Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > ABC klasa
RYSZARD NIEMIEC na stulecie Wawelu: To najbardziej sterroryzowany klub w dziejach polskiego wyczynu!2019-10-26 12:07:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (524)

Zamiast laudacji na Gali…


Na rocznicowych akademiach WKS Wawel robię za weterana i z satysfakcją zanurzam się w jubileuszową opowieść o tym niepodrabialnym klubie. Na jego stulecie, organizowane w formule Gali, wybrałem się potrójnie umotywowany. Po pierwsze, miałem pełnomocnictwo PZPN - największej narodowej federacji sportowej, pod drugie - występowałem w roli nosilszczyka okazjonalnego grawertonu, na którego awersie na piśmie złożyłem niekonwencjonalne gratulacje i życzenia, po trzecie wreszcie, od paru miesięcy miałem status członka Komitetu Honorowego Jubileuszu WKS Wawel.


Asem narracyjnym jaki miałem w rękawie, miała być, przekazana z trybuny Gali, refleksja o nieuzmysłowionym i niewyartykułowanym dotąd przez nikogo, szczególnym piętnie Wawelu. Nie miała szans na przebicie się do świadomości uczestników imprezy, w hali przy Głowackiego, gdyż - jak każda podniosła uroczystość - przygłuszona została falą okazjonalnych fraz i bogoojczyźnianych zachwytów. Tymczasem Wawel to najbardziej sterroryzowany klub w dziejach polskiego wyczynu! Jest absolutnym rekordzistą Polski w kategorii odgórnych decyzji, likwidujących jego sekcje, nawet te w rozkwicie. Wojskowy charakter klubu, decydujący o jego materialnym bezpieczeństwie, niósł ze sobą skutki zmieniających się wyobrażeń stołecznych generałów i pułkowników LWP o strukturze organizacyjno-sportowej armijnych jednostek w terenie. Ofiarą takiej „finezyjnej” polityki padały wielce zasłużone sekcje koszykówki żeńskiej i męskiej, siatkówki, piłki ręcznej, pływackiej, podnoszenia ciężarów…


Wyjątkowo bezmyślnym i niszczycielskim krokiem ze strony MON okazał się rozkaz o rozwiązaniu, a tym samym o wycofaniu z rozgrywek wicemistrzowskiej drużyny Wawelu (OWKS) sezonu 1953! W środowiskowej legendzie przetrwała teza o genezie tego zgoła niesportowego kroku… Oto wiceminister i prawa ręka marszałka ZSRR i PRL - szefa resortu obrony Konstantego Rokossowskiego, taki sam ruski oficer, pełniący rolę Polaka - generał Stanisław Popławski, patronujący warszawskiej Legii, nie zdzierżył wyższości klubu reprezentującego okręg wojskowy nad klubem całego Ministerstwa Obrony Narodowej. Uważam, że o tym gwałcie, istotnym dla dalszych losów piłkarstwa w Wawelu, należało podczas Gali przypomnieć. Kompletnie niezrozumiała jest też permanentna, urzędowa, amnezja dotycząca historycznej postaci piłkarza Kazimierza Kaszuby! Społeczność piłkarska uczestnicząca w Gali, że wymienię ligowców Ryśka Sarnata, Mariana Cygana, Zdzisława Janika, Jana Burmera, Antoniego Kotwę, z niesmakiem odbierało wygumkowanie Kaszuby z listy klubowych olimpijczyków. A przecież startował on w igrzyskach olimpijskich Helsinki 1952, co jest zauważone we wszystkich dostępnych materiałach dokumentacyjnych! Autorzy okolicznościowego wydawnictwa rozdawanego na Gali powinni zapaść się pod ziemię ze wstydu…


Nie należało natomiast starannie unikać tematyki klubowej piłki, tej z czasów nam współczesnych, zwłaszcza że pewien ton wobec niej furt pobrzmiewa od dobrych lat dwudziestu. Po likwidacji Krakowskiego Okręgu Wojskowego, który w ciągu 5 lat swego istnienia doprowadził do powrotu na ogólnopolski przestwór piłkarską drużynę Wawelu, rychło nastąpiła ekonomiczna zapaść. Wtedy ukuta została teoria o rujnującym wpływie sportowego awansu piłkarzy do II ligi na pozostałe sekcje klubowe. Dwa sezony na zapleczu ekstraklasy uznane zostały za „pozorny sukces”, prowadzący do „bankructwa” klubu i zmarnowania dotychczasowego dorobku  Kolejne, także aktualne, wydawnictwa klubowe doktrynę tę podtrzymują. Dbałość o zapobieżenie recydywy sytuacji z połowy lat 90-tych, wyziera dziś z każdego zakątka rzeczywistości klubowej. Jubileusz stulecia w sensie ścisłym, obejmuje przede wszystkim wiek działalności sekcji piłkarskiej Wawelu. Tylko ona, starowinka, na statusie łaskawego chleba, w kształcie dożywocia przy innych sekcjach, wciąż nie chce wyzionąć ducha, ani dać się wyprowadzić do domu opieki społecznej… Chciałem jej publicznie podziękować za ten witalny instynkt, ale nie było okazji. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej: organizatorzy Gali mieli jednak słuszność, przewidując lekkie zakłócenie dobrego samopoczucia zebranych, przedstawicieli władz, w razie, gdyby ktoś im zawrócił głowę problemami B-klasowej drużyny z końca tabeli…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty