Facebook
kontakt
logo
Strona główna > MISTRZOSTWA POLSKI KIBICÓW SPORTOWYCH
Arcymistrz kibiców Adam Sokołowski: Miało być 707 widokówek z Tokio, będą z Paryża...2021-07-25 11:34:00

Adam Sokołowski, notariusz z Kluczborka, od wielu lat nokautuje rywali: w tym roku został po raz 24. mistrzem Polski kibiców sportowych. A niedawno zwyciężył w porywającym stylu w cyklu turniejów wiedzy "Omnibus sportowy" odbywającym się w Darłówku.


W mistrzostwach Polski w Dzierżoniowie uzyskał 147 punktów na 150 możliwych!!! Rywale mieli o wiele mniej, drugiego w kolejności wyprzedził o 13, a trzeciego o 25 punktów.


- Ciekawe na jakie pytania nie odpowiedziałeś?

- W pytaniach dotyczących wydarzeń 2020 roku zapomniałem, że przeciwnikiem Szeremety w walce bokserskiej o tytuł mistrza świata był Gołowkin. W pytaniach testowych nie pamiętałem, że Alexandra Putra na IO reprezentowała Francję i Polskę, a w pytaniach olimpijskich nie wymieniłem jednej z pięciu nowych dyscyplin, które znalazły się w programie igrzysk w Tokio. Uznałem, że baseball i softball były obecne wcześniej na olimpiadach, więc nie są całkiem nowe.


- A "Omnibus sportowy"? W tym konkursie daleko Ci było do uzyskania maxa, choć i tak rozgromiłeś rywali.

- Byłem przygotowany na sto procent. Startując od tylu lat właściwie wiem o sporcie niemal wszystko, chociaż zawsze znajdą się pytania na które nie znam odpowiedzi. W "Omnibusie" pytania są z reguły bardzo skomplikowane, niepotrzebnie utrudnione, a nawet udziwnione.


- Na przykład kto zajął 119. miejsce w łuczniczym konkursie olimpijskim...?

- No, mniej więcej (śmiech)...


- W Darłówku oprócz konkursu zasadniczego były też konkursy poświęcone różnym dyscyplinom sportowym; były pytania związane z kolarstwem, wioślarstwem, piłką nożną...

- Za wygraną w części piłkarskiej otrzymałem bardzo fajną nagrodę - koszulkę Zbigniewa Bońka z reprezentacji Polski, z numerem 20 z jakim grał na mistrzostwach świata. W dodatku z jego autografem. To dla mnie bardzo cenna nagroda, szkoda, że nie mogłem jej dostać osobiście od niego... Gdybym miał wybrać pięciu najlepszych polskich piłkarzy w historii, to Boniek oczywiście by się w tym gronie znalazł. A oprócz niego Robert Lewandowski, Włodzimierz Lubański, Kazimierz Deyna i Gerard Cieślik.


sokolowski<

Adam Sokołowski w swoim gabinecie z ostatnimi trofeami


sokolowski 

Adam Sokołowski z pucharami za 24. mistrzostwo Polski (fot. RK)


- Kontakt ze sportowcami to dla Ciebie jedna z piękniejszych spraw w tej kibicowskiej przygodzie trwającej od lat...

- Tak, podczas dziewięciu olimpiad, na których byłem, spotkałem wiele gwiazd nie tylko polskiego, ale i światowego sportu. Z wieloma mam wspólne zdjęcia.


- Które są dla Ciebie najcenniejsze?

- Mam je z każdych igrzysk. Oprócz gwiazd zagranicznych mam zdjęcia ze sławami polskiego sportu takimi jak Irena Szewińska, Robert Korzeniowski, Kamil Stoch, Justyna Kowalczyk, Anita Włodarczyk, Paweł Fajdek, Paweł Nastula, Andrzej Wroński, Józef Grudzień, Kazimierz Zimny, Zdzisław Krzyszkowiak, Wojciech Zabłocki czy Maria Kwaśniewska-Maleszewska. W sumie mam zdjęcia z ponad 70 złotymi medalistami olimpijskimi, między innymi z Gail Devers, Alberto Juantoreną, Javierem Sotomayorem, Linfordem Christie, Merlene Ottey, koszykarzami Johnem Stocktonem i Charlesem Barkley'em, zapaśnikiem Aleksandrem Karelinem, ciężarowem Naimem Suleymanoglu.


- Jakaś pamiątkowa fotka umknęła Ci sprzed nosa?

- Żałuję, że nie mam zdjęcia z Carlem Lewisem. Przegapiłem okazję. Jechałem akurat autokarem z wioski olimpijskiej i zobaczyłem go jak idzie chodnikiem. Zamiast wysiąść i podejść 50 metrów, pojechałem dalej i szansa przepadła. Mam wiele zdjęć z polskimi medalistami, a nie mam na przykład z... Adamem Małyszem.


- Przypomnij tych Twoich dziewięć olimpiad. Pierwsza była Barcelona w 1992 roku, spotkaliśmy się gdzieś na arenach, ja jako reporter "Tempa"...

- A ja jako laureat konkursu "Na olimpijskim szlaku"... Oglądałem lekkoatletykę, koszykówkę, byłem na finale piłkarskim, w którym Polska grała z Hiszpanią. Z Barcelony mam niesamowite wrażenia, ale bezwzględnie największe z Atlanty, cztery lata później. Wygrałem wówczas ponownie teleturniej PKOl i zostałem włączony do polskiej reprezentacji. Uczestniczyłem w defiladzie otwarcia, to wspaniałe przeżycie, które zapamiętam do końca życia. Jeszcze do dziś mam w szafie stroje z Atlanty, koszulki, garnitur. Ubieram je na szczególne okazje sportowe. Poza tym mieszkałem w wiosce olimpijskiej, to też wyjątkowe przeżycie. Spotkałem wtedy wielu słynnych sportowców.


- Po Atlancie było Sydney 2000.

- Pojechałem tam z grupą kibiców z Racota. Igrzyska były w Sydney, ale będąc już w Australii odbyliśmy prawie 1000-kilometrową podróż do Melbourne, miasta-gospodarza igrzysk w 1956 roku. Australia to też niezapomniane wspomnienie. Potem był Pekin, Vancouver, Londyn, Soczi, Rio de Janeiro i Pjongczang. Może to dziwić, ale bardzo miło wspominam Soczi. To były igrzyska na wysoki połysk. Z pociągu, który dowoził na arenę olimpijską szło się dywanem rozłożonym na śniegu. Wszystko było nowe i nowoczesne, toalety niczym ekskluzywne łazienki. No i pamiątki. Nigdy wcześniej, ani później nie było takiej rozmaitości pamiątek i to bardzo tanich. Poprzednia zimowa olimpiada w Vancouver została przebita przez Rosjan o kilka długości.


- Ile widokówek wysłałeś z Soczi?

- 404...


- Ile?!!!

- 404, nie przesłyszałeś się. Z Barcelony wysłałem zaledwie kilka, ale od Vancouver stale wysyłam więcej, na każdej kolejnej olimpiadzie o 101 więcej. Z Rio wysłałem 505, z Pjongczang 606. Z Tokio miało być 707, ale, niestety, z powodu pandemii mój zaplanowany wyjazd na jubileuszową dziesiątą olimpiadę nie doszedł do skutku. Bardzo żałuję, bo już w ubiegłym roku wszystko było przygotowane. Początkowo jeździłem na olimpiady w nagrodę za wygrane w konkursach, a od lat już jako turysta-kibic. W Vancouver byłem u rodziny, a na pozostałe igrzyska jeździłem z grupą z Racota, dowodzoną przez senatora Wojciecha Ziemniaka. Dzięki jego zapobiegliwości i kontaktom z PKOl mieliśmy bilety na imprezy sportowe, wszystko zawsze było doskonale zorganizowane, z transportem, hotelami i wyżywieniem włącznie. Nie uwierzysz, ale pobyt w Pjongczang w Korei kosztował mnie tylko siedem tysięcy złotych.


- Z Tokio nie wyślesz 707 widokówek, skąd zatem? Jakie są Twoje plany olimpijskie?

- Zimowe igrzyska 2022 w Pekinie odpuszczam. Chiny nie są bezpieczne ze względu na wirusa. Zresztą byłem już w Pekinie w 2008 roku na letniej olimpiadzie.


- Czyli Paryż 2024?

- Paryż jak najbardziej, ale to dopiero za trzy lata.


- Twój gabinet wcale nie przypomina gabinetu notariusza. Cały zapełniony pamiątkami sportowymi, zdjęciami z gwiazdami sportu, pucharami z konkursowe zwycięstwa.

- Pucharów mam prawie dwieście. Tylko w tym roku przybyło osiem.


- Jak Twoi klienci reagują na widok takiego wystroju wnętrza?

- Ci, którzy mnie nie znają są zaskoczeni, myślą, że trafili do jakiegoś wybitnego sportowca. A ci, którzy mnie znają wypytują przy okazji o sprawy sportowe i o moje ostatnie starty.


- Puchary to zewnętrzne świadectwo Twojej wiedzy o sporcie, ale mistrzostwo wykuwa się w domowym zaciszu, pełnym książek, roczników gazet czy periodyków, zeszytów z notatkami na temat ważnych wydarzeń sportowych danego roku. Ile masz już tych zeszytów-roczników?

- 41. To moja podstawowa ściąga przed corocznymi mistrzostwami kibiców. W tym roku miały się odbyć w lutym, ale w związku z pandemią doszły do skutku dopiero pod koniec maja. Przełożenie konkursu mocno mnie zestresowało, ale dla odmiany miałem więcej czasu na powtórzenie. 60-stronicowy zeszyt formatu A4 z wynikami z całego roku przeczytałem aż 18 razy...


- A jaka była Twoja pierwsza książka sportowa?

- Mam ją do dziś na półce. To "Wyścig Pokoju" Włodzimierza Gołębiewskiego, wydana przez SiT w 1967 roku. Jakoś w tym czasie dowiedziałem się o mistrzostwach Polski kibiców. Jedną z pierwszych książek była też pozycja "40 lat polskiej lekkoatletyki w cyfrach (1919-1960)", wydana przez PZLA, kupiłem ją w antykwariacie.


- Kiedy tak naprawdę na poważnie potraktowałeś sport i konkursy sportowe?

- W 1976 roku, kiedy wygrałem po raz pierwszy. Ten sukces bardzo mnie podbudował. Zacząłem poszerzać bibliotekę sportową, przez kilka lat na pierwszym planie była jednak jeszcze moja edukacja prawnicza. Dopiero w latach 80. na poważnie wróciłem do MP kibiców, które wtedy akurat Ty organizowałeś pracując w "Tempie". Wygrałem wówczas dwa razy.


- Później przejęło je Stowarzyszenie "Super Kibic" Stanisława Sienkiewicza i w tych konkursach‪ wygrywasz bez przerwy od 2000 roku!!!

- Myślę, że wygrywam, bo podchodzę do tego bardzo profesjonalnie. Mam około 400 książek, zeszyty i notatki z ostatnich 30 lat. Każdorazowo przeglądam je wszystkie, zeszyt z danego roku nawet kilkanaście razy, o czym wspomniałem przed chwilą. Przygotowania do mistrzostw Polski zajmują mi zawsze kilka tygodni. To przecież nie jest tak, że zapamiętuje się coś na zawsze, trzeba cały czas wszystko powtarzać. Jestem trochę jak profesjonalny sportowiec, który też przecież powtarza ciągle te same treningi, by utrzymać wysoką formę...


- Na zakończenie zapytam o igrzyska w Tokio. Jak wypadną biało-czerwoni?

- Marzy mi się tuzin medali. Wierzę przede wszystkim w złoty medal siatkarzy. Liczę także na medale grupy młociarzy - Anny Włodarczyk, Malwiny Kopron, Pawła Fajdka i Wojciecha Nowickiego, szansę mają też oszczepnicy Maria Andrejczyk i Marcin Krukowski oraz żeńska sztafeta 4x400 metrów. Na podium możemy ponadto stanąć w kajakarstwie, wioślarstwie, zapasach, karate, wspinaczce sportowej i kolarstwie. No i najfajniejsze byłyby jakieś miłe niespodzianki...


Rozmawiał RYSZARD KOŁTUN

O Adamie Sokołowskim czytaj także TUTAJ


sokolowski3a.jpg
sokolowski1.jpg


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty