Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowe Podkarpacie
RYSZARD NIEMIEC o jubileuszu 45-lecia opisywania świata rodzimego futbolu2017-05-13 14:48:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (396)

Przeszło, nie minęło?


Funduję sobie niniejszym skromny jubileusz 45-lecia opisywania świata rodzimego futbolu, którego patronem rad bym uczynić prezesa PZPN! Zaczęło się wszystko przypadkiem, a dotyczyło dziennikarskiej obsady meczu ligowego Stal Rzeszów - Wisła. Pracowałem w dziale społecznym „Nowin Rzeszowskich”, pisałem rzewne reportaże z bieszczadzkiego buszu, wolnymi od dyżurów redakcyjnych wieczorami grywałem w Resovii w basket, prowadząc „Bieszczadzkie Wilki” do dwóch tytułów wicemistrzowskich w ekstraklasie…


Na posiedzeniu redakcyjnego kolegium okazało się, że w dziale sportowym, zapanował pomór i nie ma komu obsłużyć ligowego meczu… Naczelny nie miał wątpliwości i zamknął temat: wyście przecież też ligowy sportowiec, redaktorze, futbol to też dyscyplina zespołowa, dacie radę. I tak powstał mój pierwszy utwór sprawozdawczy, który za lat 14 był inspiracją do porwania się na wyjazd do Meksyku, na mundial 1986. Pisałem na dwie ręce, bo również do katowickiego „Sportu”, który w latach 70-tych był najbardziej kompetentnym pismem traktującym o futbolu. Com widział, tom napisał. Ano, że sędzia Ryszard Sobiecki z Warszawy podyktował z kapelusza dwa karne dla gospodarzy, że oba zostały ostentacyjnie przestrzelone przez Jasia Domarskiego i Ryszarda Dudę, że sędzia po meczu wyznał jak bardzo defensorzy Wisły nawoływali się do prokurowania rzutów karnych… Po ukazaniu się tekstu, w Rzeszowie rozpętało się pandemonium. Zostałem wezwany na dywan do wszystkich możliwych decydentów, na czele z I wojewódzkim sekretarzem kierowniczej siły. Pouczono mnie, co to jest „wojewódzka racja stanu”, a wkrótce dano kopa w górę na półetatowego, terenowego korespondenta „Sztandaru Młodych”. Pojąłem wtedy, że w polskiej ekstraklasie rywalizują nie tylko kluby, resorty, federacje, ale i komitety, rady narodowe, zjednoczenia i inne struktury totalitarnego państwa! Dopiero później doczytałem, że przykład idzie ze wschodu, gdzie krwawy Ławrentij Beria, szef NKWD i główny nadzorca gułagów, patronował aktywnie piłkarzom Dynamo, mając za konkurenta syna Stalina - generała lotnictwa, który był zażartym kibicem klubu sił powietrznych - WWS. Tam możliwe było nawet zesłanie do syberyjskich obozów braci Starostinów za to, że jako gracze Spartaka Moskwa mieli czelność pozbawić tytułu mistrza ZSRR rzeczonego Dynama. W Polsce Ludowej główną osią sporu piłkarskiego była rywalizacja pomiędzy resortami spraw wewnętrznych, czyli bezpieki i milicji, a ministerstwem obrony narodowej (Gwardia-CWKS). Nie miała ona tak ostrego charakteru, jak w Sowietach, ale przecież zdarzył się incydent nalotu celników (MSW) na piłkarzy i koszykarzy Legii, co skończyło się wyrokami i odsiadkami Żmijewskiego, Grotyńskiego, Tramsa.


Debiutanckie doświadczenie zostawiło znaczący ślad na świadomości. Dlatego zaraz po zakończeniu zabawy w koszykówkę, postanowiłem podjąć swoją batalię felietonową o naprawę życia sportowego. Taka była geneza rozpoczętych w 1974 cotygodniowych utworów felietonowych „Starty-Falstarty”, które przemianowane na „Preteksty” już na łamach „Sportu” ukazują się po dziś dzień. Można postawić pytanie, na ile moja posługa publicystyczna przyczyniła się do oczyszczenia naszego życia sportowego z peerelowskich złogów i praktyk, a także czy wyraźne postępy w walce z korupcją, podziemiem koksowniczym i odpolitycznieniem wyczynu, spełniły oczekiwania społeczeństwa, ale nie da się zaprzeczyć, że zdobyła spore grono zwolenników wśród animatorów życia sportowego.


Z tego, co mi wiadomo, za lansowanym przeze mnie modelem wartości w rzeczywistości piłkarskiej opowiada się także prezes 3-ligowego klubu MKS Trzebinia Siersza - Jacek Augustynek. Znamy się od lat pobieżnie, ale wiele problemów z zakresu ontologii sportu zdołaliśmy poruszyć. Z tym większym zdziwieniem dowiaduję się o faktach, które budzą mój niepokój. Oto w jego dobrze zorganizowanym klubie, zarządzanym jego sprawną ręką zdarza się pożałowania godny incydent. Trzech piłkarzy MKS TS powołanych do reprezentacji Małopolski na mecz w ramach krajowych eliminacji amatorskich mistrzostw Europy (UEFA Regions' Cup), jak jeden mąż zapada na chorobową niedyspozycję od poniedziałku do czwartku! Chodzi o wyłganie się z obowiązku reprezentanta regionu i związku, którego MKS TS jest zasłużonym członkiem. Mecz z Lubelskim ZPN w Biłgoraju wyznaczony na środę, okazał się powodem zespołowego nadwerężenia zdrowia trójki grajków, których przypadłość ma analogiczną kwalifikację. Drużyna dała sobie radę, mecz z Lublinem wygrała obywając się bez panów na L-4, których nazwiska pominę, bo to zapewne nie ich wymysł, jeno klubowej góry. Na kanwie tej ewidentnej dezercji warto postawić pytanie, czy klub w Trzebini, owszem, mocno zaabsorbowany w utrzymanie statusu 3-ligowca, nie mógł zwrócić się z prośbą do trenerów K. Szopy i P. Gizy o wyrozumiałość i zwolnienie z meczu w Biłgoraju. Kierownictwo MłpZPN interes sportowy klubów traktuje jako wartość nadrzędną, więc zapewne problemu z odpuszczeniem biłgorajskiej próby by nie było. Niestety, zwyciężyła bezduszna gra pozorów, z której wynika groteskowe, cudowne ozdrowienie trzech podupadłych na fizycznej gotowości zawodników. Takie podejście dziś jest mocno niemodne i z kanonu etycznego polskiego piłkarstwa odeszło, mam nadzieję, na zawsze. Trzebinia go nie jest w stanie reanimować…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty