Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowa Małopolska
RYSZARD NIEMIEC: W Sandecji wszyscy powinni grać do jednej bramki...2017-10-21 09:56:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (419)

Zespołowość nie tylko w grze…


Ująłbym to tak: trwa szok poporodowy, maluch czuje się znakomicie, ale matka wciąż nie wierzy, że wcześniak przeżył cesarskie cięcie, zaś do ojcostwa przyznaje się stanowczo zbyt wielu panów… Niezbyt - przyznaję - wyrafinowana metafora, dotyczy sytuacji wewnętrznej klubu piłkarskiego z Nowego Sącza po jednej trzeciej rozgrywek ekstraklasy.


Jeszcze z góry dekadę temu Sandecja stała na skraju totalnego upadku. W kasie pustki, chętnych do działania w zarządzie szukano ze świecą w ręku, organizacja i poziom sportowy leżały martwym bykiem. Wprowadzony przez Ratusz zarząd komisaryczny oparty o samotnego szeryfa Witka Wąsika, przez długie miesiące na próżno szukał sojuszników w mieście… Od tamtego czasu ruszyła, krok po kroku, renowacja stulatki, która uzyskała dodatkową dynamikę z chwilą przekazania kadrowego know how przez umykających przed piłkarską Temidą sterników Kmity Zabierzów, wkraczających do Sącza z kasą Kazka Dudy. Na jubileuszu 100-lecia obchodzonym w Domu Kultury, prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej (zbieżność nazwisk z piszącym niniejszy felieton - nieprzypadkowa) w niezbyt wytwornej laudacji zachęcił zebranych, aby wszystkim wybijającym z głowy kibicom Sandecji marzenia o ekstraklasie, nakopać do życi i pogonić gdzie pieprz rośnie…


Niemożliwe stało się możliwe już na cztery kolejki przed końcem sezonu 2016/2017, a jeśli dodać, że na pokonanym polu znalazły się kluby z Katowic, Zabrza, Sosnowca, Tychów, Legnicy, Głogowa, Chojnic, Bytowa, Suwałk, ukaże się skala niebywałego dokonania. Można się spierać, czy Nowy Sącz był przygotowany na tak wielki awans, ale będzie to dyskusja czysto akademicka. Jest wszakże faktem, że budżet Sandecji ufundowany na blisko 3-milionowej dotacji Urzędu Miasta, na wejściu do kreowania planów startowych w sezonie 2017/18 wyglądał więcej niż mizernie. Aliści już pierwsze mecze, a zwłaszcza w Gdańsku i w Białymstoku pokazały, że sączersi nie będą pękać przed bogatszymi i wyżej notowanymi. Od początku sezonu ciąży jednak, może nie tyle nad zespołem, co nad działaczami klubu, syndrom wygnańca, pozbawionego własnego obiektu. Jest to kwestia psychiki zawodników pozbawionych dopingu wielotysięczej publiki, ale ból głowy prezesów i księgowości klubowej. Do skromnego budżetu doszły koszty wynajmu stadionu w Niecieczy, to oznacza ekstraordynaryjny wydatek ponad miliona złotych, co wychodzi z 15 meczów rundy zasadniczej razy 70 tysięcy złotych. Na dwa razy tyle trzeba liczyć skutki ubytku widowni, bo zamiast 10 tysięcy widzów u siebie, trzeba zadowolić się garstką tysiąca, dwóch, którzy znajdą w sobie wolę pielgrzymowania do Niecieczy, gościnnej, ale przecież odległej. Ponieważ stało się jasne, że w bieżącym sezonie nie da się zagrać meczu o punkty u siebie, do piłkarzy i działaczy dotarła świadomość całej gamy rozmaitych skutków walki o ligowe punkty, w skrajnie niekorzystnych warunkach. Gdyby jeszcze nie chodziło o beniaminka, którego status nie znajduje precedensu w ostatnich latach historii naszego futbolu…


Nie dziwota, że w takiej sytuacji dochodzi do rozmaitych zawirowań i niesnasek w łonie ekipy zarządzającej permanentnym kryzysem, a może stanem podgorączkowym, powstającym przed meczami i po meczach. Nikt nie traktuje beniaminka ulgowo, wielu nadsłuchuje uważnie odgłosów z Sącza i zaciera ręce, chciałoby łowić echa walki buldogów pod dywanem. Aspirantów do ekstraklasowych miodów i prestiżu w Polsce nie brakuje, od morza po Podkarpacie i Roztocze… Cieniem na wewnętrznej harmonii kładzie się konieczne przecież rozwiązanie kadrowe w klubowej spółce akcyjnej, bez której nie dało się otrzymać licencji na grę w ekstraklasie. Docieranie się nowych sterników z układem kadrowym, funkcjonującym przez lata w klubowej wierchuszce, przebiega z niejakimi perturbacjami, choć przecież wiadomo, że stare i nowe konie chcą ciągnąć wózek w pożądaną stronę… Dlatego w zarodku należy gasić takie ekstrawagancje jak publiczne prężenie muskułów anonimowego skądinąd, na szczęście, już byłego - rzecznika prasowego, który publicznie objawia swoje fochy wobec trenera Mroczkowskiego.


Poza wszystkim, ośrodki decyzyjno-kierownicze Sandecji, łącznie z samym trenerem, bieżący sezon muszą potraktować jako wymagający pokoju bożego w klubie. W imię niezmarnowania sukcesu, jaki przez następne stulecie może się nie zdarzyć. Dlatego wszyscy muszą grać do jednej bramki, a nade wszystko nie wynosić naturalnych napięć wewnętrznych na publiczne żerowisko.


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty