Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Aktualności
RYSZARD NIEMIEC o siatkówce olimpijskiej, między Wagnerem a Heynenem2021-07-11 20:23:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (588)

Siatkówka między Montrealem a Tokio…


Niezaprzeczalnym liderem wśród naszych dyscyplin zespołowych, a więc najbardziej popularnych i masowych sportów, pozostaje siatkówka. Nie jest pewne, czy jej męska, reprezentacyjna emanacja zdobędzie medal na olimpiadzie w Tokio, aliści obok peryferyjnej koszykówki 3x3, właśnie ona na tej światowej scenie przypomni Polskę światu.


Wątpliwości nie ma natomiast Vital Heynen, selekcjoner belgijskiego pochodzenia, stawiający przed podopiecznymi cel maksymalny i co więcej, wierzący, że jesteśmy w stanie go osiągnąć. Mając świadomość podobnych zamiarów Brazylii, Francji, Rosji, chciałoby się nieco przyhamować optymizm Vitala. Niestety, niżej podpisany nie ma moralnego tytułu, aby kwestionować prognozy selekcjonera. Ciągnie się bowiem za mną pamiętne dworowanie sobie z zapowiedzi Huberta Wagnera, który już 1975 roku, szmat czasu przed igrzyskami w Montrealu, zapowiedział zdobycie złotego medalu przez trenowaną reprezentację siatkarzy. Posądzając go o brak realizmu, zapowiedziałem na łamach TEMPA, że w razie gdyby złoto rzeczywiście wpadło w ręce naszych siatkarzy, poniosę Wagnera „na barana” z warszawskiej siedziby Polskiego Związku Piłki Siatkowej do restauracji w budynku Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ulicy Foksal…


Swoje pesymistyczne kalkulacje oparłem po trosze na sprzeciwie wobec decyzji Wagnera, eliminującego ze składu drużyny Stanisława Gościniaka. Kapitan mistrzowskiej ekipy klubowej Resovii podpadł „Katowi” niesubordynacją, którą był nieuzgodniony wyjazd na amerykańskie, zarobkowe tournee na pokazowych turniejach siatkówki plażowej. Stanąłem po stronie najlepszego rozgrywającego na świecie, mniemając, że jego wyeliminowanie znacznie osłabi nasz narodowy zespół. Nic z tych rzeczy… Siatkarze turniej olimpijski przeszli jak burza, tocząc fantastyczne, ale też dramatyczne, zwycięskie mecze z Kubą i Związkiem Radzieckim. Do obiecanego noszenia Wagnera w sumie jednak nie doszło, albowiem ulitował się on nade mną z dwóch powodów. Pierwszy, to moja operacja na wrastających paznokciach u nóg, drugi, to niespodziewany przyrost wagi beneficjenta zakładu, który stawiał przegranego na pozycji  kulisa, skazanego na złamanie kręgosłupa. Sprawę załatwił mój gratulacyjny telegram do Montrealu, wysłany w godzinę po dekoracji…


W tym miejscu, być może, ponosi mnie fantazja, na podstawie której dostrzegam analogię pomiędzy moim niedowiarstwem sprzed czterdziestu paru lat, a demonstracyjną podejrzliwością, zademonstrowaną przez ministerstwo sportu wobec naszej centrali siatkarskiej. Posłanie do niej resortowych kontrolerów, z zadaniem buszowania w dokumentach mówiących o stanie realizacji  uchwał zarządu, a także tych potwierdzających gospodarność lub niegospodarność finansową w PZPS, szukanie przykładów nieuzasadnionych wydatków, budzi radykalny sprzeciw. Nie dlatego, że kontrolerzy nie mają prawa nadzoru, ale dlatego, że nie powinni pojawiać się w związku i to akurat w szczycie przygotowań kadry do startu olimpijskiego. Sternicy dyscypliny tak istotnej dla naszych narodowych aspiracji w międzynarodowym współzawodnictwie sportowym, zwłaszcza olimpijskim, powinni w takim czasie mieć absolutny spokój i czyste głowy!


Tego poglądu nie zmieni w żadnym razie ujawnienie faktu inkasowania przez wiceprezesa zarządu Ryszarda Czarneckiego stałego honorarium, czy też ryczałtu w wysokości 10 tysięcy złotych. Także kilkudziesięciotysięczne wydatki na jego podróże po kraju niespecjalnie mnie obruszają. Zarządzanie tak poważnym związkiem kosztuje…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty