Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Euro 2012
EURO z Krakowa Jerzego Cierpiatki (5): Spóźniony prezent dla Cieślika2012-06-13 12:26:00 Jerzy Cierpiatka

Smuda nie skapitulował przed Advocaatem, Warszawa nie padła. Wbrew przypuszczeniom nie doszło do jej oblężenia, a nawet podjęto całkiem konkretne działania kontruderzeniowe. Remis wprawdzie nie daje pełni satysfakcji, ale przedłuża nadzieje. Co ważniejsze, na zupełnie innym podłożu psychologicznym niż w sytuacji, gdyby wczoraj było źle.


A było zaskakująco dobrze, momentami nawet bardzo dobrze. Z greckiego koszmarku nie pozostało śladu, bój z Rosjanami rozgorzał na całego i trwał do ostatniej sekundy. Była to walka toczona bez żadnych kompleksów. Męska, twarda i fair, zresztą obustronnie. Swoje zadanie należycie wypełnił sędzia Stark. Wprawdzie nie całkiem bez winy (ukaranie szarżującego Dzagojewa w chwili, kiedy to akurat on był ewidentnie poszkodowany), lecz sprawiedliwy. W tym kontekście zarzut Lewandowskiego wobec Starka o sprzyjanie Rosjanom, choć został postawiony grzecznie, był według mnie pretensją pozbawioną podstaw. To jednak detal, mało znaczący odprysk z widowiska, które trzymało w ogromnym napięciu. Epilog nie krzywdzi nikogo. To było zderzenie dwóch równorzędnych stron, które przynajmniej na boisku umiały rozstać się w zgodzie.


Wprawdzie Obraniak pewnikiem nie podziela tego poglądu, ale Smuda tym razem postępował słusznie. Danie szansy Dudce kosztem Rybusa bez wątpienia spełniło cel, ważna była każda jednostka, która mogła skutecznie (zwłaszcza pod względem fizycznym) przeciwstawić się „Sbornej” w centrum boiska. Kluczem do sukcesu musiało być maksymalne ograniczenie Rosjanom swobody działania. Do tego trzeba żelaznej dyscypliny (była) i końskiego zdrowia (nie zabrakło go). Wielce znamienny był widok skrajnie wyczerpanego w ostatnich minutach Arszawina. On dał z siebie wszystko, zresztą jak inni, lecz właśnie jemu najbardziej zabrakło „pary”. To niewątpliwie budujący, a jednocześnie bardzo rzadki obrazek, gdy obok trzymającego postawę pionową Polaka słania się na nogach sowiecki gieroj.


Pod względem stricte piłkarskim lepiej prezentowali się Rosjanie, co zresztą nie było żadną nowiną. Ich problem polegał na tym, że nie pozwolono im w pełni rozwinąć skrzydeł. Nie pozwolono... To eufemizm, bo przecież ktoś spowodował taki stan rzeczy. To biało-czerwoni. Wczoraj, w absolutnym przeciwieństwie do piątku, naprawdę zwarci i gotowi do zaprezentowania postawy godnej szczerego szacunku. I do wyczynów z najwyższej półki futbolowej, bo przecież okoliczności strzelenia wyrównującego gola przez Błaszczykowskiego to cymes. „Ręce, proszę Państwa, same składały się do oklasków” - rzekłby klasyk.


Oczywiście, nie każdy z piłkarzy Smudy wniósł identyczny wkład w cenny remis. Cokolwiek zbyt często znikał z pola widzenia Murawski, a Piszczek nie zawsze nadążał za ekspresową szybkością Arszawina. Ale nie wolno mieć do nich pretensji, bo przecież drużyna to jedność. Dziś mnie idzie lepiej, jutro tobie. Najważniejsze, aby wspólnie było dobrze. Dla przykładu, zaimponowała mi postawa obu stoperów, Wasilewskiego i Perquisa. „Wasyl” nawet ocierał się w kilku sytuacjach do przerwy o granice heroizmu. Rzecz jednak nie w personaliach, za to w dokonanej w ciągu czterech dni całkowitej zmianie wizerunku „narodowej”. Przeciwko Grekom, mówiąc wprost, sprawę przekombinowała. Wczoraj, chcąc osiągnąć dużo, dała z siebie jeszcze więcej. Poszła na całość bezkompromisowo, bez padania na kolana przed wrogiem, który wielekroć potrafił być dla innych wrogiem śmiertelnym. Czapki z głów!


Zwycięstwo nad Rosją zawsze rajcuje polską duszę. Obchodzący niedawno 85. urodziny legendarny Cieślik oczywiście dałby wszystko, aby wynik 2-1 po Chorzowie ’57 i Augsburgu ’72 był również kojarzony z Warszawą ’12. To wprawdzie nie nastąpiło, lecz i tak we wczorajszym remisie mieścił się spóźniony prezent dla Pana Gerarda. Z dedykacją od dzisiejszego pokolenia reprezentantów dla człowieka, który dwa razy w jednym meczu pokonał Jaszyna. I pewnikiem był dumny, że Polska ponad pół wieku później zagrała z Rosją znów na wysokim poziomie.


Tamto zwycięstwo na Stadionie Śląskim nie przekuło się niestety na awans do finałów MŚ, bo o wszystkim decydował dodatkowy mecz w Lipsku. Co będzie teraz, we Wrocławiu? Tego nie wiemy. Czesi myślą dokładnie o tym samy co my, a na dodatek są bliżsi celu. Trzeba z nimi wygrać, nie ma rady. Mając w świeżej pamięci wczorajszy mecz, to absolutnie wykonalne zadanie. Ale pod warunkiem, że o delektowaniu się warszawskim remisem nie może być mowy. Mecz z Rosją skończył się równo z końcowym gwizdkiem Starka. Co naprawdę warto traktować bardzo poważnie. Bowiem pamiętamy z przeszłości, czym kończyły się dla Polaków mecze rzekomo łatwe do wygrania. Korea ’02, Ekwador ’06. Takich meczów i takich podejść do tematu już wystarczy...


Jerzy Cierpiatka



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty