Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > Futbol mlodzieżowy
RYSZARD NIEMIEC o kryterium wiślackości formułowanym przez spadkobierców sektora X i zablokowaniu kandydatury trenera2018-07-14 11:42:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (456)

Przypadek Łukasza S.


Piłkarski krakówek pożywia się właśnie sprawą amputacji pracowniczej umowy trenera Łukasza Surmy z Wisłą, w której miał on prowadzić zespół juniorów, występujący w Centralnej Lidze Juniorów U-18. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich ligowców, wychowanej Białej Gwiazdy, po skończeniu bogatej kariery, po zaliczeniu wieloletniego stażu w takich klubach jak Ruch, Legia, Lechia i ponownie Ruch, szykuje się do trenerskiego fachu.


Ma na koncie występy w klubach zagranicznych, izraelskich i austriackich, cieszy się w środowisku zawodników mirem, często ubierał opaskę kapitana drużyny. Należał do zawodników, o których mówi się, że ma oczy dookoła głowy, czyli wybitne zdolności do prowadzenia gry. Kumulował w sobie wiedzę wynikającą z doświadczeń warsztatowych wielu wybitnych trenerów. Tym samym wnosi do trenerki walory człowieka, przygotowanego intelektualnie do zawodu, do którego od zawsze zmierzał. Mimo blisko dwu dekad pobytu poza klubem, pierwsza miłość znalazła szczęśliwą kontynuację i stymulację w drugiej zmianie pokoleniowej; mam na myśli 12-letniego syna Łukasza - Dawida, od kołyski szkolonego w wiślackiej akademii. Wymienione, atuty i predyspozycje czyniące z Surmy wielce obiecującego kandydata do trenerskiej posługi najwyższego wtajemniczenia znalazły uznanie w oczach kierownictwa klubu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Wisła poszerzyła swój potencjał szkoleniowy o właściwego człowieka i słusznie  powierzyła mu szkolenie najcenniejszego zasobu klubowego narybku.


Przed dosłownie paroma dniami, jak grom z jasnego nieba, spadła na środowisko nowina o skutecznym zablokowaniu  kandydatury Surmy przez Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków! Wyszło na to, że Łukasz nie posiada dostatecznej ilości wiślackich krwinek i w związku z tym nie może kształtować piłkarskich życiorysów młodzieży z Reymonta… Natychmiast ruszyła fala zenitalnych zdziwień i zaskoczeń, do pedagogicznego smrodku w internecie doszlusowują katoni z mass-mediów z ciężkim oburzeniem. Biją na alarm, że władze klubu uginają się pod nieuprawnioną presją kibolstwa, które sięga po kolejne obszary władzy w klubie. Nawet prezes PZPN zareagował z oddali wpisem na Twitterze, nazywając uzurpację skandalem i jeszcze jedną odmianą „polskiego piekiełka”. Ma rację, ale nie do końca…


Staram się podejść do sprawy z nieco głębszym jej zrozumieniem, wolnym od stereotypów i powierzchownych ocen, prostych w swej diagnozie i uproszczonych w warstwie przyczynowej. Afront spotykający Łukasza Surmę bierze się z pewnego szerszego, socjologicznego zjawiska, jakim jest coraz bardziej wysoka poprzeczka tożsamościowa kibicowskich skupisk klubowych. Każdemu, pretendującemu do statusu 100-procentowego wiślaka, legionisty, lechity, pasiaka, wyznaczane są wyśrubowane parametry identyfikacyjno-tożsamościowe. Nie można być połowicznym członkiem hermetycznej społeczności, trochę wiślakiem, trochę pasiakiem, czy nawet garbarzem! Poziom identyfikacji nie wyznaczają subiektywne przekonania i uczucia. Liczy się to, co o człowieku sądzi spojona więzami zbiorowość.


Kibicowskie relacje międzyklubowe na osi Wisła - Cracovia nacechowane w dodatku tak wielką, chorobliwą niechęcią, a nawet wrogością, mają w tym akurat przypadku negatywne skutki personalne. Ludzie trzymający władzę w wiślackim stowarzyszeniu objawili zapewne ten rodzaj pamiętliwości, który wziął pod uwagę genetyczne parametry Łukasza i dokopali się do ojca Fryderyka - zawodnika Cracovii, a zapewne i stryja - śp. Henryka - duchownego, popularnego  kapelana klubu z drugiej strony Błoń. Nie odpuścili też na bank Łukaszowego stażu w Legii i to z czasów jej ostrej rywalizacji z Wisłą o prymat w ekstraklasie. Tak postrzegam genezę kuriozalnego wilczego biletu, tak bardzo krzywdzącego sportowca, który nigdy w karierze nie uronił jakiegokolwiek aktu wrogości wobec swego pierwszego klubu, a przecież wywiadów udzielonych przez niego czytałem niemało.


Inną kwestią pozostaje łatwość z jaką kierownictwo klubu ulega kontrowersyjnym żądaniom środowiska kibicowskiego… Ma to zjawisko swoje uzasadnienie w faktach organizacyjno-finansowych jakie miały miejsce w ciągu ostatnich dwóch sezonów. Porzucony przez TeleFonikę na pastwę losu, a głównie oddany w ręce malwersanta Meresińskiego, piłkarski zawodowy klub, został uratowany przez biedne, jak mysz kościelna - TS Wisła. W nim rolę suwerena sprawowali działacze wyłonienieni przez stowarzyszenie kibicowskie. Powstała kadrowa unia personalna, której jedynym, spolegliwym partnerem stała się armia kibiców. To oni w chwilach kryzysów finansowych organizują akcje pomocowe, łatające nagłe potrzeby finansowe klubu, to od ich masowej frekwencji na meczach formuje się budżetowe pożytki klubu. Wisła odstraszająca inwestorów finansowymi trupami w szafie, zostawionymi przez poprzedniego właściciela, zadłużona po dziurki w nosie, nie mogąca, niestety, liczyć, jak wiele klubów w Polsce, na skuteczną pomoc samorządu, coraz bardziej uzależnia się od naturalnego sojusznika, jakim pozostaje Stowarzyszenie Kibiców. Stąd zaskakujący obrót sprawy zatrudnienia Surmy. W zbiorowym imaginarium wartości spadkobierców sektora X na starym stadionie, nie sprostał on kryterium wiślackości. W dobie narastającej nienawiści pomiędzy podmiotami z ulic Kałuży i Reymana, nabiera ona cech coraz bardziej hermetycznych i złowrogich, podsycana pamięcią pomordowanych w konflikcie kibiców z obu stron.


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty