Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > Futbol mlodzieżowy
RYSZARD NIEMIEC Turniej o Puchar Tymbarku jest nieprawdopodobnym generatorem popularyzacji dyscypliny, zagarniającym pod swe wpływy najzdolniejsze dzieci, ojców, matki...2017-04-01 16:21:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (390)

Kto na podwórko, kto na stadion?


Nie ma stuprocentowej pewności, że piłkarski turniej dzieci o Puchar Tymbarku („Z podwórka na stadion”) rzeczywiście jest największy w Europie, ale jeśli to prawda, to są powody do dumy za rozmach organizacyjny. Mnie ten rekord specjalnie nie porywa, ale rozczula, a niekiedy uruchamia ciary na plecach. Z innego, niż statystyka, powodu. Jest przede wszystkim nieprawdopodobnym generatorem popularyzacji dyscypliny, zagarniającym pod swe wpływy najzdolniejsze dzieci, ojców, matki.


Magnetyczne właściwości i demokratyzm futbolu przyciąga wszystkie stany. W tym kapłański. Podkreślam ten fakt, bo od 14 lat mam przed oczyma proboszcza z Sobolowa - księdza Stanisława Jachyma, trenerskiego naturszczyka, przywożącego na wojewódzki finał kolejną ekipę dziewczynek. Jego psychika zbliżona do temperamentu szalejącego Michała Probierza - trenera ekstraklasowej Jagiellonii, przekłada się na cały wachlarz motywacyjnych gestów, bon motów, aktów uniesienia i rozpaczy. Tegoroczny udział w finale wojewódzkim rozgrywanym w miniony czwartek-piątek, przyniósł ze sobą kolejny księżowski słowny greps w postaci napomnienia dla podopiecznej: Chryste Panie, skaranie boskie, co ty robisz Julka...?!


Socjologicznym i estetycznym odkryciem wszystkich etapów turnieju, od fazy gminnej po centralną, pozostaje zbiorowisko matek walczących na murawie dziewcząt i chłopców. To jest ewidentna wartość dodana w sumariuszu osiągnięć organizacyjnych i promocyjnych Turnieju Tymbarku. To niezwykle opiniotwórcze środowisko ostatecznie przesądza  o kierunku rozwoju aspiracji sportowych pociech, o inwestowaniu w mecenat rodzicielski. Nie byłoby nadmierną ekstrawagancją, gdyby związkowe i klubowe podmioty dały wyraz oficjalnemu zauważeniu roli matek w podbijaniu przez futbol dziecięcej wyobraźni. Zanim to się stanie, dziś zaliczkowo oddajemy honor i uznanie najbardziej aktywnym w dopingu i motywacji matkom chłopców z Makowa Podhalańskiego, Libiąża, dziewcząt ze Staszkówki-Jelnej…


Kolejnym, stosunkowo nowym zjawiskiem, ujawnionym w tegorocznej edycji PT, okazuje się swego rodzaju profesjonalizacja kadry ludzi występujących w roli szkoleniowców poszczególnych ekip. Jeszcze do niedawna w pejzażu zawiadowców dominowali wszechwładnie nauczyciele-miłośnicy, niekiedy bez przygotowania wuefiackiego. Od jakiegoś czasu doszlusowują do pracy z najmłodszymi trenerzy z najwyższymi kwalifikacjami, w większości byli znakomici zawodnicy wysokiego szczebla. Drużynie ośmiolatków z Krzeszowic przewodził Damian Gorawski, wielokrotny reprezentant - piłkarz Ruchu, Wisły, Górnika Zabrze; na ławce trenerskiej chłopców z Tarnowa zasiada były znakomity ligowiec, ojciec reprezentacyjnego rozgrywającego Mateusza - Wojciech Klich… Taka personalna tendencja cieszy, bo gwarantuje podnoszenie jakości szkolenia u podstaw, często owładniętego przez drugi i trzeci sort trenerski.


W tych budujących obrazach dostrzec możemy także objawy mało krzepiące. Na ich czoło wybija się bardzo niski poziom wyszkolenia drużyn dziewczęcych. Piłka w wykonaniu niektórych ekip wywołuje absmak fachowców. Zgłaszane z ewidentnej łapanki do rozgrywek na siłę, byle tylko załapać się na komplet koszulek firmowych, mają problem w chwilach, kiedy kończynom przyjdzie uruchomić nawet stojącą futbolówkę. Ich zachowania boiskowe niekiedy budzą politowanie i współczucie. Zwieńczeniem debiutanckiej postawy była np. taktyka nakazana przez jedną z trenerek. Polegała na tym, że dwie dziewczynki, którym wyznaczona została działalność obronna, stały jak wryte pod własną bramką, programowo zostawiając zadania ofensywne koleżankom i nie ruszając się poza własne pole karne… Piłka nożna nie jest boksem i desygnowanie do rywalizacji surowych, nieprzygotowanych zawodników, nie grozi śmiercią lub kalectwem. Aliści pierwszy krok adeptów kompletnie nieprzygotowanych niesie ze sobą ryzyko zakompleksienia, zwątpienia we własne możliwości, a co za tym idzie porzucenia miejsca i powodów stresu.


W tym miejscu powracam do Guinnessowskiej praktyki bicia rekordów masowości Tymbarku… Ilość ilością i prymat kontynentalny ma swój wielki marketingowy wymiar, ale może warto dopuścić do znaczenia także kategorię jakości i na siłę nie śrubować statystyk frekwencji...?


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty