Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > Futbol mlodzieżowy
RYSZARD NIEMIEC o przesłaniach i wnioskach nasuwających się po tegorocznej edycji turnieju o Puchar Tymbarku2018-05-05 19:13:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (446)

Maskotka „Kubuś” nie lubi Krakowa?


Nie ma drugiego turnieju dziecięco-młodzieżowego w polskim piłkarstwie, który by mógł konkurować z imprezą organizowaną pod auspicjami firmy Tymbark! Trwająca od kilkunastu lat ogólnopolska zabawa dziewcząt i chłopców w przedziale wiekowym 8-12 lat osiągnęła w tym roku szczyt popularności.


O ile rozgrywki eliminacyjne na szczeblu gminnym i powiatowym, a nawet wojewódzkim, z powodu niskich budżetów, zatrącają w wielu miejscach paździerzem i bylejakością, to finał rozgrywany w Warszawie może ubiegać się o złoty laur organizacyjny. Swoje robią stadiony Legii i Agrykoli, obiekty w silnej symbolice wynikającej z historycznych konotacji, a już niesamowite przeżycia towarzyszom uczestnikom gwarantuje występ na Stadionie Narodowym. Kolosalną różnicę w postrzeganiu turnieju robi oprawa medialno-promocyjna. Nie dość, że tata z mamą, plus babcia ze stryjenką, dzięki bezpośredniej transmisji telewizyjnej (chwała Polsatowi!) mogą obejrzeć córkę lub syna na ekranie, to jeszcze o jej/jego wyczynach na murawie rozprawiają popularni komentatorzy, że wspomnę Mateusza Borka. O imprezie informuje na bieżąco kompleks audiowizualny, wszystkie stacje radiowe, telewizja internetowa, bębnią media społecznościowe. Zawody prowadzą najlepsi polscy sędziowie ligowi na czele z Szymonem Marciniakiem i Pawłem Gilem, właśnie nominowanymi do obsady meczów na rosyjskim mundialu. W rolę asysty, wyprowadzającej dziatwę na murawę - prezes i wiceprezesi PZPN, selekcjoner i dyrektor narodowej reprezentacji, wreszcie Jan Tomaszewski we własnej osobie - w roli Arki Przymierza, łączącej minione lata chwały polskiego futbolu z jego dniem dzisiejszym. Uroczysty charakter wejścia na murawę podkreśla skrzypek na stadionie, którego widok, nawet bez smakowania granej frazy muzycznej, nadaje zdarzeniu dawkę nieprawdopodobnej liryki, która zapada w pamięć na zawsze.


Wielka piłka w krótkich majtkach przeżywa swoje dni! Oprawa oprawą, ale najważniejszy jest rosnący poziom umiejętności grających, w szeregach których rzuca się w oczy coraz liczniejsze grono autentycznie zdolnych jednostek, zwłaszcza wśród dziewcząt. W tym kontekście, dosyć zaskakująco słabo wypadły na stołecznych boiskach zespoły reprezentujące Małopolskę. Jedynie dziewczęta Piasta Skawina w konkurencji U-10 dobrnęły do ćwierćfinału, natomiast ich starsze o 2 lata koleżanki ze Staszkówki Jelnej, podobnie jak chłopcy z Halnego Kamienica i Dunajca Nowy Sącz, nie przebrnęli eliminacji grupowej. To jeden z gorszych wyników zanotowanych przez małopolską dziatwę w historii Tymbarku.


Nie stało się to przecież z przypadku, czy zbiegu niefartownych zdarzeń. Od kilku edycji da się przecież zauważyć niepokojące zjawisko dystansowania się potencjalnych uczestników z większych, miejskich ośrodków od udziału w rozgrywkach Tymbarku. Zwłaszcza eliminacje w największym skupisku uprawiających piłkę dzieci, prawie milionowym Krakowie, biegną jak po grudzie, bez rozmachu, na zasadzie odfajkowania, po prostu. Wygląda to dziwnie, tak, jakby główna maskotka imprezy, za którą przepadają dzieci od Bałtyku po Tatry - niedźwiadek „Kubuś”, u dziewcząt i chłopców z Krowodrzy, Podgórza czy Nowej Huty budził awersję i lęk…


Tymczasem w Polsce turniej o Puchar Tymbarku postrzegany jest jako forma zaistnienia szkółek, akademii, klubów uczniowskich i im podobnych. Wśród zwycięzców szczebla centralnego pojawili się chłopcy z rzeszowskiej Akademii Młodych Orłów, dla których szczęśliwy finał na Narodowym był potwierdzeniem zdobytych, nieprzeciętnych umiejętności.  Drugi zwycięzca zza naszej wschodniej miedzy międzywojewódzkiej - dziewczęta z Krosna, reprezentują akademię Beniaminek, będącą oczkiem w głowie krośnieńskiego OZPN.


Generalnym przesłaniem i wnioskiem, jakie nasuwają się po tegorocznej edycji Tymbarku, staje się konieczność przepracowania stosunku organizatorów rozgrywek niższego i średniego szczebla. Miał on dotąd charakter akcyjny i doraźny, żeby nie powiedzieć - powierzchowny i na odczepnego. Robi sobie PZPN pokazówkę na Narodowym za pieniądze sponsora, a w terenie zostają ochłapy z dotacji, trudno się zatem dziwić, że za 500-złotowe wsparcie imprezy w gminie i powiecie, szału być nie może, raczej „żeby Polska nie zginęła…” Jakieś jądro prawdy w tym jest, tyle tylko, że do dyspozycji są jeszcze owe 2 tysiące złotych, które każdemu podokręgowi dorzuca z własnych środków, związek regionalny. Jak wiadomo, same dotacje, nawet najwyższe, nie zastąpią energii, zapału i pomysłowości społecznych działaczy. Tylko oni inspirowani ideą, a ponadto wspomożeni koordynatorami wyznaczonymi przez centralę, mogą odmienić wizerunek imprezy dotąd wciąż siermiężny i nie wzbudzający szerszego zainteresowania lokalnych społeczności. Szczególnie w województwie małopolskim pora przywrócić jej charakter powszechny i zapobiec staczaniu się jej do roli animatora marzeń sportowych dzieci ze wsi i małych miasteczek…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty