Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowe Podkarpacie
RYSZARD NIEMIEC: Wszystkie znaki na niebie, a także prognozy specjalistów, wskazują na nadejście ciężkich czasów dla gospodarki, a także dla sportu2020-03-28 12:27:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (544)

Co nam zostanie z tych lat...?


Jakiś czas temu, niedawno zmarły wójt gminy Jarosław na Podkarpaciu, były prezes Przemyskiego OZPN - śp. Roman Kałamarz, ofiarował mi przedwojenną kronikę Jarosławskiego Klubu Sportowego. Ten arcyciekawy dokument z epoki pokazuje amatorski do bólu charakter piłkarzy znaczącego klubu okręgu lwowskiego, obfituje w rozliczne smaczki obyczajowe i sytuacje dalekie od  wesołkowatego statusu anegdot czasu przeszłego dokonanego.


Zapamiętałem niektóre z nich, dobitnie świadczące o wysokim stopniu zubożenia klubowej kasy, a tym samym o lichej kondycji materialnej samych zawodników. Jeden z nich prosi w rozczulającym podaniu o zapomogę finansową z powodu konieczności zakupienia jesionki, niezbędnej na czas przychodzenia na zimową zaprawę treningową. Zarząd klubu, po dłuższej debacie, postanawia zapomogę udzielić, mimo że znajduje się w opłakanej sytuacji. Została ona doraźnie złagodzona pożyczką, uzyskaną dzięki ulokowaniu w lombardzie kompletu srebrnej zastawy stołowej - prywatnej własności sekretarza klubu… Pomocna dłoń wyciągana bywała także do pozostałych członków klubowej drużyny. Korzystano na przykład z przychylności dowódcy garnizonu, kibicującemu JKS i poproszono go o możliwość bezpłatnego dożywiania piłkarzy w kantynie pobliskiej jednostki wojskowej…


Ta historyczna introdukcja przywołana została nie bez przyczyny. Wszystkie znaki na niebie, a także prognozy specjalistów, wskazują na nadejście ciężkich czasów dla gospodarki, a także dla sportu. O ile większość dyscyplin uprawianych w naszym kraju egzystuje z zaciśniętym pasem, borykając się z trwałym niedostatkiem kasy na podstawowe cele statutowe, piłka nożna bazując na wielkiej popularności wyrosła do poziomu relatywnej sytości. Zwłaszcza sektor profesjonalny z sezonu na sezon rozkwitał finansowo, dając zatrudnionym zawodnikom coraz większy dostatek, prowadzący do pogranicza skrajnego hedonizmu. Kadrowy wyścig zbrojeń w prostej linii zmierzał do budżetowej ekonomiki spod znaku księżyca… Doroczne analizy znanej firmy audytorskiej Deloitte pokazują dowodnie, że struktura kosztów w klubach naszej ekstraklasy postawiona jest na głowie. Nawet i tak naprężone optimum wydatków na pensje piłkarzy, szacowane na 60 procent wydatków budżetowych, bywa w praktyce solidnie przekraczane. Na pograniczu patologii klinicznej lokują się sytuacje, w których mamy do czynienia z przekroczeniem wydatków płacowych poza sumę przychodów klubowych. Na tle tego pejzażu niegospodarności kontrastem jest żelazna ręka Filipiaka, który twardo pilnuje zdrowej ekonomiki Cracovii i nie daje posłuchu podpowiadaczom z kibolskich kręgów, sugerujących mu zastosowanie zasady „zastaw się, a postaw się!”.


Radosna księgowość napotkała jednak okrutnego weryfikatora w postaci koronowirusa, który zamroził rozgrywki i odciął kluby od dopływu pieniędzy. Wprawdzie z kalendarza rozgrywek ekstraklasy wykasowano dopiero 3 kolejki, ale największe giganty klubowe: Legia i Lech powiadają, że trzech miesięcy bezruchu nie zdzierżą i staną przed perspektywą bankructwa! Takie preludium kryzysu każe przypuszczać, że stoimy przed redefinicją pojęcia minimum socjalnego w całym polskim futbolu. Milionowe kontrakty zawodnicze, sięgające 100 tysięcy złotych gaże trenerskie, niebotyczne obrywy agentów pośredniczących w transferowym szaleństwie, obozy na Cyprze A-klasowego klubu, dwie stówy tytułem wejściówki na meczu B klasy, już dziś można przesunąć do pejzażu dolce vita, który nie szybko vrati…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty