Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > Ekstraklasa
RYSZARD NIEMIEC: Wiślacka introdukcja niniejszego utworu pełni rolę ostrzegawczą kierowaną do klubowego sztabu sąsiadki z drugiej strony Błoń - Cracovii2020-06-28 08:10:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (557)

Międzynarodówka w szatni…


Rekord w tej konkurencji należy do Wisły, a został ustanowiony w trakcie zdobywania ostatniego, mistrzowskiego tytułu, w sezonie 2010/2011. Klubem zarządzał wówczas Bogdan Basałaj, a drużyną Holender-kolarz - Robert Maaskant. W kadrze klubowej figurowało 17 (słownie: siedemnastu) obcokrajowców, pochodzących bodaj z trzech kontynentów.


Zdegustowany do reszty niepowodzeniami w dobijaniu się do finansowego raju europejskich pucharów Bogusław Cupiał dał się namówić na skrajną międzynarodówkę, po utracie resztek wiary w potencjał tworzony w oparciu o krajowe zasoby zawodnicze. Koncepcja, niestety, nie do końca wypaliła, więc nawet ósmy tytuł mistrza Polski specjalnie właściciela nie wzruszył. Od tego momentu zarządzony został odwrót od sutego inwestowania, a parosezonowe zaciskanie pasa skończyło się spektakularnym porzuceniem drogiej zabawki i oddaniem jej za bezdurno w ręce przygodnego oszusta.


Ciąg dalszy wszyscy dobrze znamy, aliści finał historii wciąż przed nami. Trwa wyciąganie klubu ze skrajnych zagrożeń ekonomicznych, a proces powrotu do stanu ante bellum zajmie ratowniczej ekipie Błaszczykowskich sporo czasu.


Wiślacka introdukcja niniejszego utworu pełni rolę ostrzegawczą kierowaną do klubowego sztabu sąsiadki z drugiej strony Błoń - Cracovii. W meczu przeciwko Jagiellonii, rozgrywanym na własnym stadionie przy Kałuży, trener Michał Probierz wstawił do składu raptem jednego tubylca w osobie młodzieżowca Kamila Pestki, z mocy regulaminu rozgrywek musowo obecnego na placu gry! W następnym, wyjazdowym spotkaniu, w Wrocławiu, wyjściowa jedenastka nie była aż tak przesadnie zinternacjonalizowana, ale w kadrze meczowej i tak znalazło się 14 obcokrajowców. Jeśli do tego wskaźnika etnicznego dodamy Portugalczyka w randze kapitana drużyny, zaczynamy nabierać wątpliwości co do poziomu zintegrowania zespołu, niezbędnego w walce o postawione przed nim cele. Nie wygląda on, niestety, jako chętny do umierania za mistrzowskie aspiracje sympatyków klubu, od 1948 roku wyzierających finalnego sukcesu w ekstraklasie. Nie znamy szczegółów wewnętrznego regulaminu premiowania, ale nie ulega wątpliwości, że zawiera on zapisy o wysokości nagrody za zdobycie mistrzostwa Polski. Zawodnicy, bez dwóch zdań, mają tego świadomość, tyle tylko, że dowodów tej świadomości nie demonstrują na boisku.


Tymczasem klub od strony organizacyjno-insfrastrukturalnej i finansowej zgłasza gotowość do udźwignięcia cięższej zbroi, gwarantującej realne zaistnienie na międzynarodowym rynku. Dalekie od oczekiwanych wyniki piłkarzy zaczynają powodować coraz większy rozjazd z rosnącym, globalnym znaczeniem firmy Comarch, właścicielem większościowym klubu. Zdecydowany kurs kadrowy na piłkarzy z zagranicy, zakłóca również proces budowania masowego zaplecza kibicowskiego Cracovii. Niebawem miną dwie dekady od powrotu Pasiaków do rozgrywek najwyższego szczebla. To wystarczający okres do zmniejszenia dystansu, dzielącego stałą widownię stadionu Cracovii od frekwencyjnego potencjału Wisły. Tymczasem wciąż utrzymuje się dosyć stabilna różnica circa 8 do 16 tysięcy widzów na korzyść stadionu przy Reymonta.


Dysproporcja, moim zdaniem, ma swoje uzasadnienie, między innymi, w minimalizowaniem obecności Polaków w kadrze drużyny, nie mówiąc nawet o deficycie własnych wychowanków. Pamiętamy wszak, że najbardziej godne karty historii najstarszego klubu zawsze pisali właśnie wychowankowie, krakusy ze Zwierzyńca, Kazimierza, Wesołej, Olszy, Kurdwanowa, Grzegórzek i innych dzielnic stołeczno-królewskiego miasta, że zakończę wywód tak patetycznym akordem… 


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty