecji, ale po konsultacji uznał, że gol już padł.
Gra wciąż była szybka, wciąż przynosiła okazje strzeleckie – jeszcze Borovićanin uderzał z 12 metrów, piłkę złapał bramkarz. Dwukrotnie wykazywał się też Różalski – wybijał piłkę po groźnych strzałach Chałasa (72. minuta), Rybaczuka (81.) i na koniec Kasztelana z 25.
Sandecja pozostała niepokonana na swoim boisku i znów wierzy, że w niedzielę odwróci zły wyjazdowy los, choć o to będzie w Zabrzu będzie bardzo trudno.

BOS

WIADOMOŚCI

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty