Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > Ekstraklasa
RYSZARD NIEMIEC: Mielec wrócił na szlak, wytyczony w latach 70-tych2021-10-31 07:28:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (602)

Drugie życie Stali Mielec…


Nadrabiam parodobowe przespanie 75-lecia urodzin Jana Domarskiego, reprezentacyjnego piłkarza, który zapisał się w historii bramką zdobytą na Wembley.


Właśnie udzielił dwukolumnowego wywiadu Przeglądowi Sportowemu, a bije z tego tekstu ta sama, dawniejsza energia, błyskotliwa inteligencja i życiowy optymizm. Chłopak z peryferyjnej dzielnicy Rzeszowa, po dziś dzień pozostaje symbolem sportowego awansu stolicy regionu, który przez wieki uchodził za epicentrum galicyjskiej biedy. Wychowanek Stali - klubu utrzymywanego przez Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego (producenta silników samolotowych) okazał się najpopularniejszym jego sportowcem powojennej epoki. Wprawdzie najlepsze lata, wypełnione reprezentacyjnymi sukcesami, zanotował już w barwach mieleckiej imienniczki, ale charakter nieprawdopodobnego walczaka wyniósł ze stadionu przy Hetmańskiej. Z samego Rzeszowa nigdy się nie wyprowadził. Na mecze i treningi mistrzowskiego zespołu mieleckich gwiazd skrupulatnie codziennie dojeżdżał. Wracał do swojego matecznika, w którym do dziś dnia czuje się najlepiej.


Gwoli prawdzie, trzeba jednak jasno powiedzieć, że bez mieleckiego stażu piłkarski fenomen Domarskiego nie miał szans na zaistnienie. Słusznie zatem jeszcze dziś stoi na stanowisku postrzegania tego klubu jako kwintescencji profesjonalizmu w dobie PRL. Potwierdzeniem tej tezy niech bedzie najwyższa w kraju odporność mieleckich zawodników na kaperownicze zakusy najbardziej renomowanych klubów ekstraklasy, że wymienię warszawską Legię, czy Górnika Zabrze. Owszem, Domarski zgodził się na zasilenie górniczych barw na czas tournee na amerykańskim kontynencie, ale propozycje kontraktu odrzucił. Niektórzy werbownicy polujący na mielczan sięgali nawet po tak niekonwencjonalne metody, jak na przykład nęcenie Grzegorza Lato obietnicą studiów na łódzkiej „filmówce”, byle tylko zgodził się na transfer do ŁKS! Nic nie wskórali, chociaż na widelcu był nie tylko Lato, ale i Kasperczak, Kukla, Rześny, Karaś. W owych czasach najwyższą skuteczność transferową zademonstrowała sama Stal, wywabiając z szeregów Górnika nie byle kogo, jeno samego Andrzeja Szarmacha… Stał za tą operacją nie tylko prestiż i perswazyjna siła mieleckich działaczy klubowych, ale przede wszystkim skuteczny lobbing fabrycznych działaczy gospodarczych na czynniki polityczne, ostatecznie rozstrzygające ten transferowy problem na linii Zabrze - Mielec.


O ówczesnym, wielkim potencjale organizacyjnym Stali poświadczało również zbudowanie w połowie lat 70-tych najnowocześniejszego stadionu, na którym gospodarze zagrali pamiętny mecz z Realem Madryt. Ten model prowadzenia wysokowyczynowego klubu piłkarskiego załamał się, niestety, w pierwszej dekadzie III Rzeczypospolitej, wraz z upadkiem polskiego przemysłu silnikowego i lotniczego, opartego na produkcji sprzętu w ramach kooperacji z państwami RWPG. Przestarzałe licencje radzieckie zaspokajające potrzeby owego rynku, nie były w stanie sprostać nowym wymaganiom rynkowym i zachodniej konkurencji. Stal wyleciała z ekstraklasy w 1997 roku, dostając się w korkociąg spadkowy, zatrzymując się aż w IV lidze.


Jeszcze w 2015 roku można było dostrzec psychiczne skutki wylotu z elitarnego towarzystwa. Oto świeżo upieczony beniaminek ekstraklasy, kompletny nowicjusz wśród piłkarskich możnych - LKS Nieciecza z podtarnowskiej gminy Żabno, wydzierżawił mielecki stadion na czas budowy własnego. W tych kilku meczach dało się zauważyć organizacyjną przepaść pomiędzy ówczesnymi możliwościami recepcyjno-organizacyjnymi Niecieczy i Mielca. Zaproszeni, a jakże przez podnajemców obiektu, byli mieleccy gwiazdorzy nie ukrywali zdziwienia dla recepcyjnego rozmachu organizacji meczu. Ten zespół pomocnych hostess, barmani polewający kilka rodzajów drinków, obsługa medialna z górnej półki skutkowały najwyraźniej zaskoczeni połączonym z przekąsem…


Minęło kilka sezonów i Mielec wrócił na szlak, wytyczony w latach 70-tych. Nie ma wprawdzie w klubie El Dorado finansowego, ale jak na realia naszej ekstraklasy mielecki klub do parweniuszy ekonomicznych nie należy. Po sforsowaniu bram najwyższej klasy rozgrywkowej, dzięki desperackiemu finiszowi pod szczęśliwą ręką trenera Włodzimierza Gąsiora - szkoleniową Arką Przymierza między dawnymi, a nowymi czasami, jedyny reprezentant Podkarpacia potwierdził swe wysokie aspiracje. Dla polskiego futbolu to dobry znak, albowiem tam gdzie zdołano zachować pokłady szczytnej tradycji, europejskiego formatu klubowego futbolu, o wiele łatwiej troszczyć się o godną kontynuację wysokich lotów dyscypliny…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty