Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > Małopolska 2012/2013 > Seniorzy > V liga (Kraków I)
Dziesięciu z Wieczystej tyle samo wartych co jedenastu z Bronowic

Bronowianka Kraków - Wieczysta Kraków 3-3 (1-1)

1-0 Hajduk 25
1-1 Fryc 40, karny
1-2 Żuchowicz 55
2-2 Gzyl 57, karny
3-2 Fall 64
3-3 Fryc 75, karny
Sędziowali Jarosław Kuźniar oraz Marcin Ciepły i Matusz Fic. Żółte kartki: Szeller, Gzyl - Żuchowicz, Kwiatkowski.
BRONOWIANKA: Jakubiszyn - Pietuchow, Frankowski, Gilski, Kowalczyk - Szeller (67 Bogusz), Hajduk (73 Kwaśny), Małodobry (78 Walczak), Augustyn (46 Lipiński) - Fall, Gzyl.
WIECZYSTA: Szewczyk (46 Sekuła) - Folwarski, Chorąży, Fryc, Pacanowski, Kuźmiński, Żuchowicz, Surmański (55 Oleksy), Grząbka, Żołna (55 Kwiatkowski).

Do niespotykanej sytuacji doszło w Bronowicach. Wieczysta wyszła na boisko w dziesiątkę i tak spędziła całe 90 minut. Mimo to zdołała strzelić trzy gole, co dało jej remis z grającą w pełnym składzie Bronowianką. - Naszych dwóch młodzieżowców nie mogło dojechać na mecz. Musieliśmy więc grać w dziesiątkę - tłumaczył z niewesołą miną trener Wieczystej Tadeusz Piotrowski. W tej sytuacji punkt to dla gości więcej niż spełnienie marzeń. Dla gospodarzy remis jest wstydliwym skwitowaniem słabości. Kolejny raz w tym sezonie nie wykorzystali gry w przewadze.

- Po takim meczu odechciewa się wszystkiego. Nie potrafimy wygrać z rywalem, który przez 90 minut gra w dziesiątkę i jeszcze tracimy trzy bramki - martwił się po ostatnim gwizdku trener Bronowianki Arkadiusz Kubik.

Żadne pocieszenie, że dwa z tych trzech goli padły z rzutów karnych. Wszystkich jedenastek sędzia Kuźniar widział trzy, protesty piłkarzy były wobec wszystkich ...

Bronowianka prowadziła po ładnej bramce Hajduka z 25 metrów, który zmieścił piłkę obok lewego słupka bramki Wieczystej. W 28 min miała szansę na podwyższenie, gdy Fall ze środka zagrał na prawo do Szellera, a ten dograł przed bramkę po ziemi, nie zdążył jednak zamknąć akcji nadbiegający Gzyl.

W 40 min Wieczysta wyrównała po strzale Fryca z rzutu karnego, podyktowanego za rękę zawodnika Bronowianki w polu karnym. Ruchu do piłki nie wykonywał, został w uniesioną trafiony. Arbiter tłumaczył w przerwie: - Jak się tak podnosi rękę w polu karnym, to można się spodziewać decyzji o rzucie karnym...

Goście mogli zaraz potem prowadzić. Folwarski z 40 metrów o mało co nie przelobował Jakubiszyna, ten cofając się wybił piłkę spod poprzeczki, po czym z impetem uderzył plecami w słupek. Wytrwał jednak w bramce do końca meczu, w przeciwieństwie do swojego odpowiednika z Wieczystej. - Zakłuło mnie coś w mięśniu, a w moim wieku jak coś zakłuje, to lepiej zejść...  - tłumaczył zmianę w przerwie Dariusz Szewczyk.

Wydarzenia w drugiej połowie przybrały zaś niespodziewany obrót. Cały czas grająca w "10" Wieczysta wyszła na prowadzenie po kuriozalnym błędzie obrońcy Bronowianki, wyprowadzającego piłkę z własnej połowy i właściwie oddającego ją Żuchowiczowi. Ten z prezentu skorzystał, wyszedł sam na Jakubiszyna i trafił do celu. Dwie minuty później było już 2-2. Tym razem to goście mieli pretensje o rzut karny, podyktowany za rękę w ich polu karnym. Na gola zamienił go Gzyl.
 
W 64 min gospodarze ponownie prowadzili - dogranie Lipińskiego z lewej strony Fall zamienił na bramkę, spokojnym strzałem na wprost do celu. Wynik 3-2 nie utrzymał się jednak do końca, bo w 78 min sędzia Kuźniar podyktował trzeciego karnego (tym razem zobaczył faul w polu karnym Bronowianki),a skutecznym egzekutorem znów był Fryc.


W końcówce Lipiński i Fall nie wykorzystali bramkowych szans i mecz zakończył się remisem - 10 piłkarzy z Wieczystej okazało się tyle samo wartych co 11 piłkarzy z Bronowic. 

- To jest nasz problem jesienią - grając z teoretycznie słabszymi zespołami tylko remisujemy. Dlaczego tak? Bo w głowach piłkarzy pojawia się zgubna myśl, że ze słabszym spokojnie sobie poradzą. A przecież nikt się przed nimi nie położy i nie powie "strzelajcie nam". Wieczysta walczyła, całe serce włożyła w to spotkanie. Teraz możemy sobie tylko pluć w brodę - mówił po meczu Arkadiusz Kubik. - Nie potrafimy z gry u siebie zrobić atutu, sytuacje mamy, ale ich nie wykorzystujemy. Stale powtarzam zespołowi, że w piłce o wyniku decydują niuanse: komunikacja na boisku, koncentracja, jakoś to nie dociera... A potem tracimy tak kuriozalną bramkę jak ta druga, gdy właściwie sami wykładamy piłkę rywalom jak na tacy.  Zostały nam jeszcze dwa mecze jesienią, musimy w nich punktować, bo wiosna zapowiada się jeszcze trudniejsza - dodał.

MS

WIADOMOŚCI

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty