Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowa Małopolska
RYSZARD NIEMIEC kreśli pejzaż współczesnej doli i niedoli wiślaków2018-04-14 12:09:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (443)

Między Andrzejem I., a Markiem M.


Kiedy piłkarska drużyna Wisły popada w nawet przejściowe tarapaty, zawsze wtedy dziennikarze jej kibicujący biegną do Andrzeja Iwana z prośbą o komentarz. Andrzej nie zawodzi i zawsze ma na podorędziu pakiet życzliwych, krytycznych uwag, wyjaśniających w prostych, żołnierskich słowach przyczyny nienajlepszych wyników. Tak też zachował się po ostatnim meczu rundy zasadniczej, dzieląc się wnikliwymi refleksjami z redaktorem Bartoszem Karczem (Gazeta Krakowska-Dziennik Polski).


Zaczął od kontrowersyjnej tezy, uzależniającej efekty gry wiślaków wyłącznie od postawy Carlitosa. W tym miejscu musielibyśmy stoczyć debatę na temat roli jednostki w historii i napisać, że w pierwszej połowie lat 80-tych minionego wieku był taki wybitny piłkarz w Wiśle, nazywał się Andrzej Iwan… Rządził i dzielił na placu gry jak Napoleon pod Austerlitz, ale nikt wówczas nie odważył się powiedzieć: gra Wisły wciąż zależy wyłącznie od postawy Iwana! Potwierdzeniem takiego ujęcia było przecież ewidentne wypchanie go poza klub z Reymonta, co skutkowało drugą młodością w barwach Górnika Zabrze. Po mojemu, talent strzelecki Carlitosa idzie w parze z jego wyolbrzymionym indywidualizmem, przejawiającym się niekiedy iście podwórkowym zapałem do dryblingu, w większości przypadków kończącym się stratą piłki! W dodatku nie przejawia on specjalnej chęci gry w defensywie, co w grze zespołowej nie podnosi oceny zawodnika na niebotyczne poziomy. A zatem, jeśli już przychodzi do personalnego przypisywania zasług w grze drużyny, bardzo poważny wpływ na kształt jej poziomu mają akurat Maciej Sadlok i Pol Llonch. Ani o jotę nie mniejszy niż Carlitos…


Wynosząc ponad poziomy tego właśnie piłkarza, Andrzej stworzył sobie dobre pole do przyłożenia trenerowi Carrillo. Miał grać bardziej ofensywną piłkę niż to miało miejsce za Ramireza - powiada - a tymczasem, tak naprawdę, Wisła zagrała raptem jeden dobry mecz, w Warszawie z Legią. Jeśli prawidłowo odczytuję słowa Iwana, pobrzmiewa w nich oskarżenie hiszpańskiego szkoleniowca o swoisty protekcjonizm wobec beznadziejnego, jego zdaniem, serbskiego gracza Mitrovicia. Wolny, zagrywający wyłącznie wszerz boiska, na przysłowiowe alibi, powinien siedzieć na ławie na stałe. „Moim zdaniem, gdyby Wisła grała w dziesiątkę, bez Mitrovicia, to w ogóle nie widać byłoby różnicy. Nie wiem, gdzie Carrillo widzi te jego otwierające podania. Chyba oglądamy inne mecze” - wali Andrzej na odlew dodając, że ten fatalny przejaw swoistego kolesiostwa ma podłoże w starej znajomości panów z czasów wspólnej pracy w węgierskim Videotonie.


Od negacji warsztatu trenera i wyzerowania umiejętności Mitrovicia przechodzi Andrzej do prognozowania losów Białej Gwiazdy w finałowej próbie tegorocznego sezonu… Niestety, nie jest to prognoza optymistyczna, albowiem wyklucza szanse krakowian na włączenie się do walki o czołowe miejsca w ekstraklasie. Jeśli uznamy, ze pod pojęciem „czołowych miejsc” kryją się pozycje w końcowej tabeli od 1 do 4, to śpieszę ze zdaniem polemicznym, wierząc wciąż w spore możliwości załapania się do czwórki… W odróżnieniu od dyżurnego ponikąd sceptycyzmu Andrzeja dostrzegam w grze Wisły pod ręką Carrillo, więcej przejawów nowoczesności i ofensywności. Nie znaczy to, że nie widzę niedostatków, zwłaszcza wynikających ze zdepolonizowania składu zespołu. Przyznam, że z przykrością odbieram te fragmenty meczów przy Reymonta, w których w najbardziej polskim ze wszystkich polskich klubów, na placu gry widzę Sadloka i Cywkę! Odesłanie jednym pociągnięciem na ławkę rezerwowych Głowackiego, Brożka, Małeckiego, w pewnym sensie i Boguskiego, krytykuję nie tylko z paragrafu narodowościowego, ale też z merytoryki skutków zbytniej gwałtowności zmiany pokoleniowej.


A poza wszystkim… Przez wiele lat moim etatowym przewodnikiem po pejzażu współczesnej doli i niedoli wiślaków, był trener śp. Lucjan Franczak. Jego opinie równoważyły brawurowe krytyki Andrzeja Iwana, rozpowszechniane w mediach. Dziś, kiedy zabrakło Trenera 105-lecia MZPN, relatywizuję jego ostrą perspektywę nadstawianiem ucha ku temu, co mówi na wiadomy temat Marek Motyka. Ma powód do kompleksu wiślackiego o wiele bardziej wyrafinowany niż Andrzej Iwan, z Wisły wypraszany, ale i witany jak syn marnotrawny, w roli członka sztabu trenerskiego… Motyka tymczasem ciągle pozostaje niespełnionym kandydatem na pierwszego trenera i dysponuje bogatą argumentacją z cyklu pozytywnego myślenia o grze swoich następców…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty