Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > 2009/2010 > Podkarpacie > Seniorzy > I liga

Sandecja Nowy Sącz - Górnik Zabrze 2-1 (0-1)

0-1 Zahorski 23
1-1 Froehlich 61
2-1 Urban 72

Sędziował Mariusz Złotek (Gorzyce). Żółte kartki: Różalski - Przybylski. Widzów 6 tys.
SANDECJA: Różalski - Makuch, Froehlich, Zbozień, Borovićanin - Berliński - Bębenek (83 Janik), Urban, Gawęcki - Piegzik (58 Hlousek), Kmiecik (60 Aleksander).
GÓRNIK: Nowak - Kamiński (77 Danch), Banaś, Pazdan, Marciniak - Bonin (46 Świątek), Strąk, Przybylski, Cebula (70 Pitry),  Wodecki - Tomasz Zahorski.

 

Innymi osiągnięciami rywale mogli się przed meczem, którym w Wielką Sobotę żył cały Nowy Sącz, straszyć. Mistrzowskiej historii Górnika Zabrze Sandecja mogła przeciwstawić tylko najnowszą historię tego sezonu, w którym żaden rywal nie wywiózł z Nowego Sącza zwycięstwa. Po pierwszej połowie zabrzanom mogło się wydawać, że będą pierwsi, ale podobnie jak inni obeszli się smakiem.

Po pierwszej połowie, słabszej w wykonaniu Sandecji, podopieczni Adama Nawałki realizowali plan - prowadzili 1-0. - W pierwszej połowie zdecydowanie lepszy był Górnik, który miał dobrze zorganizowaną defensywę, z którą nie mogliśmy sobie poradzić. Pewnie, gdyby po jednej z kontr padła druga bramka, to byśmy się nie podnieśli - przyznawał po meczu trener sądeczan Dariusz Wójtowicz. Zabrzanie mogli prowadzić w 17 min. Wodecki strzelał jednak minimalnie niecelnie. W 24 min goście wykorzystali błąd Zbozienia przy wyprowadzaniu piłki, przejął ją Bonin i pognał z kontrą, po czym tak idealnie wyłożył piłkę Zahorskiemu, że jego wysiłek przy zdobywaniu bramki polegał tylko na dołożeniu nogi.

 

Mimo przewagi Górnika, Sandecja miała swoje szanse - strzał Piegzika wybił Nowak (30 min), a potem po akcji lewą stroną i strzale Gawęckiego z 5 m futbolówka poszybowała nad bramkę.


Zaraz po przerwie Zahorski mógł skarcić Sandecję drugim golem, a jak tego nie zrobił rozochocili się gospodarze. Grali w tej części meczu z rosnącą pewnością siebie. W 61 min Frohlich, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Bębenka, głową zdobył wyrównującą bramkę. Trybuny już szalały, więc trudno powiedzieć w jaki stan wprowadziła je 72 min. Bębenek z Gawęckim rozmontowali serią podań obronę Górnika, Gawęcki wypuścił w uliczkę Urbana, a ten nie pomylił wychodząc sam na Nowaka.

 

Gospodarze mieli kolejne szanse - Aleksander trafiał z kąta w nogi bramkarza, jeszcze okazję miał Gawęcki.  Skończyło się jednak 2-1, a więc wynikiem, który i tak uszczęśliwił cały Nowy Sącz.


- W przerwie powiedziałem zawodnikom, że widoczne były symptomy dobrej gry i trzeba dalej próbować. I tak też się stało, męczyliśmy Górnika swoimi akcjami, aż w końcu udało się zdobyć wyrównanie, a potem prowadzenie. Mimo wszystko uważam Górnika za głównego kandydata - obok Widzewa - do awansu - podkreślał Dariusz Wójtowicz.


- Do przerwy nic nie zapowiadało takiego scenariusza. Po niewykorzystanych sytuacjach na początku drugiej połowy przestaliśmy grać. Widoczny był brak Grzegorza Bonina, który wyróżniał się w pierwszej połowie, ale zgłosił uraz. Podobnie zresztą jak Mateusz Kamiński i dlatego miałem ograniczone pole manewru. W końcówce graliśmy źle. Walka o awans dopiero się zaczyna i myślę, że nie stoimy na straconej pozycji -
oceniał Adam Nawałka, szkoleniowiec Górnika.

 

- Nie da się jednak wygrać mecze grając tylko długimi piłkami. W dodatku nie można tracić tak głupich bramek jak przy pierwszym golu Sandecji. Pozwoliliśmy Sandecji strzelić bramkę i tym ich rozochociliśmy, czego efektem była kolejna. Jeżeli nie da się spotkania wygrać to trzeba przynajmniej zremisować, jednak my nawet tego nie potrafiliśmy zrobić - dodawał swoje słowa krytyki Grzegorz Bonin.

 

LIM/gornikzabrze.pl

WIADOMOŚCI

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty