Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna
Mistrz na piątkę, Cracovia na kolanach (GALERIA ZDJĘĆ)2010-08-22 18:53:00

Cracovia przegrała z Lechem Poznań aż 0-5 w 3. kolejce ekstraklasy. Mistrz Polski, który prowadził do przerwy 1-0,  w drugiej połowie znokautował wręcz Cracovię. Skromną siłą defensywy nie była w stanie  przeciwstawić się ofensywnej nawałnicy lechitów.

TRENER CRACOVII BIJE SIĘ W PIERŚ: Popełniłem błąd


Lech Poznań - Cracovia 5-0 (1-0)

1-0 Jarabica 10, samobójcza

2-0 Peszko 52

3-0 Rudnevs 61

4-0 Wilk 69

5-0 Rudnevs 86

Sędziował Robert Małek (Katowice). Żółte kartki: Henriquez, Arboleda  - Polczak, Matusiak, Cabaj.
LECH: Burić – Kikut, Arboleda, Wojtkowiak, Henriquez (72 Tshibamba) – Peszko, Injać, Bandrowski, Stilić (59 Kriwiec), Kiełb (64 Wilk) – Rudnevs.
CRACOVIA: Cabaj – Sasin, Polczak, Jarabica, Janus – Sacha, Radomski, Klich, Szeliga (46 Goliński), Dudzic (46 Matusiak) – Ślusarski (72 Mierzejewski).

- Zobaczyłem zespół, boisko pokaże, czy rzeczywiście się narodził - mówił przed meczem z Lechem trener Cracovii Rafał Ulatowski po doświadczeniach swojego zespołu w spotkaniu z Legią. Dziś spotkało go równie ciężkie doświadczenie, Cracovia podjęła niby walkę w Poznaniu w pierwszej połowie, ale to Lech w niej przeważał i tworzył groźniejsze sytuacje. Dopiero w końcówce krakowianie poważniej zagrozili bramce Buricia. Druga połowa była popisem skuteczności mistrza Polski i całkowitej bezradności Cracovii i w defensywie, i w ofensywie, chociaż Ulatowski zdecydował się na ultraofensywne ustawienie po przerwie. - To był mój błąd - przyznawał po meczu.

 

W pierwszej połowie Lech, często po błędach krakowian, dochodził do podbramkowych szans, prowadził właśnie dzięki błędowi Cracovii - naciskany w polu karnym Jarabica tak niefortunnie wybijał piłkę , że pokonał Cabaja strzałem przy lewym słupku.

 

Lech zabrał się do pracy natychmiast po rozpoczęciu gry. Bandrowski próbował podać do Kiełba, lecz tego wychodzącego do prostopadle zagranej piłki, uprzedził Jarabica. W 6 min Peszko zszedł z piłką do środka i zagrał w pole karne Cracovii do Kiełba, ten nie dał rady jednak oprzeć się naciskowi obrońców i obrócić, by oddać strzał. Natychmiast było jeszcze goręcej pod bramką Cracovii - Rudnevs skorzystał z potknięcia Jarabicy i znalazł się oko w oko z Cabajem, który zdolał wybić piłkę po strzale rywala, ale wprost do Stilicia. Uderzenie tego z paru metrów zablokował Polczak. Za chwilę znów bramkarz Cracovii musiał interweniować, gdy Rudnevs go przeegzaminował. Z tego naporu zrodził się w 10 min błąd, za który krakowianie zapłacili samobójczą bramką. Lech nie zwalniał tempa, w 14 min szarżującego Peszkę powstrzymał odważny wślizg na linii pola karnego.


Cracovia przebudziła się wreszcie w 22 min, co jednak skończyło się tylko rzutem rożnym po strzale Ślusarskiego, z kolei w 27 min po jego sprytnym dograniu piłki Klich nie dał rady jej przejąć. Nie zmieniało to jednak ogólnego wrażenia. Lech wciąż przeważał. W 28 min powinien wykorzystać kontrę - Rudnevs oszukał obrońców i sam przed Cabajem strzelał z 10 metrów, bramkarz Cracovii wybił piłkę. Poradził sobie też z mocnym uderzeniem z 30 metrów Injaca w w 32 min.

Z lechitami odważnie poczynał sobie właściwie tylko Ślusarski. W 35 min dostał podanie od Szeligi i zgubił obrońcę,  po czym strzelał, ale niecelnie. Z kolei W 43 min świetnie dośrodkował z lewej strony do nadbiegającego w pole karne Sachy, w niewygodnej sytuacji złożył się do strzału, ale obok słupka.

 

- Poszczególne formacje grają za daleko od siebie,przez to nie tworzymy sytuacji. Wygląda to jakbyśmy byli trochę przestraszeni  - oceniał w przerwie Bartosz Ślusarski, napastnik Cracovii, który akurat lechitów bał się najmniej.

 

Trener Cracovii zdecydował się na dwie zmiany w przerwie meczu. Na boisko weszli Michał Goliński i Radosław Matusiak i wydawało się nawet, że Cracovia zaczyna odważniej. Szybko okazało się jednak, że to złudzenie. Posypały się bramki dla mistrza Polski. - O wyniku meczu zadecydowały zmiany, które przeprowadziłem w przerwie. Jeśli przegrywamy, to trener ponosi widzę, nie boję się odpowiedzialności, z przebiegu meczu wynika, że te zmiany były dokonane zbyt wcześnie - przyznał po spotkaniu Ulatowski.

 

Po kontrze i dośrodkowaniu z prawej strony Kikuta do piłki rzuconej przed bramkę zmierzało dwóch zawodników Lecha - Rudnevs nie sięgnął piłkę, ale za nim wyrósł Peszko i przyłożył nogę, by silnie z paru metrów trafić do bramki. Było 2-0.

 

Jeszcze Cracovia nie ochłonęła, a Lech w 61 min prowadził już 3-0. Z prawej strony znów świetnie dośrodkował Kikut, któremu nie przeszkodził Janus, a do piłki znakomicie wyszedł z głową Rudnevs i wpakował ją pod poprzeczkę. To nie był koniec. Lech kontynuował dzieło zniszczenia. W 69 min Kriwiec na prawej stronie ograł Polczaka i dośrodkował piłkę przez całe pole karnego do Wilka, a ten przymierzył płasko, piłka uderzona z kilkunastu metrów z boisku pola karnego między nogami Cabaja wpadła po raz czwarty do jego bramki.

 

W 85 bramkarz Cracovii próbując powstrzymać Peszkę, sfaulował go w polu karnym, Rzut karny lekkim płaskim strzałem w lewy róg wykorzystał Rudnevs.

 

Bilans trzech meczów Cracovii w tym sezonie ekstraklasy jest więc fatalny - trzy porażki, 10 straconych goli . O ile jednak w spotkaniach ze Śląskiem i Legią, podopieczni Rafała Ulatowskiego przegrali po walce i niezłej grze, tak w Poznaniu mistrz Polski obnażył wszelkie ich słabości, zwłaszcza w defensywie. Chociaż Ulatowski mówił, że po przerwie jego zespół miał grać ofensywnie, wskazywały na to głównie nazwiska w składzie, bo przy sile ofensywnej Lecha siła Cracovia wypadła blado.

Mistrz Polski znakomitą skutecznością postraszył przed rewanżowym meczem w Lidze Europejskiej ukraińskie Dnipro, z którym na półmetku rywalizacji prowadzi, po zwycięstwie wyjazdowym 1-0.

MST

Ulatowski bije się w piersi: Popełniłem błąd

Rafał Ulatowski, Cracovia: - O wyniku meczu zadecydowały zmiany, które przeprowadziłem w przerwie. Od 20 min pierwszej połowy wydawało mi się, że utrzymywaliśmy przewagę w polu, że utrzymywaliśmy się dłużej przy piłce. Wydawało mi się, że możemy pójść za ciosem, że to może być ten moment. Dlatego podjąłem ryzykowną decyzję, żeby zagrać maksymalnie ofensywnie. Obróciło się to przeciwko nam, szczególnie przeciwko mnie. Jeśli przegrywamy, to trener ponosi widzę, nie boję się odpowiedzialności, z przebiegu meczu wynika, że te zmiany były dokonane zbyt wcześnie. To nauczka na przyszłość. Przed nami parę dni treningów i na pewno tam 0-5 nie przegramy. Ustawienie na jednego defensywnego pomocnika w drugiej połowie, w którym Radomski ma przed sobą dwóch ofensywnych pomocników, okazało się, że na dziś nie jest dla nas optymalne. Z każdej porażki trzeba wyciągać Będziemy więc grać zupełnie inaczej. Lech czekał na to co zrobimy i nas kontrował, gdy dążyliśmy do wyrównania. To się zemściło na nas. Dostaliśmy dwie czy trzy bramki po dośrodkowaniach z bocznych sektorów boiska, gdy agresywny napastnik wyprzedzał naszego bocznego obrońcę, nad tym trzeba pracować. Musimy pracować. Trzeci mecz gramy w innym ustawieniu, ale 10 bramek w trzech meczach straciliśmy. Przestaliśmy wszyscy bronić.

Jacek Zieliński, trener Lecha: - Nie na co dzień wygrywa się 5-0, cieszy, że wreszcie stwarzamy sytuacje i trafiamy do bramki. Cracovia grając tak ofensywnie w drugiej połowie podjęła duże ryzyko, my to wykorzystaliśmy. Ważne, że prowadząc 1-0 i 2-0 nie zadowolili się tym, tylko grali do końca. W kontekście czwartkowego rewanżu z Dnipro to duży powiew optymizmu. Ten mecz wyglądał bardzo poprawnie. Powoli dochodzimy do równowagi.


Aktualizacja 20:12


lechcracovia.jpg
rudnevspolczak.jpg
arboledasacha.jpg
matusiak.jpg
kikutklich.jpg
slusarski.jpg
lc.jpg
lc1.jpg
lc.jpg
lc3.jpg
lc4.jpg



więcej wiadomości >>>

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty