Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowe Podkarpacie
RYSZARD NIEMIEC w 20-lecie historycznego awansu o mizerii spotykającej przemyski futbol2017-07-01 17:39:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (403)

Chwała Stalówce, sława Czuwajowi!


W Stalowej Woli świętują jubileusz awansu piłkarzy do ekstraklasy i przypomnieli sobie o niżej podpisanym publicystycznym piewcy tego wyczynu. Niestety, nadmiar obowiązków i przejściowe niedostatki kondycyjne, utrudniające  ulubioną, świąteczną aktywność konsumencką, nie dały mi szansy opuszczenia Krakowa. Nawiasem mówiąc, bardziej zobowiązany jestem do pielgrzymki jubileuszowej do miasta Przemyśla, w którym w tych dniach powinny zabrzmieć fanfary obwieszczające 20 lat od momentu awansu piłkarzy Czuwaju do II ligi! Oprócz powodów sentymentalnych istnieje przyczyna bardzo konkretna, pchająca mnie do ponownego przeżywania wydarzenia.


Tamten awans z 1997 roku był wielkim osiągnięciem futbolu podkarpackiego, albowiem „harcerze” z Zasania wygrali rywalizację III-ligową mając za konkurentów wyłącznie kluby z własnego województwa: Wisłokę Dębica, Stal Rzeszów, Stal Sanok i odwiecznego, lokalnego przeciwnika - Polonię Przemyśl. Nigdy wcześniej, ani później, piłkarze z tego regionu tak wyraźnie nie zdominowali rozgrywek na trzecim froncie tej dyscypliny. Wydarzenie miało jednak szczególne znaczenie w historii piłkarstwa przemyskiego, albowiem na II-ligowy szlak wkraczał klub tego miasta po 45 latach nieobecności! Sprawcy tego awansu: działacze i piłkarze stąpali trzeźwo po ziemi, zastanawiając się czy konsumować wygrany wyścig po II-ligowe szlify, w sytuacji kiepskiej kondycji finansowej. Wiedzieli, że spotkało ich zjawisko sportowe, daleko wyprzedzające możliwości ekonomiczne. Dodatkową okolicznością rozpaczliwych wahań: co robić - wystartować w II lidze, czy oddać pole walkowerem, stał się nie mniej kosztowny awans piłkarzy ręcznych do ekstraklasy, co w rankingu prestiżu miało wagę najcięższą. Więc przyjechał do Krakowa kierownik drużyny „harcerzy” Jurek Winczura po radę, licząc naiwnie, że posiadłem kamień filozoficzny pozwalający podjąć optymalną decyzję i rozwiązując dylemat kierownictwa Czuwaju… Nie miałem złudzeń i doradziłem wybicie sobie z głowy pomysłu ucieczki z raju, o który walczyły pokolenia działaczy i zawodników, o którym marzyli najzagorzalsi kibice, tacy jak mecenas Malec i doktorzy Tokarz i Miszczak, poseł dr Kędzierski… Nie musiałem specjalnie się wysilać, bo decydentom z nadsańskiej harcówki za dostateczny bodziec starczyła okazja pokazania wyższości i pleców  konkurentowi nr 1 - Polonii.


Tak oto sforsowany został szczyt możliwości całego zbiorowiska przemyskiej piłki, po którym już w następnym sezonie rozpoczął się gwałtowny zjazd w przepaść i niebyt. Rok 1997 okazał się cezurą, wyznaczającą początek dzisiejszej degrengolady. Jej przejawem jest najbardziej peryferyjna lokata współczesnego Czuwaju, błakającego się po A-klasowych bezdrożach i niewiele wyższe zaszeregowanie piłkarzy Polonii, o której przecież historia piłkarstwa ciągle pamięta, posługując się przydomkiem „Przemyskiej Barcelony”. Towarzyszę parszywym losom obu drużyn, dzięki telefonicznej gorącej linii, którą zorganizował nam przed laty Władek Jachimecki, kiedyś szalony golkiper Polonii, a następnie Czuwaju. Jego najbardziej boli serce z powodu mizerii sportowej dotykającej oba kluby, co systematycznie przekazuje mi wnikliwymi raportami umieszczanymi w telefonicznych relacjach. Władziu ciągle lokuje we mnie jakieś bliżej nieopisane nadzieje, związane z oczekiwaną odbudową siły przemyskiej piłki. Na szczęście, podobne akty strzeliste kieruje pod adresem najbardziej cenionego w świecie futbolu polskiego wychowanka przemyskiej Polonii, złotego medalistę z 1972 roku - Mariana Ostafińskiego. Marian, od lat osiadły na Śląsku, nie zapomina o klubie, z którego wywędrował w wielki świat, wynosząc z sobą talent oszlifowany przez trenerów Michała Krausa i Tadeusza Labę. Dziś formalnie bliżej mu do problemów Ruchu, ale przecież nie na tyle, by nie być na bieżąco, z tym co się dzieje na „starych śmieciach”.


Kołem zamachowym przyspieszającym demontaż piłki w Przemyślu stała się "śmiercionośna” uchwała  zjazdu przekształcającego okręgi piłkarskie w Tarnobrzegu, Krośnie, Przemyślu i Rzeszowie - w Podkarpacki Związek Piłki Nożnej (2000 r.). Wtedy zbójecka zmowa delegatów, pod osłoną pijanej nocy, ogałacała Przemyśl z prestiżu siedziby okręgu piłkarskiego, przenosząc go do Jarosławia. To była klasyczna wajcha, spychająca Przemyśl piłkarski na boczny tor, nawet na muzealną zajezdnię. Najbardziej zdeprecjonowała rolę i historię przemyskiej piłki dekada demokratury Kazimierza Grenia (2004-2014). „Bileter z Dublina” skazał na zapomnienie najbardziej chwalebne dzieje piłkarstwa płd-wschodniego regionu z lat batalii Polonii o ekstraklasę w latach 30-tych, podobnie jak II-ligowe staże Polonii i Czuwaju w latach 1949-1953. W kolejnych obchodach jubileuszowych Podkarpackiego (Rzeszowskiego) Związku Piłki Nożnej, świadomie eliminowano wątki związane z chlubną działalnością Okręgowego Związku Piłki Nożnej z lat 1945-1952. Haniebne ślady unieważniającej manipulacji znajdujemy w okolicznościowych wydawnictwach i periodykach firmowanych przez Podkarpacki ZPN. Czytać hadko…


Ryszard Niemiec 


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty