Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Wiadomości piłka nożna
RYSZARD NIEMIEC ciągnie temat piłkarskiej reprezentacji i komentuje nieoczekiwaną jej przemianę2019-06-14 18:55:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (506)

Czarowanie i odczarowanie


Ciągnę temat reprezentacji, bo armia komentatorów od pisarza Kuczoka (Gazeta Wyborcza), po rozlicznych pisarczyków z internetowych portali, miała z niej używanie. Szczególnym dorobkiem owego, tematycznego, pospolitego ruszenia było okrzyknięcie ekipy Jerzego Brzęczka „najbrzydziej grającą drużyną w Europie”! Nawałnica epitetów typu - siermiężność, prostactwo, męczenie buły, brak polotu, archaiczność, obraza dobrego smaku itp. itd. wieńczona była sugestia kadrową, wedle której Brzęczek dostał posadę selekcjonera stanowczo za wcześnie i nie ogarnia…


Nasz narodowy recenzent spraw futbolowych Jan Tomaszewski, jeszcze na pół godziny przed rozpoczęciem meczu z Izraelem, upierał się przy tezie o kompletnym zagubieniu selekcjonera. Akcentując własne argumenty zamaszyście gestykulował górnymi kończynami, wskazywał elementarne wpadki w wyborach taktyczno-personalnych. Niestety, po meczu nie udało mi się odszukać Tomka, chociaż w akcji poszukiwawczej pomagała mi urocza małżonka Jerzego Brzęczka. Chciała koniecznie usłyszeć bodaj parę słów z efektu uderzenia się w piersi i wydobycia z niej odgłosów przyznania się do zbyt daleko galopujących ocen.


Pomijając polemiczny zapał w tonowaniu skrajnych recenzji dorobku Brzęczka w prawie rocznej kadencji selekcjonerskiej, warto zauważyć, że najbardziej skuteczny odpór defamacyjnej fali dała sama drużyna. Raz jeszcze okazało się, że definitywne odsądzanie jej od czci i wiary nie ma ani sensu, ani uzasadnienia. Na Narodowym pokazała się jedenastka mało co przypominająca drużynę ze Skopje. Pokazała, że ma iskrę bożą do walki, mocne argumenty pozwalające narzucić swój styl gry. Zwłaszcza inicjowane po przechwytach piłki kontrataki ujawniały zapał, wigor i werwę ofensywną, których to cech zabrakło w potyczce z Macedończykami. Posłanie Piątka do asysty Lewandowskiemu okazało się efektywnym wyborem. Nasz człowiek z Monachium tym razem nie został zmuszony do pełnienia roli zagubionego rozgrywającego. Legły w gruzach wszystkie te fantazmaty o estetycznym zacofaniu obrazu, rysowanego przez Polaków od początku eliminacji. Natychmiast pojawiły się problemy w racjonalnym opisie i skomentowaniu poniedziałkowej wiktorii. Najłatwiej było zakwalifikować wysokie zwycięstwo do zjawisk magicznych, stąd tytuł na pierwszej stronie Przeglądu Sportowego orzeka o „odczarowaniu”… Rozumie się samo przez się, że nie chodziło o odczarowanie stadionu, na którym reprezentacja porażek nie ponosi (wygrała 10 spotkań o punkty z rzędu), ale o odczarowanie drużyny. Nie wiadomo na razie, jakaż to postać z imaginarium dobrych wróżek stanęła za tą zaskakującą metamorfozą, aliści skala czarów-marów zawarta jest chyba w różnicy bramek: tej zdobytej w Skopje i tych strzelonych w Warszawie…


Nieoczekiwana przemiana kadry zrywa gwałtownie z innym stereotypem, powielanym również przez autora tej rubryki. Chodzi o czerwiec, jako dla Polaków-piłkarzy miesiąc najgorszy z możliwych. Podobnie, jak ów listopad Wyspiańskiego, nie dający nam szans w walkach o wyzwolenie („listopad - dla Polaków niebezpieczna pora”). Propaganda klęski, chwalić Boga, zawaliła się w dobrym momencie. Padła pod brzemieniem twardych danych statystycznych, z których wynika prymat w grupie bez straty punktu i bramki bodaj jednej. Ponadto zdjęła z Brzęczka pełzającą presję dymisji, narastającej, na szczęście nie w głowie Zbigniewa Bońka, ale niektórych życzliwych z jego otoczenia, sumujących niecelne podania do Lewego od początku eliminacji…


Ryszard Niemiec



więcej wiadomości >>>

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty