Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > Małopolska 2010/2011 > Seniorzy > Ekstraklasa
Czwarty z rzędu mecz Wisły bez zwycięstwa, Lenczyk ma punkt

Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 0-0

Sędziowali Adam Lyczmański (Bydgoszcz) oraz Maciej Daszkiewicz i Dariusz Ignatowski. Żółte kartki: Branco - Socha. Widzów 15 000
WISŁA: Pawełek – Branco, Kowalski, Bunoza, Paljić – Sobolewski, Wilk (46 Jirsak) – Małecki, Żurawski (77 Boguski), Bohukhari (46 Kirm)– Paweł Brożek
ŚLĄSK:
Kelemen – Wołczek, Celeban, Fojt, Spahić – Sztylka – Socha, Kaźmierczak – Mila – Diaz (58 Gikiewicz), Ćwielong (76. Sobota) .

Wisła Kraków, choć dominowała, tylko bezbramkowo zremisowała ze Śląskiem Wrocław w meczu 8. kolejki piłkarskiej ekstraklasy. To czwarty z rzędu mecz zespołu Roberta Maaskanta bez zwycięstwa. Orest Lenczyk wrócił na Reymonta i wywiózł co chciał - punkt przełamujący złą passę wrocławian.

 

Tuż po 20. bydgoski arbiter Adam Lyczmański dał sygnał do rozpoczęcia do zmagań. Po kilku wpadkach, jakie przydarzyły się mu w ciągu minionych tygodni, wyjątkowo gorzko został powitany przez widzów na stadionie przy ulicy Reymonta. Na trybunach zasiadło około 15 tysięcy kibiców. Wolnych miejsc nie brakowało. Entuzjazm związany z częściowym otwarciem przebudowywanego obiektu powoli mija. Teraz, by go zapełnić potrzebne będą wyniki.

W ostatnim czasie punktów brakowało obydwu drużynom. Wisła nie odniosła zwycięstwa w trzech kolejnych spotkaniach ligowych, a wrocławianie notorycznie zawodzą od inauguracyjnej kolejki. Wobec tego znaleźli się na przedostatnim miejscu w tabeli, a pracę stracił Ryszard Tarasiewicz. Jego zastępcą został Orest Lenczyk. Pierwsze zajęcia poprowadził w poniedziałek, a dziś postawił na autorski skład. Najbardziej zauważalną zmianą było przesunięcie Sebastiana Mili na pozycję ofensywnego pomocnika, co miało dać mu więcej opcji do kreowania ofensywnych poczynań nieskutecznego zespołu.

Wychodzących na murawę piłkarzy gromkimi oklaskami i efektowną oprawą przywitali zaprzyjaźnieni ze sobą kibice. W sportowej rywalizacji o kurtuazji nie mogło być już mowy, niemniej kości też nie trzeszczały. Na równej zielonej płycie futbolówka słuchała piłkarzy, stąd starali się operować krótkimi podaniami.

Gospodarze uzyskali przewagę, prowadząc akcje częściej prawą flanką. Serge Branco i Patryk Małecki chętnie podejmowali współpracę, a gdy dochodzili w okolice pola karnego szukali dośrodkowaniem kolegów. Drugi z nich był inicjatorem sytuacji w 10 minucie. Rozegrał do rozpędzonego Cezarego Wilka, a ten posłał piłkę wzdłuż 11 metra. Celowo przepuścił ją Maciej Żurawski, a zamykający dogranie Nourdin Boukhari wywalczył rzut rożny. Napór Wisły nie słabł. Przewagę wypracowywali aktywni boczni obrońcy na czele z Branco, który „wygryzł” ze składu przeciętnie dysponowanego Erika Cikosa.

Po 25 minutach prowadzonych w naprawdę wysokim tempie i obfitujących w ciekawe sytuacje, drużyny spuściły z tonu. Nudno na pewno jednak nie było. Wisła utrzymywała się dłużej przy piłce, a goście, nienajlepiej czujący się w nowym ustawieniu, liczyli na kontrę lub strzały z dystansu. Dwukrotnie próbował Przemysław Kaźmierczak, ale nie zrobiło to wrażenia na Mariuszu Pawełku. Nerwowo pod jego bramką zrobiło się w 34. minucie za sprawą kiksującego Gordana Bunozy. W końcu udało się mu zażegnać niebezpieczeństwo, a Śląsk mógł obejść się smakiem niewykorzystanego prezentu. Jednakże dodało mu to animuszu, przez co przed przerwą przypomniał, że też potrafi grać w piłkę.

Reakcja na wynik Roberta Maaskanta była gwałtowna. Na drugą połowię nie wybiegli już Bouhkari i Wilk. Miejsce na lewym skrzydle zajął Andraż Kirm, a do środka pola powędrował Tomas Jirsak. Czeski rozgrywający ustawiony został nieco przed Radosławem Sobolewskim, któremu powierzono głównie defensywne zadania. Ich efektów długo nie było widać, bo w grze Wisły było wszystko prócz ostatniego podania otwierającego drogę do zdobycia bramki.

Śląsk sprawiał wrażenie zadowolonego z remisu. W akcje angażowało się maksymalnie pięciu zawodników, a pozostali ustawieni blisko siebie zabezpieczali tyły. Mimo tego po jednym z wypadów krakowianom udało się przedostać w pobliże bramki. Nieco zaskoczony nieuwagą przeciwników Kirm uderzył z granicy pola karnego, ale i tym razem Marian Kelemen wyszedł z opresji.

W 77. minucie dokonana została ostania zmiana w Wiśle. Rafał Boguski zastąpił Macieja Żurawskiego. Nijak wpłynęło to na drużynę, dążącą za wszelką cenę choćby do strzelenia jednego gola. Upływający czas nie paraliżował wiślaków, ale nieustannie bili głową w mur. Wynikało to po części z braku elementu zaskoczenia. Niemal wszystkie akcje zawiązywane były na skrzydłach, co bezproblemowo odczytywali przeciwnicy. Na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry to oni znaleźli się w dogodnej sytuacji do zgarnięcia całej puli. Po 50-metrowy rajdzie Waldemar Sobota wdarł się w pole karne. Nie pokusił się jednak o uderzenie z ostrego kąta i zdecydował się na dogranie do nabiegającego partnera. To było zbyt lekkie, przez co Pawełek natychmiast posłał piłkę do drugiej linii.

- Zero ambicji, Wisełko zero ambicji – odśpiewali fani po ostatnim gwizdku. Ich pupile atakowali, ale bez furii. Bezbramkowy remis okazał się potężną dawką rozczarowania. Sam mecz nie rzucił na kolana, ale mógł się podobać szczególnie w pierwszej połowie.

Robert Błaszczyk

WIADOMOŚCI

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty