Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowa Małopolska
RYSZARD NIEMIEC o jednym z tysięcy piłkarskich klubów wiejskich, z Woli Radziszowskiej pod Krakowem2018-12-01 14:44:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (477)

Romantyczna historia Cedronki…


Kończy się rok 2018, rok stulecia naszej niepodległości, w futbolowych realiach opisywany jako data światowego czempionatu. W roku tym polskie piłkarstwo obchodziło niemały jubileusz narodzin zorganizowanych podmiotów sportu wiejskiego. Mało kto zdaje sobie sprawę, zapatrzony w rywalizację ligowych klubów profesjonalnych, że polska piłka, pod względem statystycznym, stoi na amatorskich strukturach Ludowych Zespołów Sportowych.


Masowy kurs na tworzenie klubów piłkarskich na polskiej wsi rozpoczął się przed 70 laty z odgórnej, jak wszystko w owym czasie, inspiracji rządowej, dokładnie z decyzji Głównego Komitetu Kultury Fizycznej. Wkrótce powołano zrzeszenia LZS z radami wojewódzkimi i powiatowymi, które sprawowały funkcję inspiratorsko-nadzorczą, a także dysponowały skromnym budżetem, pozwalającym nowo tworzonym klubom zaopatrzenie się w podstawowy sprzęt w postaci strojów sportowych i piłek, a raczej… jednej piłki. Pod dostatkiem natomiast były tereny sposobne do wytyczenia na nich boisk do gry w piłkę. Polska wieś, jeszcze nie dotknięta perspektywą kolektywizacji, przeżywała satysfakcję, jaka spłynęła na nią z chwilą dokonania się reformy rolnej, w wyniku której rozparcelowana ziemia dworska przeszła w ręce chłopów. Na popańskich gruntach, przy dworach, folwarkach było dość terenów, na których powapnowano linie boiska, a z upaństwowionego lasu przyniesiono dłużyce, z których wystrugano słupki i poprzeczki… W tej sytuacji, jak grzyby po deszczu, pojawiły się ludowe drużyny piłkarskie, ustanowiono dla nich struktury rywalizacji w postaci klasy W, polska wieś na serio doszlusowała do rodziny futbolowej.


Teraz po siedmiu dekadach podsumowuje dokonania. A ma się czym pochwalić, nawet jeśli pominiemy, nie do końca typowy, casus niedawnego LKS Nieciecza, który pod wpływem szczęśliwej metamorfozy własnościowej i merytorycznej, wdrożonej przez inwestora i właściciela - firmę Bruk-Bet, awansował i przez 3 sezony zadawał szyku w ekstraklasie! Trawestując twierdzenie Gospodarza, mówiącego do Poety: ”chłop potęgą jest i basta”, da się zauważyć, że u schyłku drugiej dekady XXI wieku, kluby wiejskie stanowią grubo ponad połowę stanu posiadania członkowskiego PZPN! W większości nie są to już popychadła w rozgrywkach i obiekty, na których łatwo uzyskać punkty… W samej cywilizacji małopolskiej, w trzecioligowej stawce, poważną rolę odgrywają piłkarze z Jaśkowic spod Skawiny, Woli Pełkińskiej koło Przeworska, Sieniawy…


Moją uwagę przykuł tymczasem A-klasowy klub z obrzeży krakowskiego powiatu - Cedronka Wola Radziszowska… Również obchodzi 70-lecie, a jego historia układa się w niezwykle romantyczną opowieść. Boisko Cedronki nie jest pochodną parcelacji, ale dobrej woli ówczesnego proboszcza księdza Oprzędkiewicza, który z kościelnego mienia oddał piłkarzom kawał łąki. Drugi raz klub oddał się w opiekę parafii na początku lat 90-tych. Odradzał się na nowo, po paru latach nieobecności w życiu sportowym, po kryzysie sportowym, odejściu zawodników i działaczy. Wtedy pod zmienioną formułą organizacyjną PARAFIALNEGO Klubu Sportowego podjął walkę o utraconą pozycję. Rozczulająco jawi się  sekwencja o niezwykłej woli trwania, odradzania się po upadkach, zwłaszcza powodowanych nadmierną siłą natury. Boisko Cedronki leży bowiem w pobliżu rzeczki Cedron, od której bierze się nazwa klubu. I ten niewdzięczny Cedron, co jakiś czas zalewa murawę, niekiedy nie dając szans na szybką renowację. Wtedy piłkarze pielgrzymują po okolicznych stadionach, tracąc psychiczną przewagę nad konkurencją, jaką daje własne boisko, ponosząc dodatkowe koszty i minimalizując systematyczność szkolenia. Sportowy rozdział przeszłości klubu sprowadza się do balansowania pomiędzy klasami A, B i C… I właśnie awanse między klasami najbardziej poruszają wyobraźnię miejscowych kibiców. Najbardziej traumatyczne zdarzenie, które w pewnym momencie odebrało drużynie chęć do sportu, miało miejsce w 1983. Na finiszu rozgrywek klasy  Cedronka rywalizowała z Pozowianką. Szły łeb w łeb i w ostatniej kolejce lepszej o 24 bramki drużynie dzisiejszej jubilatki, wystarczało do awansu najniższe zwycięstwo. Mimo że to zwycięstwo opiewało na 5:0, niestety, nic nie dało, bo konkurent Pozowianka rozjechał Konary 32:1!!! Na szczęście, ten dowód na istnienie przekrętów w piłce, także amatorskiej najniższego szczebla, spotkał się z właściwą reakcją KOZPN, zaalarmowanego protestem Cedronki. Wręczony podczas akademii jubileuszowej aktualnemu prezesowi Markowi Bogdanowiczowi medal 105-lecia MZPN, z całą pewnością obejmuje tamten epizod czynnego sprzeciwu wobec łamania zasad fair play.


Na tej uroczystości zaproszeni goście byli pod wrażeniem jeszcze innych niecodzienności realiów Cedronki. Pierwszy to charakter klubu poniekąd rodzinnego, którego barw bronili i bronią duety, tercety, a nawet kwartety braterskie… Sojusznikami klubu od zawsze pozostają panie z Koła Gospodyń Wiejskich, strażacy-ochotnicy, a przede wszystkim lokalni przedsiębiorcy, dorzucający się do budżetu. Dzięki temu nie ma już jeżdżenia na mecze komunikacją drabiniastymi wozami konnymi, rowerami, PKS-ami… Klub stać na benzynę do zawodniczych samochodów, a jeśli kasa zaczyna się nie zgadzać organizuje się festyny, zabawy sylwestrowe, loterie z fantami... Ad multos Annos - Cedronko!


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty