Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowa Małopolska
RYSZARD NIEMIEC o Jerzym Pilchu, największym kibicu Cracovii wśród pisarzy rangi ekstraklasowej2020-06-06 11:59:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (554)

Nie spoczął na polu karnym...!


Jerzy Pilch - największy kibic wśród pisarzy rangi ekstraklasowej, odchodząc na wieczny mundial, sprawił nam - Jego czytelnikom i miłośnikom futbolu, sporą niespodziankę. Kazał się pochować w Kielcach, niemile zaskakując wiślańskich rodaków spod Czantorii, zawodząc zwłaszcza kibicowski środowisko Cracovii.


Oni na bank spodziewali się, że pisarz zamarzył sobie pochówek na polu karnym stadionu przy Kałuży, idąc śladem Zygmunta Nowakowskiego. W sam raz by pasowało, żeby legli naprzeciw siebie, Nowakowski, urodzony na Półwsiu Zwierzynieckim, na szesnastce od strony Kraszewskiego, Pilch na tej od strony hotelu Cracovii, jako były lokator kamienicy przy Syrokomli. Wprawdzie autor  „Spisu cudzołożnic” nigdy nie był działaczem klubu, jak jego wielki poprzednik (wiceprezes w latach 30-tych), ale jako zięć dwukrotnego prezesa Cracovii prof. Juliana Rejducha musiał wpływać na bieg wydarzeń w sekcji piłkarskiej.


Przynależał do elitarnego grona wielkich postaci krakowskiej kultury i nauki, którzy w warunkach PRL, odciskającego się organizacyjno-materialnym garbem na doli sportowej Cracovii, nie wahali się z nią identyfikować, wbrew powszechnemu ostracyzmowi. W powojennym panteonie zawsze wiernych, stoi, między innymi, obok profesora literatury Kazimierza Wyki, księcia poetów Jerzego Harasymowicza, wybitnych aktorów Gustawa Holoubka, Mariana Cebulskiego, Stefana Friedmanna. Zamyka ten godnościowy krąg postaci z sercem w pasy JM Rektor UJ profesor Wojciech Nowak…


Wśród nich Jerzy Pilch jawi się jako kibic najbardziej wymagający. Wprawdzie Jego wiara nigdy nie została zachwiana, aliści luterska dusza kazała Mu manifestować swoje zawody i rozczarowania postawą kolejnych jedenastek Pasiaków. W swojej felietonistyce na łamach m.in. Tygodnika Powszechnego, Polityki, Dziennika, Przekroju, zbudował oryginalny punkt widzenia na sportowe aspekty aktywności najstarszego, polskiego klubu w granicach pojałtańskich. Mieszała się w nim erudycja intelektualisty z doświadczeniem pasjonata futbolu na poziomie niedzielnego, kopiącego amatora.


Po wyjeździe do Warszawy pisarz rzadziej bywał na stadionie im. Jana Pawła II, a jakieś 10 lat temu jego kibicowska frustracja sięgnęła zenitu. Wtedy to dał upust swemu żarliwemu interwencjonizmowi w ligowe dziadostwo swych pupilów. Ujął go w swoim Dzienniku z 9 marca 2010 roku w taki oto wywód: "Byłem pewien, że w hierarchiach i odcieniach klęskowości Cracovia Kraków wyczerpała wszelkie możliwości, jakimi dysponuje ludzkość. Myliłem się - są nowe zdobycze. Oto okazuje się, że klub do tej pory znany z tego, że kiedy broni się przed spadkiem, to zawsze spada, teraz, nawet kiedy jest pewien, że nie spadnie, dalej spaść może, ergo - pewnie spadnie.”  Następny akapit przynosi ze sobą desperację rozwodową, rozwiniętą w szyderczy pozew sądowy. „Ponieważ wszystko się zmieniło - ponieważ definitywne rozstanie - prawdopodobnie, gdyby się nic nie zmieniło - okazało się fiaskiem, resztkami godności wykonuję gorzki i przejmujący gest symboliczny: anuluję mianowicie bruderszaft. Stare małżeństwo po pięćdziesięciu latach pożycia nie rozwodzi się (celem uniknięcia zbędnych kosztów i pośmiewisk), ale popada w groteskę głęboką i na wskroś żałosną - z powrotem przechodzi na pan, pani. Żadna moja Cracovia, żadna ukochana Cracovia, żadna nawet po prostu Cracovia. Jedynie Cracovia Kraków - lodowaty chłód plus nuta wystudiowanej wzgardy.”


A jednak do rozstania na amen nie doszło, bo stało się tak, jak niekiedy bywa wśród rozwodzących się par. Po wyjściu z sali sądowej, w której orzeczono rozwód bez ustalania czyjejkolwiek winy, państwo idą zgodnie na obiad, zamieniając formalny związek w autentyczną, dozgonną przyjaźń. Pilch żył Cracovią do końca. Spotkał się ze szczerą wzajemnością. Pożegnano Go dostojnie i godnie. Minutą ciszy przed ligowym meczem z Jagiellonią, na pogrzebie na kieleckim stadionie nad mogiłą pochylił się klubowy sztandar Pasów. Wieczne odpoczywanie odmówili wspólnie z żałobnikami przedstawiciele klubu: Andrzej Turecki i trener, wiceprezes Michał Probierz. Gdyby w przyszłości klub miał potrzebę organizowania turnieju pierwszoklasistów, wprawiających się w umiejętność czytania i posługiwania się futbolówką, rekomenduję śp. Jerzego Pilcha jako Patrona imprezy…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty