Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Wiadomości piłka nożna
Biało-czerwoni w pigułce: 5 rzeczy, których nie wiesz o wybrańcach Paulo Sousy2021-05-18 22:54:00

Jedni oburzają się brakiem powołań dla Kamila Grosickiego i Sebastiana Szymańskiego, drugim brakuje w reprezentacji Polski Bartłomieja Drągowskiego, a trzeci cieszą się z szansy danej Jakubowi Świerczokowi. Na poniedziałkowej konferencji prasowej, na której Paulo Sousa ogłosił listę graczy, którzy otrzymają zaproszenie na Euro, nie brakowało kontrowersji. Nie było tak szokujących decyzji, jak te Pawła Janasa, który na mistrzostwa świata 2006 nie zabrał m.in. Jerzego Dudka, ale tematów do dyskusji nie zabraknie co najmniej do startu imprezy. 


O rekordach Roberta Lewandowskiego, podaniach Piotra Zielińskiego czy twardym charakterze Kamila Glika można przeczytać niemal codziennie. Kadra Paulo Sousy kryje jednak wiele ciekawostek, o których mało kto ma pojęcie. Dla Portugalczyka przy wyborze składu nie było świętości, nie bał się pójść pod prąd. Oto pięć najciekawszych faktów dotyczących jego wybrańców!  


Legia jak sprzed wojny!

Brak powołania nie tylko do kadry na Euro, ale nawet na listę rezerwowych jakiegokolwiek zawodnika Legii Warszawa to sytuacja niespotykana od bardzo dawna. W naszych dotychczasowych występach na mistrzostwach Europy w kadrze zawsze byli zawodnicy wojskowych: Michał Pazdan, Jakub Wawrzyniak, Roger Guerreiro czy Tomasz Jodłowiec. Na mistrzostwach świata sytuacja, w której selekcjoner nie zdecydowałby się na powołanie jakiegokolwiek zawodnika Legii ostatni raz miała miejsce jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Wówczas selekcjoner Józef Kałuża nie zdecydował się na powołanie do reprezentacji Polski ani jednego legionisty, przedstawicielami stolicy było dwóch zawodników Polonii Warszawa (Władysław Szczepaniak i Erwin Nyc) oraz jeden Warszawianki – Stanisław Baran. W każdym z naszych pozostałych występów na mundialach w kadrze było od jednego (Łukasz Fabiański w 2006 roku) do nawet pięciu zawodników tego klubu –taka sytuacja miała miejsce dwukrotnie: na MŚ w 1982 i 1986 roku, a przedstawicielami wojskowych byli tacy gracze jak Paweł Janas, Marek Kusto, Stefan Majewski, Andrzej Buncol, Jacek Kazimierski, Jan Karaś, Dariusz Kubicki czy Dariusz Dziekanowski.


Również na igrzyskach olimpijskich w reprezentacji Polski prawie zawsze byli zawodnicy klubu z ulicy Łazienkowskiej. Jedyna sytuacja, kiedy kadra olimpijska była całkowicie nielegijna, miała miejsce prawie 100 lat temu! Na IO w Paryżu w 1924 biało-czerwoni wystąpili bez przedstawicieli stołecznego klubu, a swój udział w turnieju zakończyli na pierwszej rundzie, przegrywając aż 0:5 z Węgrami. Biorąc pod uwagę fakt, że na MŚ 1938 Polacy też już po pierwszym spotkaniu, przegranym 5:6 z Brazylią, musieli pakować manatki, to statystyka wygląda dla Paulo Sousy nieubłaganie. Z przymrużeniem oka: reprezentacja Polski na dużych turniejach bez legionistów przegrała 100 procent rozegranych spotkań, tracąc średnio 5,5 gola na mecz. Czy można mówić o klątwie? Eksperci z branży bukmacherskiej w to nie wierzą. W firmie Totolotek kurs na to, że Polacy wyjdą z grupy na Euro 2020 to 1.25 i jest niższy niż kursy na awans Szwedów czy Słowaków. Analizując kursy Totolotka łatwo dojdziemy do wniosku, że Hiszpanie są murowanym faworytem do wygrania grupy, a my z reprezentacją Trzech Koron powalczymy o drugie miejsce w grupie. I oby faktycznie tak było.


Już tylko dwóch niezastąpionych

Gdyby Kamil Grosicki otrzymał powołanie do reprezentacji Polski na Euro, byłby jednym z trzech piłkarzy, obok Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego, którzy od 2012 roku nie ominęli żadnego dużego turnieju i będą częścią drużyny biało-czerwonych na czterech imprezach rangi mistrzowskiej. Szansę na to miałby również Kuba Błaszczykowski, o którego powołaniu na nadchodzący turniej nie było jednak na poważnie mowy, ze względu na jego słabą formę w Wiśle Kraków. 


Wpisanie „Grosika” tylko na listę rezerwową, przy jednoczesnym powołaniu również rezerwowego w swoim klubie Przemysława Płachety, było jednym z większych zaskoczeń dla części komentatorów. Trudno jednak zaprzeczyć, że skoro głównym argumentem obrońców skrzydłowego jest to, że „robiłby dobrą atmosferę w szatni”, to tak naprawdę brakuje racjonalnych przesłanek, żeby go powołać. – Chcemy przyjrzeć się innej ścieżce rozwoju, która będzie najlepsza dla drużyny. To była trudna decyzja, ale emocje odkładam na bok – tłumaczył brak powołania dla Grosickiego Paulo Sousa. Między słowami można wyczytać z tej decyzji i słów dwie rzeczy: że Portugalczyk zamierza się trzymać swojego wyboru ustawienia z trójką stoperów i wahadłowymi, do którego słaby w defensywie i nieprzygotowany motorycznie Grosicki nie pasuje, a także tego, że biorąc dynamicznego skrzydłowego, który będzie wchodził na końcówki spotkań, lepiej, żeby miał on 23 lata, jak Przemysław Płacheta, niż 33 jak „Grosik”.


Płacheta jak Pendolino

Pierwszy artykuł w mediach poświęcony skrzydłowemu miał tytuł „Wygrywają dzięki Pendolino” i był opisem trzecioligowego spotkania pomiędzy Lechią Tomaszów Mazowiecki i Polonią Warszawa, której barwy reprezentował Przemysław Płacheta. Mecz, który był debiutem skrzydłowego w seniorskiej piłce, przypadł kilka dni po jego 17. urodzinach. Pojawił się na boisku w 72. minucie z ławki rezerwowych i potrzebował zaledwie ośmiu minut, żeby zdobyć premierowego gola. – Grajcie na Przemka, przecież oni nawet na rowerze go nie dogonią! – krzyczał z ławki rezerwowych do swoich zawodników szkoleniowiec Czarnych Koszul Marek Końko, pokazując na nieco ociężałe sylwetki obrońców z Tomaszowa i – nie da się ukryć – trafił z tą zmianą w dziesiątkę. Rajdy Płachety po skrzydle raz po raz rozrywały obronę rywali, którzy rozpaczliwie szukając wyrównania zostawiali mnóstwo miejsca dynamicznemu zawodnikowi. Jedna z takich akcji zakończyła się bramką, a nieliczni dziennikarze obecni na spotkaniu ochrzcili Płachetę mianem „Pendolino”.


– Jeszcze do niedawna trenowałem lekkoatletykę, biegałem sprinty, więc nie da się ukryć, że szybkość jest jednym z moich największych atutów – zdradził po tym spotkaniu zawodnik, który właśnie sprintem przeszedł przez trzecią ligę. Po zaledwie 12 spotkaniach w seniorskim zespole Polonii, wystąpił w barwach juniorskiego zespołu Czarnych Koszul w półfinale CLJ. Polonia po rzutach karnych odpadła z Lechem Poznań, ale dynamiczny skrzydłowy na tyle wpadł w oko skautom RB Lipsk, że ci postanowili wziąć go do siebie. Płacheta miał na stole wiele ofert, w tym z Legii, ale zdecydował się na wyjazd za granicę. Żeby jednak skutecznie ruszyć na podbój Europy, po dwóch latach pobytu w juniorach i rezerwach niemieckiego klubu musiał wrócić do Polski i znów od niższych lig zacząć wędrówkę po klubach. Ta na szczęście okazała się tak skuteczna, że droga przez Siedlce, Bielsko-Białą, Wrocław i Norwich zaprowadziła go aż na mistrzostwa Europy.


Najlepszy raper wśród piłkarzy

Uraz Arkadiusza Recy, który wyeliminował go z kadry na turniej, sprawił, że poziom talentu w reprezentacji Polski na pewno wzrośnie. Mamy tutaj na myśli talent… muzyczny! Lewy obrońca Lecha Poznań Tymoteusz Puchacz, który został powołany właśnie w miejsce byłego gracza Wisły Płock, jest wielkim fanem rapu, którego utwór „Kante” – poświęcony defensywnemu pomocnikowi londyńskiej Chelsea – ma na You Tube przeszło 2 miliony wyświetleń!


– Ma do tego warsztat, ma podstawy bardzo dobre. Wszedł do studia jak profesjonalista i zrobił swoje – mówił o piłkarzu na kanale You Tube Foot Truck „Nocny”, producent utworu, który w wytwórni SBM odpowiada za produkcję muzyczną. – Ja się na boisku nigdy niczym nie stresuję. A wchodząc do studia było inaczej, spory stres – przyznawał Foot Truckowi „Puszka”, bo takim rapowym pseudonimem posługuje się reprezentant Polski.


„Nic nie wiesz, nie rozumiesz, że ja zawsze krok przed tobą. Manewruję, robię ruchy, jestem w twoim oku solą. Ja i ziomki, żadne pionki, wysyłamy cię na OIOM. Zawsze moje świry – jak nie trafię trafi Olo, trafi Skrzypa, trafi Józiu, a na pewno trafi Modziu” – ten fragment kawałka „Kante” nie tylko dobrze brzmi, ale przede wszystkim w sporej części okazał się proroczy. „Modziu”, czyli Jakub Moder, strzelił przecież gola na Wembley, „Józiu”, czyli Kamil Jóźwiak, ma w seniorskiej reprezentacji dwa gole: przeciwko Holandii i niedawno w meczu z Węgrami. „Puszka” jeszcze czeka na debiut w dorosłej drużynie narodowej, ale może on nastąpić w wyjątkowych okolicznościach, w trakcie jednego z najważniejszych turniejów ostatnich lat. Jeśli, zgodnie ze swoimi rapowymi zapowiedziami, będzie „zapi… tak jak Kante”, to kadra może mieć z niego wiele pożytku.


Kozłowski zgarnia rekordy

Kacper Kozłowski z Pogoni Szczecin, wchodząc na boisko w marcowym meczu z Andorą, w wieku 17 lat i 163 dni stał się drugim najmłodszym debiutantem w historii reprezentacji Polski. Wcześniej w narodowym zespole zagrał tylko Włodzimierz Lubański, który w 1963 roku w meczu z Norwegią zagrał mając zaledwie 16 lat i 188 dni. Jeśli młody pomocnik przez choć minutę pojawi się na boisku w trakcie mistrzostw Europy, stanie się najmłodszym graczem w historii naszej kadry, który wystąpił na imprezie mistrzowskiej. – On jest fantastyczny. To dobrze grający chłopak i dlatego został powołany. Myślimy o nim jako o przyszłości zespołu – mówił o Kozłowskim w marcu Paulo Sousa. I faktycznie, piłkarz przekonał do siebie Portugalczyka na tyle, że po rozegraniu zaledwie 24 meczów i strzeleniu jednego gola w ekstraklasie wywalczył sobie powołanie na jedną z najważniejszych piłkarskich imprez.


Jeżeli środkowy pomocnik zachowa zimną głowę i będzie ciężko pracował, przyszłość będzie należeć do niego. Ale o spokój niełatwo, szczególnie kiedy zagraniczni dziennikarze nazywają go „polskim Pogbą” i sugerują, że jego usługami są zainteresowane Czerwone Diabły. Sousa ceni w piłkarzu wszechstronność i to, że łączy on walory ofensywne z umiejętnością walki w defensywie. W trakcie Euro 2016 na ustach całego świata był Bartosz Kapustka – czy tym razem głośno będzie o jeszcze młodszym Kozłowskim?


Marcin Bratkowski, Arskom Sport Brokers


kamil grosicki, fot. tomasz bidermann, shutterstock.com.jpg



więcej wiadomości >>>

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty