Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Wiadomości piłka nożna
RYSZARD NIEMIEC o Niecieczy: W ciszy trwa demontaż jednego z najbardziej oryginalnych projektów budowy od podstaw profesjonalnego klubu piłkarskiego2018-09-29 17:47:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (467)

Anatomia regresu


W ciszy, pełnej zdumienia i rozterki, trwa demontaż jednego z najbardziej oryginalnych projektów budowy od podstaw profesjonalnego klubu piłkarskiego. Ufundowany na gruncie dziewiczym, nieskalanym tradycyjnymi przywarami futbolu, jawił się jako zamiar tyle śmiały, co przemyślany. Mowa o aktualnym spadkowiczu z ekstraklasy Bruk-Becie Termalice Nieciecza!


Jeszcze dekadę temu piłkarze z podtarnowskiego sołectwa w gminie Żabno rywalizowali jak równy z równym z takimi klubami jak Lubań Maniowy, Tuchovia, Płomień Jerzmanowice, czy nieistniejącym już Górnikiem Siersza… A potem nastąpił nieprawdopodobny serial awansów, który w 2015 roku został zwieńczony skokiem do najwyższej elity krajowego futbolu. O Niecieczy zrobiło się głośno nie tylko w kraju, ale i za granicą. Darujmy sobie tę całą literaturę zachwytów, pełną opisów naddunajeckiej przyrody i struktury upraw rolnych, tę demograficzną socjologię mikroskopijnych ojczyzn, zostańmy przy twardych faktach natury ekonomiczno-materialnej.


A więc początkiem wszystkiego jest rodzinna firma produkująca wyroby betonowe najwyższej próby: kostkę brukową, płyty tarasowe, dekoracyjne itp. Firma państwa Witkowskich wpisała się w wielką modernizację infrastruktury polskich miast i wsi, podbijając coraz większe obszary kraju jakością swoich produktów. Jednym z elementów promocyjnych ofensywy produkcyjno-handlowej Bruk-Betu stało się włączenie niecieczańskiego klubu piłkarskiego jako integralnej części składowej przedsiębiorstwa. Dzięki temu zabiegowi powstał w Niecieczy nowoczesny kompleks piłkarski: stadion na 5 tysięcy widzów oraz baza szkoleniowo-treningowa o najwyższych parametrach funkcjonalnych. W sezonie 2015/2016 beniaminek ekstraklasy zdołał utrzymać swoje miejsce w ekstraklasie, a w następnym sezonie sięgnął po zaszczytne miejsce w silniejszej grupie ekstraklasy. Apogeum sportowe rychło weszło w fazę rozpadu, wyrażoną spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej, a następnie wylądowaniem na miejscu czerwonej latarni w lidze pierwszej!


Szukając analogii do tego iście newtonowskiego prawa ciążenia do nizinnych, futbolowych klas, można sięgać po przykłady klubów spółek skarbu państwa, górniczych jedenastek z Bełchatowa i Łęcznej, a nade wszystko do rozpaczliwie zarządzanego 14-krotnego mistrza Polski - chorzowskiego Ruchu…


Szukając przyczyn tak drastycznego regresu wyników sportowych Bruk-Betu nie da się w żadnym razie kierować uwagi ku jakimkolwiek kłopotom finansowym, zaległościom płacowym wobec zawodników, sprawom socjalnym. W pewnym stopniu do spadku z ekstraklasy przyczyniła się kategoria sprzężonego pecha i sumy paru nieobiektywnych, nawet kuriozalnych, rozstrzygnięć sędziowskich w meczach o „być albo nie być” Niecieczy w ekstraklasie. Zrodziło się, niestety, coś w rodzaju „zamówienia społecznego” na wypchanie z piłkarskich salonów intruza, powodującego swoimi zwycięstwami ciężkie zawstydzenia i konfuzje uznanych klubów, przekonanych o swej nieprzemijalności. Kogo natura wyposażyła w ten rodzaj słuchu, a akurat mnie ten przywilej dotyczy, usłyszał biegnące przez futbolową Polskę westchnienie ulgi po pozbyciu się kłopotliwego, bezczelnego śmiałka…


Aby tak się stało, w samym klubie małopolskim musiała narastać wewnętrzna atmosfera destrukcji, związana z takim, a nie innym, modelem budowania drużyny, opartej o armię zaciężną Słowaków, Węgra, Rumuna, Łotysza, Ukraińca, Gruzina! Ta lokalna odmiana wieży Babel nie była w stanie wykrzesać z siebie niezbędnej dawki woli i ambicji w sytuacjach ekstremalnych, towarzyszących walce o podtrzymanie ekstraklasowego statusu. To zresztą wynikało z aury mało sportowego podejścia do zawodniczych obowiązków grupy słowackiej, trzymającej władzę w szatni, ukształtowanej i zarządzanej przez w(y)terana Jana Muchę. Taki samoniszczący się układ był, niestety, ponad możliwościami pacyfikacyjnymi trenera-widmo Bartoszka. Harmonia wewnętrzna zespołu posypała się po spadku. Legionerzy w żadnym razie nie przyjęli do wiadomości degradacji, będącej sumą ich nieudacznictwa na murawie i niefrasobliwością poza nią, oczekując od właścicieli takich samych apanaży jak w ekstraklasie. Tak narodził się terror finansowy zastosowany przez czołowych piłkarzy, podparty samobójczym argumentem gry „wbrew sobie i klubowi”.


Nienawykły do tego typu zjawiska trener Jacek Zieliński stanął przed wyzwaniem godnym Syzyfa. Miał do wyboru: rozpędzić towarzystwo w cztery strony świata, na czym zresztą zawodnikom bardzo zależy, albo przymknąć oczy i pozostać biernym obserwatorem spektaklu niszczącego wieloletni dorobek i marnotrawienie ciężkich nakładów Witkowskich… Wybrał trzecią drogę, odszedł, torując drogę młodemu Kaczmarkowi, który - daj Boże - znajdzie panaceum na zdeprawowane towarzystwo cwaniaków w przebraniu zawodowców…


Jeśli do kogoś spoza szatni należy mieć żal za beztroską politykę kadrową, która doprowadziła do opisanej klęski, to głównie do doradców zarządu, skautów klubowych, dyrektorów sportowych, speców od promocji. To oni w pierwszym rzędzie powinni byli przewidzieć skutki podstępnych zabiegów cynicznych menadżerów, zwożących do Niecieczy zagraniczny szrot, może i piłkarsko sprawny, ale pozbawiony moralnego kręgosłupa! Kiedy Nieciecza pod wodzą Piotra Mandrysza wchodziła do ekstraklasy, wśród grających w podstawowej 11-tce zawodników był jeden jedyny piłkarz zagraniczny: Dalibor Pleva! Ten fakt tłumaczy się sam za siebie, bez konieczności komentarza i służy za pointę niniejszego wywodu…


Ryszard Niemiec



więcej wiadomości >>>

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty