Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > Małopolska 2012/2013 > Seniorzy > V liga (Kraków I)
Bronowianka w dziesiątkę mogła wygrać

Bronowianka Kraków - Jura Łobzów 1-1 (0-1)

0-1 Jedynak 8
1-1 Gzyl 47

Sędziowali Robert Kurcius oraz Michał Gurgul i Krzysztof Nowak. Żółte kartki: Gzyl - Osuch, Smreczak. Czerwona kartka: Kwaśny (31, faul).
BRONOWIANKA: Jakubiszyn - Idziak, Gilski, Bogusz, Kowalczyk - Kwaśny, Ałłachwerdijew (77 Hajduk), Małodobry, Pietuchow (74 Augustyn) - Frankowski (46 Fall), Gzyl (85 Skotniczny).
JURA: R. Jończyk - Gocyk, Smreczak, Boś, Haberka - Słowik, Lichota, Cupiał, Zięba (46 Szczepanik) - Jedynak, Osuch (84 Micuła).

Gdyby wziąć pod uwagę suchy fakt, że Bronowianka godzinę spędziła grając w dziesiątkę przeciwko jedenastu rywalom, a od 8. minuty przegrywała 0-1, to punkt mogłaby potraktować jako zysk. Ale po meczu może mieć duży niedosyt. Gospodarze zapomnieli o osłabieniu i w drugiej połowie natychmiast wyrównali, a potem tworzyli kolejne sytuacje. Piłka nie chciała jednak wpaść do bramki, nawet przy tak doskonałej okazji jak rzut karny.  W 60. minucie nie wykorzystał go Gilski, którego intencje łatwo rozszyfrował bramkarz Jury.

Goście w drugiej połowie też chyba zapomnieli, że przynajmniej w teorii mają przewagę (liczebną) i bronili się, jakby to ich było mniej na boisku. A zaczęli przecież nieźle. Przetrwali pierwszy atak Bronowianki (piłkę po strzale Gzyla z 11 metrów wybił Jończyk), a minutę po nim pierwszą swoją groźną akcję zakończyli golem. Lewą stroną uciekł Zięba, dograł do Jedynaka, a ten pokonał Jakubiszyna. W 17. minucie mogło być 0-2. Jedynak dostał piłkę na prawej stronie po długim podaniu, próbował dograć do Osucha, ten przepuścił futbolówkę, trafiła ona do nadbiegającego Cupiała, który uderzył mocno. Ale piłkę świetnie wybił bramkarz Bronowianki.

W 25. minucie Frankowski powinien wyrównać, dostał prostopadłe podanie od Gzyla i wyszedł sam na Jończyka, ale zamiast przyłożyć co sił, strzelił tak lekko, że bramkarz nie miał kłopotu z obroną. Jeszcze jedną taką szansę Frankowski miał w 40. minucie, gdy Ałłachwerdijew przerzucił do niego piłkę z lewej na prawą stronę. Gdyby napastnik Bronowianki uderzył bez przyjęcia, może byłby gol, ale chyba nie wierzył, że tak umie, bo najpierw przyjął piłkę, a potem kopnął Bóg wie gdzie... Takie marnotrawstwo było już bardzo nie na miejscu, bo od dziewięciu minut Bronowianka grała w dziesiątkę. Kwaśny, bohater meczu z Olkuszem, sfaulował Ziębę przy bocznej linii, a sędzia wycenił to przewinienie, nagłośnione krzykami ofiary, na czerwoną kartkę.

Na tę nową sytuację trener zespołu z Bronowic Arkadiusz Kubik zareagował korektami ustawienia i przykazaniami, które jego zespół nieźle realizował. Pomogła mu szybko (bo w 47. minucie), zdobyta wyrównująca  bramka. Z lewej strony boiska rzut wolny wykonywał Kowalczyk, wrzucił piłkę w pole karne, a tam Gzyl świetną "główką" zaskoczył Jończyka. I odtąd dziesiątka bronowiczan atakowała, a jedenastka Jury się broniła, od czasu do czasu kontrując. W 57. minucie Fall strzelał z prawej strony pola karnego, bramkarz złapał piłkę. W 60. minucie Pietuchow wykorzystał błąd obrony gości i wdarł się w pole karne, a tam padł po starciu z Gocykiem. - Kopnął mnie - twierdził potem Pietuchow. Sędzia główny nie był wcale tego pewien, bo nakazał grać dalej, by dopiero po dłuższej chwili zauważyć asystenta, rozpaczliwie machającego chorągiewką i krzyczącego "karny". W tej sytuacji główny zmienił decyzję i zarządził jedenastkę. Pchał się do niej Fall, ale nie dał mu strzelać Gilski. No i nie miał szczęścia...

W 65. minucie Bronowianka miała kolejną bramkową szansę. Fall wyłuskał rywalom piłkę w polu karnym, przejął ją Ałłachwerdijew i uderzył tuż obok lewego słupka. W 75. minucie Gilski zainicjował kolejną ciekawą akcję gospodarzy, podał na lewo do Augustyna, ten mógł i powinien już strzelać, ale zdecydował się jeszcze dogrywać do Falla, a ten spudłował.

Za te wszystkie niewykorzystane sytuacje los mógł się zemścić w końcówce. W 83. minucie Boś główkował z bliska, Jakubiszyn wypuścił piłkę z rąk, ale zdążył po nią jeszcze sięgnąć uprzedzając w ostatniej chwili  rywala. W doliczonym czasie piłkę meczową miał Hajduk, po prostopadłym podaniu Małodobrego, ale zamiast strzelać podawał...

MAST

WIADOMOŚCI

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty