Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Wiadomości piłka nożna
CZARNA LISTA RYSZARDA NIEMCA 2018: Połowa miejsc dla tych, którzy doprowadzili Wisłę na skraj upadku2019-01-12 20:49:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (484)

45. CZARNA LISTA SPORTU POLSKIEGO (2018)


Wyłaniana od 1974 roku CZARNA LISTA, przez ćwierć wieku gościła na łamach krakowskiego dziennika sportowego TEMPO, następnie przez osiemnaście publikowano ją w katowickim SPORCIE. Dziś po raz drugi ogłaszamy dziesiątką antybohaterów w SPORTOWYM TEMPIE… Jednoosobowe Jury obradowało pod silną presją sytuacji kryzysowej wokół Wisły i z trudem obroniło się przed całkowitym oddaniem miejsc na liście wszystkim, którzy doprowadzili ten klub na skraj upadku. W wyniku kompromisu, postanowiono zagwarantować im połowę miejsc w czarnym rankingu.

1. Jakub Meresiński

Nagroda główna - Grand Prix - przypada Jakubowi Meresińskiemu, księżycowemu inwestorowi, nabywcy Wisły z rąk Bogusława Cupiała. Jury pozostaje pod jego obezwładniającym talentem biznesowym, pozwalającym człowiekowi bez grosza przy duszy, przekonać do siebie pion prawny i księgowość globalnej firmy kablowej - TeleFoniki. Wrażenie nabiera charakteru olśnienia, zważywszy że Laureat, aby wykazać się przed światem kompetencjami, podrobił świadectwo maturalne, otwierające drogę na studia! Imponuje szczególnie jego miłość do futbolu, rozumiana inaczej… Pogoniony w Kielcach, gdzie chciał dobrać się do Korony, nie zraził się i zatriumfował w Krakowie, sięgając po własnościowe prawa wobec 13-krotnego mistrza Polski!

2. Marzena Sarapata

O szczebel niżej została sklasyfikowana magister Marzena Sarapata, w ciągu technologicznym unicestwiania Wisły, następczyni Meresińskiego. Najpierw wystąpiła w todze ratownika podającego pomocną dłoń klubowi, wyrywając go z sideł malwersanta i kanciarza. Tym sposobem mocno zapunktowała na mieście. Do historii klubu przechodzi jednak jako pionierka modelu finansowego, wedle którego zadłużony po uszy podmiot piłkarski, najpierw dba o systematyczne wynagradzanie zarządu, a na końcu reguluje zobowiązania wobec piłkarzy i trenerów! Majstersztykiem z jej strony okazało się przelanie ostatnich środków klubowych na konto komornika, egzekującego jej osobiste zadłużenie. Za jej wysoką lokatą stoi również artystyczna wyobraźnia, której owocem stał się scenariusz opery mydlanej, której parabolą jest historia zbycia akcji Wisły SA szalbierzom kambodżańsko-szwedzkiej proweniencji…

3. Marek Citko

Zażarta rywalizacja towarzyszyła staraniom o kolejne miejsce na podium. Wyszedł z niej zwycięsko Marek Citko, niegdyś reprezentacyjny piłkarz, ostatnio menedżer, działacz samorządowy na Podlasiu, od zawsze niesłychanie żarliwy katolik - środowiskowy autorytet moralny. To on podżyrował własną twarzą starania Meresińskiego o przejęcie Białej Gwiazdy, przy negocjacjach stał pół kroku za nim. W kłamliwej opowieści o nowych perspektywach klubu jawił się jako przyszły dyrektor sportowy, gwarantujący wprowadzenie w czyn rozległych planów swego rozprowadzanego. Przy elekcji Citki wzięto pod uwagę jego niesłychanie dobroduszny konterfekt, rozbrajający wątpliwości najbardziej podejrzliwych osób, świadkujących żałosnemu w efekcie łże porozumieniu…

4. Damian Dukat

Wiceprezes Damian Dukat ustąpił III miejsca Citce, albowiem jest autentycznie nieprzyszywanym wiślakiem. Do wiceprezesury w klubie szedł drogą samouka, od bicia w bębny na sektorze, przez szefowanie stowarzyszeniu kibiców. Powziął przekonanie, że ustabilizowanie sytuacji ekonomicznej Wisły prowadzi przez finansową potęgę zarządu, generowaną pensjami w wysokości podobnych do tych z NBP, którymi pasjonuje się cała Polska. Miał też wariant zastępczy metody rośnięcia w siłę materialną, w postaci zysków płynących z faktur spółki sprzątającej stadion. Nie przez przypadek przetarg na ten sposób zarabiania na dostatek, wygrała partnerka życiowa, tyle co mianowanego wiceprezesa. Generalnie, dla Wisły chciał dobrze, ale mu nie wyszło, więc wędruje na karty najnowszej historii klubu jako niebezpieczny entuzjasta.

5. TeleFonika

Jury po raz pierwszy w swym długim żywocie zmuszone zostało do podjęcia ryzyka obsmarowania cokołu, na którym stoi absolutny autorytet. Pozostaje nim od ponad 20 lat opiekuńcza firma rodzinna TeleFonika. Jej dorobek pozwolił postawić piłkarską Wisłą w gronie nie tylko krajowych potentatów, co jest przyczyną dozgonnej wdzięczności żywionej przez społeczeństwo Krakowa. Długotrwała sponsorska hojność TeleFoniki rozluźniła w klubie drastycznie dbałość o parametry rachunku ekonomicznego. W związku z fiaskiem planowanego przez wiele sezonów przeskoku do europejskiej elity, należało przywrócić równowagę pomiędzy przychodami, a wydatkami. Dbał o to wynajęty, także do wyprostowania chorych relacji pomiędzy klubem, a kibolami, dyrektor Jacek Bednarz. Dostał właścicielską carte blanche na dowolny sposób zahamowania ich władczej ekspansji, z czego skwapliwie korzystał. Niestety, Cupiał nie zdzierżył potężnego nacisku, popartego aktami terroru, zmierzającego do totalnego bojkotu mistrzowskich meczów i zdymisjonował Bednarza. Otworzyło to na oścież wrota do zarządczych struktur, w które tym łatwiej było wejść, bo w klubie zaczęła się faza przykręcania śruby, skutkująca spiralą długów, jednostajnie przyrastającą. TeleFonika pod dyktando kredytujących ich banków, w panice przekazała Wisłę pierwszemu, lepszemu oferentowi, który okazał się oszustem do kwadratu. Wyrafinowany styl pozbycia się ekonomicznego garbu, bez elementarnej analizy ekonomicznej i moralnej tego, co może się wydarzyć po chaotycznym akcie kupna-sprzedaży, stało za awansowaniem TF na punktowane miejsce w niniejszym plebiscycie…

6. Andrzej P.

Na ostatnie, punktowane miejsce wdarł się przebojem były trener żeńskiej kadry w Polskim Związku Kolarskim - Andrzej P. Okazał się ostatnim Mohikaninem metody szkoleniowej, opartej na łączeniu budowania formy sportowej przy pomocy  stymulacji cech motorycznych i seksualnej przemocy wobec podopiecznych! Sprowadzając na PZKol odium tak nachalnego procederu, pogłębił jego kryzys organizacyjno-finansowy. Pikanterii efektu nadużywania stanowiska służbowego dodaje rodzaj parasola ochronnego rozpiętego nad antybohaterem tej pożałowania godnej historii przez niektórych członków władz związkowych i zblatowanych kolesi z mediów! Gdyby nie wyłamanie się ze zmowy milczenia jednego z wiceprezesów federacji, a także cywilna odwaga kilku zawodniczek, które ucierpiały na patologicznych skłonnościach szkoleniowca, szemrany układ trwałby w nieskończoność…

7. Kadrowicze-hokeiści na lodzie

Po niespotykaną dotychczas metodę protestu sięgnęli niektórzy kadrowicze-hokeiści na lodzie, powołani do obrony barw narodowych w międzypaństwowym turnieju w Gdańsku. Impreza zapowiadana jako środowiskowa okazja do uczczenia 100-lecia odzyskania niepodległości Polski, została przez nich potraktowana jako pretekst do upomnienia się o zaległe premie za „osobodni” trawione na reprezentacyjnej posłudze jakimi są mecze i obozy treningowe. Jury przeżyło niemałą rozterkę,  dzieląc racje między wartościami moralnymi, a materialnymi. Stanęło na tym, że uznając prawo graczy do zarobionych uczciwie pieniędzy, priorytet dano bezapelacyjnej konieczności stawienia się do dyspozycji trenera-selekcjonera akurat na turniej o wielce symbolicznej wymowie. Okolicznością łagodzącą uczyniono powstrzymanie się od wymienienia z imienia i nazwiska sprawców piętnowanego tu zaniechania.

8. Sygnatariusze listów otwartych do właściciela Cracovii

Nie ma również potrzeby eksponowania nazwisk sygnatariuszy dwóch listów otwartych skierowanych do właściciela i prezesa zarządu najstarszego polskiego klubu - piłkarskiej MKS Cracovii SSA. Podpisało list wielu zacnych i dobrze życzących Cracovii postaci życia gospodarczego, kultury, nauki, sportu… Opisując w tym epistolarnym dokumencie wiele problemów, godnych bardziej efektywnego rozwiązania, krytykując nie do końca pożądany model zarządzania sprawami klubu, posunięto się o” jeden most za daleko”. Dano otóż do zrozumienia profesorowi Januszowi Filipiakowi, że idealnym rozwiązaniem niezdolności klubu do osiągania sukcesów na miarę tradycji i warunków socjalno-kadrowych Cracovii, byłaby jego rezygnacja z prezesury! Zwolniony z natłoku bieżących spraw na szczeblu operacyjnym, mógłby z większym pożytkiem koncentrować się na zagadnieniach strategicznych… Autorzy listu, wbrew osobistej znajomości Adresata przez inicjatorów i piszących epistołę, niestety, nie zapoznali się z modelem psycho-emocjonalnym sprawowania władzy przez Profesora, wyniesionym zarówno z uczelni macierzystej, jak i firmy Comarch… Gdyby było inaczej, zrozumieliby bez trudu bezsens swoich oczekiwań. Tym bardziej, że ocena sportowych szans Cracovii już niedługo może ulec drastycznej zmianie in plus...!

9. Władze Polskiego Związku Hokeja na Trawie

Oczko niżej plasują się protagoniści z branży hokejowej, tym razem - odmiany nie lodowej, ale trawiastej. Centralne Biuro Śledcze Policji poleciało równo z trawą i zaaresztowało całą wierchuszkę władz federacji. Motywem sprawczym wkroczenia okazały się podejrzenia o liczne przykłady niegospodarności. Mając świadomość niewielkiego zasięgu mało popularnej dyscypliny sportu, prognoza publicystyczna skali popełnionych czynów na szkodę związku, nakazała plasować zatrzymanych bliżej końca prezentowanej listy. Z drugiej zaś strony należy zauważyć, iż hokej na trawie od dawna sport olimpijski, z całą pewnością korzysta w pełnym wymiarze ze środków państwowych, co powiększa ostrość potępienia.

10. Stal Sanok

Do ostatniej lokaty pretendowały trzy środowiska wymazujące z krajobrazu sportów zespołowych kluby, jeszcze wczoraj cieszące się społecznym zainteresowaniem. Dwa należały do cywilizacji siatkarskiej: ekstraklasowa, męska drużyna Stali Stocznia Szczecin oraz żeńska Proxima Kraków… Obie zniknęły z pola widzenia, wycofując się z rywalizacji z powodu braku wsparcia ze strony potencjalnych partnerów. Siatkarze stali się ofiarą megalomaństwa czynników resortowych, zapowiadających - hokus-pokus - odrodzenie branży stoczniowej, siatkarki oziębłości gospodarzy miasta, skąpiących dostępu do obiektu przyjaznemu dyscyplinie… Laureatem zostaje jednak klub piłkarski, kiedyś nawet drugoligowy, o tradycjach sięgających połowy ubiegłego wieku - Stal Sanok. Na ostatnim zjeździe PZPN została skreślona z ewidencji, co zresztą było formalnością kwitującą trwające jakiś czas zamieranie organizacyjne i sportowe. Kiedyś wielosekcyjny organizm był wizytówką bardzo prężnego mikroregionu Pogórza Przemysko-Sanockiego, którego ludność żyjąc na styku kultur, znana była z zaradności, talentów artystycznych, waleczności w zapasach nie tylko sportowych. Stal zapisała się w najnowszej historii piłkarstwa eliminując z rozgrywek Pucharu Polski samą warszawską Legię, co było sensacją na skalę ogólnopolską. Miasto Sanok, znane z fabryki autobusów, niedawno naznaczonej jako podstawowy producent pojazdów o napędzie elektrycznym, nieźle uprzemysłowione, miejsce licznych przedsiębiorstw small businessu, nie potrafiło zapewnić egzystencji zasłużonej firmie. Jury, które długo jeszcze nie wyzwoli się z traumy Wisły, której Kraków nie stara się ratować, dysponując 25-krotnie większym od Sanoka budżetem, radykalnie tonuje odium antybohatera 2018 roku…


Ryszard Niemiec 


Ryszard Niemiec
1.jpg



więcej wiadomości >>>

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty