Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > Ekstraklasa
RYSZARD NIEMIEC o sublimowaniu metodyki zarządzania Cracovią2022-09-10 10:20:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (646)

Cracovia nie zapomina…


Pomimo nader sędziwego wieku, Cracovii daleko do starczej demencji, a ostatnio popisała się całkiem niezłą pamięcią. Przed prestiżowym meczem o punkty w ekstraklasie, w dodatku z najlepszą aktualnie drużyną polską - Rakowem, zorganizowano interludium pokłonienia się wybitnym „starym” graczom.


Niewielu ich, niestety, przetrwało, dlatego z wyborem nie było specjalnego korowodu, zwłaszcza że Andrzejowi Mikołajczykowi właśnie wybiło 70 lat od momentu, w którym z Cracovią zawarł dozgonny mariaż. Maksymalna skala jego trwałości uwidacznia się tym bardziej, bo przebija realność klasycznych małżeństw! Andrzej, a właściwie metrykalny Jerzy, Cracovii służył na rozmaitych polach. Był trampkarzem, juniorem (i jako członek juniorskiej drużyny z 1959 roku zdobył tytuł mistrza kraju), seniorem, trenerem, asystentem, kierownikiem drużyny… Na boisku był zawsze do dyspozycji trenerskich zamysłów kadrowych. Pełnił rolę napastnika, pomocnika, bocznego obrońcy, stopera. Jedyna pozycja, która nie była mu dana to pozycja bramkarza. Grywał w ekstraklasie, grywał w drugiej, trzeciej lidze, nie zawahał się nawet ubrać pasiastą koszulkę w okręgówce. Do ekstraklasy awansował trzykrotnie, tyle samo razy z niej wylatywał. Uzbierało się tych meczów na tyle, że bezapelacyjnie góruje „Mikołaj” nad peletonem klubowej konkurencji, prawdopodobnie po wsze czasy. Jako zawodnik wielce rozpoznawalny, służył niekiedy działaczom klubu za obiekt pokazówek, świadczących o ich ożywionej pracy wychowawczej, w czasach PRL oznaczającej rozmaite restrykcje wobec zawodników. Najbardziej ulubionym elementem pracy wychowawczej były dyskwalifikacje, niekiedy drakońskie, nakładane na zawodników wtedy, gdy drużyna słabo grała. Najczęstszym uzasadnieniem kary okazywało się „niedostateczne zaangażowanie”… Mikołajczyk rzeczywiście angażować się bez reszty nie dawał rady, ponieważ studiował stacjonarnie na Wyższej Szkole Ekonomicznej, a po uzyskaniu absolutorium pracował w zdobytym zawodzie. Nigdy z tej racji się nie wywyższał, wręcz przeciwnie i był dla kolegów autorytetem.


Trwa ten stan po dziś dzień, zwłaszcza że jako członek klubowej Rady Seniorów pozostaje w bliskich relacjach z młodszymi pokoleniami Pasów. Kiedy zbierano pieniądze na budowę pomnika Józefa Kałuży, nie wzdragał się chodzić z puszką w ręku po trybunie, kwestując wśród kibiców. Dobrze świadczy o klubowych sternikach skierowanie strumienia świateł stadionowych na zasłużonego antenata dzisiejszych gwiazd ligowego futbolu, także zagranicznego pokroju. Świadczy to o radykalnym sublimowaniu metodyki zarządzania Cracovią. Wysoko należy ocenić sam fakt wręczenia Jubilatowi pamiątkowej koszulki osobiście przez prezesa, prof. Janusza Filipiaka. To naturalne, że w roli klubowego frontmana nikt nie jest w stanie z nim konkurować, zwłaszcza przy rosnącej roli Comarchu w dziele budowy wielkiej Cracovii. Mocno zapunktował osobiście żegnając red. Andrzeja Stanowskiego, który Cracovię uczynił nadrzędnym tematem swej dziennikarskiej pasji.


Gdybym miał okazję posłużyć Profesorowi radą w tematyce moralno-wychowawczej, do satysfakcji danej Mikołajczykowi dopisałbym jeszcze podobną, uroczystą prezentację pana Mieczysława Kolasy. To ostatni, żyjący piłkarz, członek drużyny Pasiaków z sezonu 1948, w którym zdobyła tytuł mistrzowski, ostatni w powojennych czasach. Dedykowanej współczesnym wymowy takiego aktu pamięci, nie trzeba uzasadniać. Mówi sama za siebie…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty