Facebook
kontakt
logo
Strona główna > MISTRZOSTWA EUROPY - FRANCJA 2016
RYSZARD NIEMIEC: Niektóre kręgi przyjęły z rozczarowaniem brak medalu na EURO 2016, czy słusznie?2016-07-01 19:42:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (350)

Wedle stawu grobla…


Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził… Stare, ludowe porzekadło wpisuje się w nurt zawodu, z jakim niektóre kręgi przyjęły bezmedalowy powrót naszej reprezentacji do kraju. Punktem odniesienia czynią dwa trzecie miejsca na mistrzostwach świata, zdobyte przez ekipy Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka (1974 i 1982), oraz złoty i srebrny medale olimpijskie w Monachium i Montrealu (1972 i 1976).


Analogia, owszem, pozostawia pewien niedosyt, aliści nie uwzględnia dzisiejszych realiów, z wielu powodów stawiających przed naszymi kadrowiczami dodatkowe utrudnienia. W tamtej Europie daleko było do rozpadu Związku Radzieckiego i Jugosławii, co w efekcie spowodowało pojawienie się nowych, silnych reprezentacji narodowych takich jak Ukraina, Białoruś, Kazachstan, Serbia, Chorwacja, Bośnia-Hercegowina, nie mówiąc już o pozostałym wianuszku, z nowo przyjętym do UEFA Kosowem. W europejskich, wysoko rozwiniętych krajach piłka nożna stała się megabiznesem z udziałem wielkiego kapitału oligarchicznego i arabskiego, do których podłączyły się struktury gospodarcze państwa. Konkurencja się zaostrzyła niesłychanie, a przypadki niegdysiejszych sukcesów krajów tzw. obozu socjalistycznego (Węgry, Czechosłowacja, Jugosławia) w rywalizacji globalnej i kontynentalnej są dziś nie do powtórzenia. Trzeba czasu i wielkich nakładów, aby odrobić narosłe zapóźnienia. Na dobrą sprawę, wystarczy zestawić wysokość budżetu Polskiego Związku Piłki Nożnej z potencjałem finansowym federacji szwajcarskiej, portugalskiej, nie mówiąc już o niemieckiej, która nas nakrywa czapką pełną milionów euro.


Dołóżmy do tego i tę refleksję o polskim państwie, które od przełomu ustrojowego w 1989 roku zdystansowało się od nakładów na sport wyczynowy w ujęciu seniorskim, zlecając, na otarcie łez, samorządom, finansowe wspieranie sportu dzieci i młodzieży. Szeroka podstawa piramidy najpopularniejszego sportu cierpi więc na chroniczny niedostatek środków na zaspokojenie elementarnych potrzeb. Nie wiedzieć skąd wzięte przekonanie, że „piłka wyżywi się sama” od ćwierćwiecza nabiera mocy prawdy objawionej i de facto zamraża okoliczności rozwoju. Spodziewany przełom od momentu pożegnania PRL i uruchomienia wolnego rynku, miał skutkować silnym dopływem prywatnego kapitału do struktur klubowych, zastępując mecenat państwowy. Gdyby chcieć weryfikować owe nadzieje i skonfrontować je z realiami futbolu, wypadałoby postawić zapowiadanej operacji notę ledwie dostateczną. Za uzasadnienie tej oceny niech służy fakt, że spora ilość klubów grających w dwóch najwyższych klasach rozgrywkowych, w tym ekstraklasie, opiera swe budżety na… dotacjach samorządów wielkomiejskich gmin (między innymi - Gliwice, Zabrze, Wrocław, Kielce, Chorzów, Szczecin, Bielsko-Biała, Katowice, Tychy, Płock, Nowy Sącz, Bydgoszcz, Olsztyn, Mielec).


Od dwu i pół dekady trwają w naszym kraju przymiarki do rozluźnienia biurokratycznych barier, krępujących intensywniejsze wejście kapitału w wyczyn sportowy. Wielu polityków rozmaitych opcji przegadywało możliwość zainstalowania w systemie podatkowym instrumentów, zapewniających ulgi dla przedsiębiorców inwestujących w kluby piłkarskie. Lata mijają, wiele państw poszło tą drogą, u nas ta kwestia nie wyszła poza fazę czczych przymiarek.


Podstawową metodą zdobywania środków na prowadzenie profesjonalnego klubu wysokiego wyczynu ciągle pozostaje transfer zagraniczny. Uniemożliwia ten przymus ekonomiczny budowanie konkurencyjnych wobec klubów europejskiej pierwszej prędkości, destabilizuje co sezon składy naszych zespołów, utrudnia rozwój, czyni z polskiego futbolu klubowego swego rodzaju półkolonię. W tym miejscu odrzucam nieprawdziwą tezę o zagranicznym transferze jako jedynej drodze, prowadzącej do zrobienia wielkiej kariery. Michał Pazdan, Bartosz Kapustka, nie grali ani minuty poza granicami Polski, przeszli cały szlak krajowego systemu pracy z utalentowanymi jednostkami, występują w ekstraklasowych zespołach, a statusu wybitnych zawodników nie sposób im odmówić. Bez względu na niuanse i konteksty towarzyszące sporom o skutki masowych wyjazdów zagranicznych polskich piłkarzy, jedna prawda przebija się przez szum informacyjny i emocje związane z finałami mistrzostw Europy. Są nią wyniki naszych dwu czołowych zespołów klubowych – Cracovii i Zagłębia Lubin, które równolegle z reprezentacją narodową walczącą z Portugalią, toczyły boje o punkty w rywalizacji Ligi Europy. Niech starczą za pointę wszystkim rozczarowanym brakiem medalu na EURO 2016…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty