Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowa Małopolska
MLJS: Drapieżne trzy kwadranse, czyli babie lato na Rydlówce2018-10-07 01:08:00

GARBARNIA Kraków - PUSZCZA Niepołomice 4-2 (4-0)

1-0 Bartłomiej Mruk 2 

2-0 Kamil Radłowski 27

3-0 Marcin Buda 29 (głową)

4-0 Norbert Bierówka 39

4-1 Maksymilian Graniczkowski 51 (wolny)

4-2 Leon Manaseryan 59 (głową)

Sędziowali (dobrze): Tomasz Tatarzyński oraz Tomasz Okólski i Maciej Górski (Kraków). Żółte kartki: Kamil Radłowski, Kamil Kowalczyk, Damian Zięba - Mateusz Jamrozy, Karol Wiczkowski, Jakub Wojtaszek, Artur Moniak.

GARBARNIA: Mateusz Buryło – Konrad Wąsik, Dawid Pasternak, Bartłomiej Mruk, Oskar Baranik – Norbert Bierówka, Piotr Dzierżak, Damian Zięba, Bartosz Główczyk (53 Jakub Burkowicz) – Kamil Radłowski (60 Kamil Kowalczyk), Marcin Buda (60 Mateusz Piotrowski).  

PUSZCZA: Kacper Halczak (46 Tomasz Guguła) – Sebastian Otfinowski, Michał Zając, Mateusz Jamrozy (46 Norbert Uchacz), Szymon Windys, Michał Kołodziejczyk, Kamil Augustyn (46 Artur Moniak), Maksymilian Graniczkowski, Jakub Bigda (46 Leon Manaseryan), Karol Wiczkowski, Jakub Wojtaszek.


W sobotnie przedpołudnie doszło na Rydlówce do meczu na szczycie Małopolskiej Ligi Juniorów Starszych, w którym pierwsza w tabeli Garbarnia podejmowała trzecią przed 10. kolejką Puszczę Niepołomice.


Po trzech remisach na własnym boisku w gronie sympatyków Brązowych wyrażano pewne obawy, czy gospodarze poradzą sobie z najlepszym jak do tej pory (42 zdobyte gole) atakiem w MLJS.


Tymczasem Garbarze pewnie pokonali rywala, głównie dzięki bardzo zresztą pasującej do przydomka "Młode Lwy”, drapieżności wykazanej w pierwszej połowie. Podopieczni trenera Stanisława Śliwy od początku zaatakowali przeciwnika wysokim pressingiem i – trzymając się nadal zoologicznej terminologii – kawałek po kawałku „pożerali” swą ofiarę, wykorzystując przy tym jej coraz mniejszy opór i źle stawiane w ucieczce kroki.


Piorunujący był początek Brązowych, którzy już w 2. minucie objęli prowadzenie. Kamil Radłowski wykonywał rzut wolny z bocznej strefy boiska na wysokości koła środkowego. Dośrodkowaną piłkę zgrał na przedpole Damian Zięba, a nadbiegający Bartłomiej Mruk pewnie ulokował futbolówkę w bramce Puszczy. Wszystko odbyło się przy zagraniach na jeden kontakt, a rozwiązanie zastosowane w tym wypadku przez gospodarzy musiało się spodobać zgromadzonej publice tym bardziej, że  przyniosło wymierny w postaci gola efekt.


W 6. minucie po błyskawicznej indywidualnej akcji Norberta Bierówki na prawej flance z dograną na przedpole piłką rozminęli się Marcin Buda i Bartosz Główczyk. W 18. minucie po kornerze wykonanym przez Radłowskiego piłkę po potężnym uderzeniu Mruka z linii bramkowej wybił jeden z obrońców gości, a dobitka Konrada Wąsika była już niecelna. W 23. minucie po strzale Zięby zza szesnastki Kacper Halczak wykazał się intuicyjną obroną.


Nieustanny pressing Garbarni sprawiał, że goście nie mogli czuć się zbyt pewnie nawet przy wyprowadzaniu akcji z własnego przedpola. W 27. minucie jedną z takich piłek przejął kapitan Garbarni Radłowski i bardzo przytomnie, jak mawiają trenerzy „z głową w górze” ocenił sytuację i z mniej więcej 12 metrów plasowanym strzałem posłał futbolówkę do bramki tuż przy słupku, obok wybiegającego ze swojej świątyni Halczaka.


W 29. minucie Halczak posłał za krótkie podanie do jednego ze swoich defensorów, a na to tylko czekał przyczajony jak tygrys do skoku napastnik Garbarni Buda, który w pełnym biegu zagrał sobie futbolówkę na głowę i w taki sposób zdobył gola numer trzy.


Dziesięć minut później było już 4-0 dla gospodarzy, znów po akcji, której można było tylko przyklasnąć. Główczyk wycofał spod końcowej linii do Piotra Dzierżaka, ten wszedł w pole karne, kapitalnym zwodem minął obrońcę i strzelił, a bramkarz Puszczy wyciągnął się jak struna, by odbić to uderzenie przed siebie. Ale już wobec dobitki Bierówki Halczak był bezradny i musiał sięgać po futbolówkę do siatki po raz czwarty w tym meczu.


Koncert, gra pełna finezji i polotu, znakomita postawa – takimi określeniami komentowali wyczyny schodzących po pierwszej połowie do szatni Garbarzy widzowie. W żadnym z tych określeń nie było cienia przesady, a wręcz można napisać, że żadne z nich nie było w stanie do końca opisać tego, co Brązowi wyczyniali na boisku przez pierwsze trzy kwadranse. Taka postawa juniorów Garbarni musiała się odbić na utracie przez nich sił po przerwie. Tak się też stało, a to, że niepołomiczanie to w tym sezonie bardzo silna drużyna, okazało się nie tylko teorią. Dodatkowo, po kilku naprawdę chłodnych dniach dziś na niebo powróciło słoneczko, a w pierwszy weekend października w powietrzu zapanowało prawdziwie senne „babie lato”.


Uczulał w przerwie swoich podopiecznych trener Śliwa na groźne stałe fragmenty gry w wykonaniu juniorów Puszczy. Uczulał, uczulał i... nie uczulił.


W 51. minucie Maksymilian Graniczkowski bezpośrednio z rzutu wolnego z około 20 metrów posłał piłkę nad murem w samo okienko bramki Mateusza Buryły. Strzał był równie piękny, co faul poprzedzający rzut wolny niepotrzebny. W 57. minucie Graniczkowski ponownie stanął przed szansą w bliźniaczo podobnych okolicznościach, tym razem jednak posłał piłkę wysoko ponad celem. W 59. minucie po dośrodkowaniu Szymona Windysa z rzutu wolnego głową po długim rogu skierował piłkę do bramki Leon Manaseryan.


Dwa gole zdobyte przez gości sprawiły, że gospodarze, którzy w pierwsze trzy kwadranse włożyli ogromny wysiłek, skoncentrowali się na obronie wyniku. Puszcza z kolei dążyła do zdobycia kontaktowego gola. Szarpana i na pograniczu faulu gra toczyła się głównie w środku pola. 


Dobrą okazję do podwyższenia prowadzenia miał w 78. minucie Mateusz Piotrowski, ale po jego strzale poprzedzonym solową akcją skutecznie interweniował zmiennik Halczaka Tomasz Guguła. 


Z kolei ze strony gości Michał Kołodziejczyk zza linii pola karnego uderzył obok słupka, a Jakub Wojtaszek zza narożnika pola bramkowego wypalił nad poprzeczką.


Po koncertowym w pierwszej połowie występie lider pokonał bardzo groźnego rywala, a Puszcza z trzeciego spadła na szóste miejsce w tabeli. Wciąż jednak liczy się w gronie walczących o Makroregion zespołów, bo do Garbarni ma zaledwie cztery punkty straty. Gdyby nie to, że po przerwie „Żubry” zmniejszyły o połowę bilans strat, to słowa dawnego przeboju zespołu Perfect „wchodzę bezbronnie rozebrany do klatki, w której tygrys śpi” mogłyby być ich nutą przewodnią na nadchodzący tydzień…


Artur Bochenek


2 (93).jpg


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty