Facebook
kontakt
logo
Strona główna > STREFA BLOGU
RYSZARD NIEMIEC z refleksją o krakowskiej koszykówce: co nam zostało z tych lat...
autor
Ryszard Niemiec (ur. 1939), dziennikarz, reporter, felietonista, działacz sportowy. Koszykarz m. in. Cracovii, Sparty Nowa Huta, Resovii. Były redaktor naczelny "Dziennika Polskiego", "Tempa", "Gazety Krakowskiej". Laureat Złotego Pióra (1979, 1985). Członek Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Od 1993 prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.
Wcześniejsze wpisy:

LEKCJA GIMNASTYKI (517)

Między Montevideo, a Pekinem…

Każde wydarzenie o charakterze międzynarodowym, na niwie koszykówki męskiej, uświadamia nam, jak bardzo Kraków podryfował ku peryferiom tej dyscypliny. Koszykarze naszej narodowej reprezentacji rozpoczęli dziś - meczem z Wenezuelą - swój udział w finałach mistrzostw świata. Nie było nas na tej imprezie ponad pół wieku, dokładnie od 1967 roku, od finałów w Montevideo, gdzie zajęliśmy piątą lokatę. Z tej okazji PS publikuje zdjęcie drużyny trenera Witolda Zagórskiego, na którym widnieją m.in. postaci trzech zawodników krakowskiej Wisły: Bohdan Likszo, Wiesław Langiewicz, Czesław Malec. Pierwszy z nich został wicekrólem strzelców turnieju, dwaj pozostali wnieśli równie poważny wkład w historyczny sukces…


Dziś do Pekinu pojechała kadra, w której nie uświadczy gracza z Krakowa, co specjalnie nikogo nie dziwi, no, bo wszyscy przywykliśmy do zaściankowego wymiaru krakowskiego basketu. Z czasów wspomnianych trzech muszkieterów zostały zgliszcza. Wtedy w polskiej ekstraklasie rządziły „Wawelskie Smoki”, wspomagane dzielnie przez najbardziej waleczną ekipę spartan z Nowej Huty o ksywie „Mściciele”, do najwyższej klasy rozgrywkowej załapywały się Korona, AZS, a Wawel pechowo przegrywał eliminacje o wejście do niej. Koszykówka imponowała krakauerom, którzy darzyli dyscyplinę wielką atencją. Hala Wisły, w nieco przeszarżowanej metaforyce ówczesnych mediów, opisywana jako druga „smocza jama”, tak naprawdę pełniła rolę salonu towarzyskiego. Na widowni zasiadała profesura wyższych uczelni, a osobliwie Politechniki Krakowskiej i Akademii Górniczo-Hutniczej, aktualne i przyszłe gwiazdy teatru i filmu, „wpaść” tam, by zadać szyku, lubiły persony ówczesnej sceny politycznej, wskazując drogę najbardziej dostojnemu gościowi - przywódcy komunistycznej Kuby - dr Fidelowi Castro… 


Od strony zawodniczej traciła ona zwolna pionierski status sportu akademickiego, w którym przeważały elementy sterylnego amatorstwa, wciąż jednak utrzymując modę na tożsamość koszykarza-studenta. Istnieje wiele uzasadnień rozkwitu koszykówki w naszym kraju i jej sukcesów międzynarodowych w dekadzie lat 60-tych: socjologicznych, ekonomicznych, kulturowych… Moje, oparte na doświadczeniu uczestniczącym, sprowadza się do eksponowania intelektualnych walorów społeczności elity zawodników, które umożliwiały na przykład niwelowanie przewagi fizycznej zawodników zagranicznych. Szkolenie w klubach nigdy nie preferowało kategorii wzrostu, mało tego: po nieudanych próbach szukania polskiego Achtajewa (radziecki koszykarz mierzący 230 cm), nasza kadra narodowa nie miała w składzie zawodników legitymujących się wzrostem powyżej 200 cm (wyjątek - Blaut na igrzyskach w Tokio). Polska szkoła basketu charakteryzowała się akcentem na technikę, spryt w wykorzystywaniu możliwości ofensywnych,  wśród cech motorycznych największy nacisk kładziono na szybkość, mniej na siłę. Udoskonalono taktykę gry obronnej, zwłaszcza rozmaitość obrony strefowej, niwelującej przewagę wzrostową przeciwnika…


Ośrodek krakowski, zwłaszcza Wisła, dzięki twórczym inicjatywom szkoleniowym trenerów Jerzego Groyeckiego, Michała Mochnackiego, „Asia” Mikułowskiego, Jerzego Bętkowskiego, promieniował na całe krajowe środowisko. Nowohucka Sparta, najniższa wzrostem drużyna ekstraklasy (środkowy Andrzej Włodarczyk - 190 cm) stała się krajową kliniką obrony strefowej 3-2, z której wyprowadzano skutecznie szybki atak. Udoskonalił do perfekcji ten rodzaj defensywy trener Ryszard Stasik(absolwent krakowskiej AWF) z wrocławskiego Śląska, skąd za pośrednictwem kadrowiczów Mieczysława Łopatki i Kazimierza Frelkiewicza trafiła do repertuaru reprezentacji. Niesłychanie ruchliwe intelektualnie środowisko szkoleniowców krakowskich (obok wspomnianych trenerów Wisły - Kazimierz Gruszka, dr Adam Grochal, Piotr Jagiełowicz, Tadeusz Pacuła) odcisnęło swym warsztatem ślad na przyszłym rozkwicie koszykówki na Podkarpaciu (Rzeszów, Stalowa Wola, Łańcut, Tarnobrzeg, Przemyśl, Krosno) oraz na Górnym Śląsku i Zagłębiu (Bytom, Katowice, Ruda Śląska, Rybnik, Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza). Stara śpiewka - „co nam zostało z tych lat?” niech posłuży za niewyszukane zamknięcie tej niewesołej refleksji…

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty