Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > Futbol mlodzieżowy
Juniorzy przed wiosną: Trójgłos bramkarzy Garbarni2017-03-17 16:43:00

W sobotę 18 marca br. wyjazdowym spotkaniem z Wolanią Wola Rzędzińska, które odbędzie się o godzinie 11:00 na boisku Dunajca Zbylitowska Góra, juniorzy starsi Garbarni wznawiają wiosenne rozgrywki w Małopolskiej Lidze Juniorów. Do zakończenia części zasadniczej sezonu pozostało jeszcze trzy kolejki, w których podopieczni trenera Roberta Włodarza zmierzą się - oprócz Wolanii - z Sołą Oświęcim i Sandecją.

 

Najważniejsze jednak zawody zostaną przez Młode Lwy rozegrane w grupie mistrzowskiej sezonu 2016/17, do której zapewnili sobie awans już wcześniej. Spośród zespołów ją tworzących zostanie wyłoniona drużyna, która zagra w barażach o awans do Centralnej Ligi Juniorów. Kandydatów do zajęcia pierwszego miejsca jest kilku, a Garbarnia - obok Bruk-Betu Termaliki, Unii Tarnów czy Sandecji - jest wymieniana wśród nich.

 

Zapraszamy Państwa do lektury rozmowy z bramkarzami juniorskiej drużyny Garbarni - Kamilem Mrozowskim, Kamilem Nowakiem i Mikołajem Wiewiórą. Od ich wiosennej postawy pomiędzy słupkami może zależeć bardzo wiele, dlatego oddajmy im głos.

 

- Jak to się stało, że wybrałeś pozycję bramkarza?

Kamil Mrozowski: Będąc dzieckiem miałem przysłowiowy "motorek w tyłku"; robiłem gwiazdy, przewroty w przód i tym podobne... Z racji tego tata stwierdził, że kupi mi rękawice (miałem siedem lat). W tych łapkach za pięćdziesiąt złotych czułem się co najmniej jak Iker Casillas, gdy broniłem strzały mojego brata na prymitywnie zrobionej bramce przed naszym domem. Potem zapisałem się do Gdovii, gdzie rozpocząłem już swoją przygodę z bramkarstwem "na poważnie".

 

Kamil Nowak: Było to dość dawno, ale o ile dobrze pamiętam to było to tak, że graliśmy turniej bez bramkarza i każdy z zawodników bronił po kolei. Mi poszło wyjątkowo dobrze i parę treningów później trener spytał mnie czy nie chciałbym spróbować na bramce. Wcześniej grałem na pozycji stopera, około rok czasu.

 

Mikołaj Wiewióra: Przygodę z piłką zaczynałem od gry w polu. Jak w wielu przypadkach, kiedyś na treningu nie miał kto bronić, więc to ja stanąłem wtedy na bramce i spodobało mi się to. Na dobre "w sieci" stanąłem stosunkowo późno, bo dopiero w piątej klasie podstawówki, czyli gdy miałem jedenaście lat. W przerwie ligowego meczu w trampkarzach trener przekonał mnie, abym stanął między słupkami i zostało tak po dziś dzień.

 

- Jakie Twoim zdaniem predyspozycje powinien posiadać dobry bramkarz? Jakie są Twoje mocne strony, a nad czym mógłbyś jeszcze popracować?

Kamil Nowak: Według mnie bramkarz na pewno powinien być dynamiczny, powinien mieć dobry refleks i powinien umieć się skoncentrować. No i w obecnej piłce musi bardzo dobrze grać nogami. Myślę, że moją mocną stroną jest refleks i to, że gdy trzeba to potrafię się skupić. Lubię też bronić sytuacje sam na sam. Mógłbym popracować nad grą nogami, w szczególności dłuższymi piłkami.

 

Mikołaj Wiewióra: Według mnie dobry bramkarz powinien mieć znakomity refleks, dobrze czytać grę, potrafić się ustawić, grać dobrze na przedpolu i przede wszystkim mieć mocną psychikę, bo na tej pozycji jest to kluczowe. Osobiście uważam, że moją mocną stroną jest to, że nie boję się brać udziału w pojedynkach o górne piłki na przedpolu. Z kolei cały czas pracuję nad swoją gra nogami, bo uważam, że w tym aspekcie mogę jeszcze wiele poprawić.

 

Kamil Mrozowski: Wydaje mi się, że dobry bramkarz powinien być świetnie przygotowany motorycznie i wytrzymałościowo oraz być na tyle silnym, żeby bez problemu radzić sobie z przeciwnikiem w swoim domu, czyli polu karnym. Z uwagi na moją sylwetkę mocną stroną jest szybkość i zwinność, ale przez to tracę w starciach w powietrzu przy np. dośrodkowaniach, ponieważ łatwo mnie przepchnąć. Moim zdaniem również technika bramkarska stoi u mnie na wysokim poziomie, ponieważ uczę się jej już od wielu lat. Jeżeli chodzi o to nad czym muszę popracować to jest to na pewno podatność na stres, ponieważ doprowadza to często do popełnienia głupiego błędu, co w fachu bramkarskim najczęściej kończy się utratą bramki. Dodatkowo muszę dopracować grę na przedpolu, bo w dzisiejszym futbolu bramkarz często wykorzystywany jest do gry nogami.


- Kto jest Twoim bramkarskim wzorem i dlaczego?

Mikołaj Wiewióra: Z polskich bramkarzy zawsze imponował mi Jerzy Dudek i Artur Boruc, bo kiedy ja stawiałem pierwsze kroki z piłką, wtedy Dudek zdobywał z Liverpoolem trofeum za zwycięstwo w Lidze Mistrzów, a Boruc robił furorę w Celtiku oraz na Mundialu w Niemczech, czy Euro w Austrii i Szwajcarii. Jeśli chodzi o zagranicznych bramkarzy to zdecydowanie Gianluigi Buffon jest dla mnie autorytetem. Pierwszą wielką imprezą piłkarską, jaką oglądałem, były wspomniane Mistrzostwa Świata w 2006 roku, a wtedy właśnie Włosi na czele z Gigi Buffonem zdobyli to trofeum, po pamiętnym horrorze z Francuzami.

 

Kamil Nowak: Od wielu lat moim idolem jest Wojciech Szczęsny, kiedy oglądam jego mecze bardzo podoba mi się jego styl bronienia, staram się go podpatrywać.

 

Kamil Mrozowski: W przyszłości chciałbym być jak Gigi Buffon - człowiek z niesamowitymi umiejętnościami, wiernie oddany jednym barwom, człowiek, którego szanuje całe środowisko piłkarskie. Jak na swój wiek wcale nie odbiega daleko umiejętnościami od takich bramkarzy jak Neuer czy De Gea. Już teraz jest to legenda, której nie da się nie lubić.

 

- Czy z uprawianiem sportu wiążesz nadzieje na przyszłość? Czy raczej jest to dla Ciebie dodatek do nauki i przyszłej pracy zawodowej?

Kamil Mrozowski: Chciałbym uprawiać piłkę nożną profesjonalnie. Od wielu lat poświęcam wiele czasu i zdrowia dla tego sportu, więc nie myślę nawet, żeby mogło być inaczej. Oczywiście, trzeba brać pod uwagę, że jedna kontuzja może przekreślić wszelkie marzenia o karierze piłkarskiej, ale na taki przebieg wydarzeń również jestem przygotowany. Planuję studiować na AWF, kierunek fizjoterapia.

 

Kamil Nowak: Zobaczymy jak się sytuacja potoczy, ale na pewno w życiu chciałbym robić coś związanego z piłką nożną lub ogólnie sportem.

 

Mikołaj Wiewióra: Wiadomo, że gdy zaczynało się grać w piłkę, to marzyło się o grze w reprezentacji czy Premier League. Nie lubię wybiegać w przyszłość, ale oczywiście jest gdzieś z tyłu głowy to marzenie, żeby pograć na jakimś dobrym poziomie. Zobaczymy co przyniesie czas.

 

- Zdarzają się spotkania, w których jeden błąd bramkarza decyduje o porażce, mimo że w całych zawodach bronił dobrze. Czy zdarzył Ci się już taki mecz? Jeśli tak, to co wtedy czułeś?

Kamil Nowak: Bramkarz to najbardziej odpowiedzialna osoba na boisku, mimo że czasem obronisz kilka "setek", a zawalisz jedną bramkę, to wszyscy zrzucają winę na ciebie. Miałem takie mecze w poprzednim klubie, ale nie było ich za wiele. Starałem się tym nie przejmować, bo wiedziałem, że i tak "swoje" obroniłem. Oczywiście starałem się wyciągać potem wnioski.

 

Mikołaj Wiewióra: W zeszłym sezonie Małopolskiej Ligi w ostatniej jesiennej kolejce podejmowaliśmy wicelidera - Sandecję. Od 28. minuty graliśmy w osłabieniu, a na boisku utrzymywał się wynik 1-1. Każdy z nas rozgrywał dobre zawody i chcieliśmy co najmniej utrzymać ten rezultat. Niestety, w 73. minucie popełniłem głupi błąd, przepuszczając niegroźny strzał "pod pachą". Ten "klops" zaważył na końcowym wyniku meczu, a ja czułem się wtedy fatalnie, bo przede wszystkim zawiodłem trenera, siebie, no i nie pomogłem kolegom. O takich meczach staram się nie myśleć i zawsze chcę o nich jak najszybciej zapomnieć.

 

Kamil Mrozowski: Taki mecz zdarzył mi się nie raz, ale niestety nie potrafię przytoczyć konkretnego przykładu. W takich sytuacjach czuje się niesamowitą złość. Błąd, który się popełniło często zostaje w głowie przez kilka dni wraz z setką pomysłów, jak można było go uniknąć. Jest to pomocne zjawisko, ponieważ w kolejnych, podobnych sytuacjach na boisku wiem już jak się zachować. Wychodzę z założenia, że człowiek uczy się na własnych błędach.

 

- Czy napastnik który zmarnuje kilka sytuacji w meczu, jest rozliczany w opiniach obserwatorów w takim samym stopniu jak bramkarz robiący błąd i wpuszczający tzw. „farfocla”?

Mikołaj Wiewióra: Błąd bramkarza jest zawsze zapamiętywany i często ciągnie się za nim przez resztę kariery. Golkiper może rozgrywać znakomite zawody, ratować raz po raz swoją drużynę, ale gdy zawali bramkę, to ona jest zapamiętana. Z kolei gdy napastnik zmarnuje kilka sytuacji stuprocentowych, ale uda mu się umieścić piłkę w siatce, wtedy jest on chwalony za dobry występ. Uważam też, że zmarnowane sytuację napastnika inaczej są postrzegane przez obserwatorów, a inaczej przez kolegów z drużyny.

 

Kamil Nowak: Wydaje mi się, że nie, napastnik często marnuje kilka stuprocentowych sytuacji w jednym meczu i nikt o tym za tydzień nie pamięta, a gdy bramkarz puści "farfocla" to czasem się zdarza, że nawet przez lata się o tym mówi.

 

Kamil Mrozowski: Moim zdaniem opinie na ten temat nie są równe. Moja pozycja ma to do siebie, że błąd zazwyczaj kończy się utratą bramki, a więc stratą dla całej drużyny. Napastnik, który zmarnuje dziesięć okazji, ale strzeli jednego gola najczęściej jest za niego chwalony, a nie ganiony za zmarnowane sytuacje. Oczywiście jeżeli cały mecz w wykonaniu bramkarza nie zachwycał to nie można doszukiwać się nierówności, ale jeżeli zdarzył się jeden błąd na siedem dobrych interwencji ratujących zespół, to negatywna opinia na temat bramkarza jest już niesprawiedliwa. Niestety, taki już nasz zawód, musimy do tego przywyknąć.

 

- Czy głoszona przez wielu teoria mówiąca o tym, że dobry bramkarz musi mieć w sobie coś z szaleńca, znajduje potwierdzenie w rzeczywistości?

Kamil Mrozowski: Coś w tym jest. Bramkarz musi podejmować na boisku ciężkie decyzję, często będące na skraju szaleństwa. Na swoim przykładzie wiem, że moja osobowość na boisku różni się od tej w normalnym życiu i wydaje mi się, że nie ma w tym nic złego.

 

Kamil Nowak: Uważam, że bramkarz nie musi być szalony, aby być dobrym bramkarzem. Wiadomo, że na tej pozycji trzeba czasem podejmować ryzyko, ale także trzeba to wcześniej wszystko przemyśleć. Dobrym przykładem będzie tutaj bramkarz Chelsea Thibaut Courtois, który jest raczej spokojny, a jest jednym z najlepszych bramkarzy na świecie.

 

Mikołaj Wiewióra: Zdecydowanie tak. Dobrym odzwierciedleniem może być Grzegorz Szamotulski czy Wojciech Szczęsny. Piotrek Syrek, z którym miałem okazję dzielić szatnię w zeszłym sezonie też jest takim pozytywnym wariatem. Koledzy z drużyny uważają, że ja sam nie jestem zbyt normalny, więc może faktycznie coś w tym jest (śmiech).

 

- Jaki mecz jest dla bramkarza trudniejszy, taki, w którym znajduje się pod ciągłym ostrzałem, czy taki, w którym nie ma za wiele do roboty?

Kamil Nowak: Wydaje mi się, że trudniejszy jest taki, w którym nie mam dużo roboty. Możesz nie mieć żadnego strzału przez dziewięćdziesiąt minut, a w końcówce przeciwnik odda groźny strzał, który może zakończyć się golem. Trzeba wtedy zachować podwójną koncentrację.

 

Mikołaj Wiewióra: Uważam, że bramkarz pokazuje klasę wtedy, kiedy przez osiemdziesiąt pięć minut meczu nie ma nic do roboty, a w końcówce uratuje swoją drużynę przed stratą bramki. Bramkarz może być wtedy rozluźniony i na pewno jego ciało nie jest tak rozgrzane jak wtedy, gdy przez cały mecz ma szansę się pokazać.

 

Kamil Mrozowski: Moim zdaniem różnica pomiędzy wymienionymi meczami jest niewielka, jednak waga trudności przechyla się na stronę meczu, w którym bramkarz jest pod ciągłym ostrzałem. Dużo sytuacji bramkowych zwiększa ryzyko utraty bramki lub zrobienia błędu. Z drugiej strony w sytuacji, gdy nie mamy nic do roboty najbardziej podatni jesteśmy na zrobienie błędu mogącego przeważyć o wyniku meczu. Ostatecznie, moim zdaniem łatwiej jest zagrać mecz, w którym nie ma nic do roboty. Gwarancją dobrego występu jest wtedy zagranie dziewięćdziesięciu minut w pełnym skupieniu.

 

- Rzut karny to loteria i szczęście, czy też jest to w pewnym sensie wojna psychologiczna? Dużo karnych obroniłeś?

Mikołaj Wiewióra:  Rzut karny to w pewnym sensie loteria. Ja nie zgadzam się ze słowami Jana Tomaszewskiego, że nie ma obronionych karnych, a są tylko źle strzelone. Daniel Pawłowski, znany z Treningu Decyzji Bramkarzy w znakomity sposób pokazał jak ułożenie ciała zawodnika wykonującego rzut karny wiele mówi nam o kierunku, w którym chce on oddać strzał. Trzeba mieć znakomity refleks, bo w końcu jest to tylko jedenaście metrów, ale da się "wyczekać" strzelca do końca, pójść w dobry róg i odbić strzał. Niestety, moje obronione karne można policzyć na palcach jednej ręki.

 

Kamil Nowak: Wiadomo, że rzut karny to loteria, ale też można pewną grą psychologiczną zwiększyć swoją szansę na obronę. Często zdarza się też tak, że któryś z kolegów z drużyny zna zawodnika wykonującego karnego i wie, w którą stronę zazwyczaj strzela.

 

Kamil Mrozowski: Tak naprawdę czy rzut karny jest loterią czy nie zależy od umiejętności bramkarza. Jeżeli golkiper potrafi wyprowadzić przeciwnika z równowagi to szala przechyla się na jego stronę. Kiedyś czytałem artykuł o tym, że można przewidzieć kierunek strzału śledząc dokładnie ułożenie stopy przeciwnika, jest to jednak wciąż trudna sztuka do zrobienia. Jeżeli chodzi o mnie, to dawno nie miałem okazji do obrony "jedenastki" w meczu ligowym. Mam taki swój mały rytuał przed obroną karnego, ale lepiej aby pozostał tajemnicą (uśmiech).

 

- Czym się interesujesz poza sportem i czy masz w ogóle czas na jakieś pozasportowe hobby?

Kamil Mrozowski: Nie mam za dużo czasu, więc o hobby ciężko mi mówić. Lubię w wolnych chwilach zagrać w gry komputerowe lub spotkać się ze znajomymi.

 

Kamil Nowak: Jeśli trenuje się około cztery razy w tygodniu to jest dość mało czasu na inne zajęcia, ale zazwyczaj jeśli coś robię to jest to związane ze sportem.

 

Mikołaj Wiewióra: Piłka nożna to mimo wszystko oczko w mojej głowie. Tego czasu niestety nie mam zbyt wiele, bo w tym roku poza treningami czeka mnie też matura, ale kiedy znajdę wolną chwilę to lubię obejrzeć dobry film, serial czy przeczytać książkę. Moim ulubionym serialem jest "Skazany na śmierć". Jeśli chodzi o książki, to uwielbiam biografie sportowców. Lubię też pograć na konsoli ze znajomymi czy wyjść gdzieś się z nimi spotkać.

 

- Jak oceniasz możliwości drużyny juniorów Garbarni tuż przed startem rundy rewanżowej? Włączycie się do walki o pierwsze miejsce?

Kamil Nowak: Myślę, że mamy mocną drużynę i jesteśmy dobrze przygotowani do rundy rewanżowej. Jesteśmy w stanie walczyć o pierwsze miejsce.

 

Mikołaj Wiewióra: Jesteśmy świeżo po zimowym zgrupowaniu w Powroźniku. Uważam, że każdy dał na tym obozie z siebie sto procent i jeśli resztę okresu przygotowawczego przepracujemy z takim samym zaangażowaniem, to - nie bójmy się tego powiedzieć głośno - czeka nas naprawdę udana wiosna. Jestem pewien, że stać nas na duży sukces, a nasza ciężka praca zaprocentuje.

 

Kamil Mrozowski: Myślę, że okres przygotowawczy przepracowaliśmy na max swoich możliwości. Dzięki temu spokojnie możemy myśleć o walce o Centralną Ligę Juniorów. Mamy zgraną drużynę o wielkim potencjale i postaramy się to wykorzystać, by zdobyć na wiosnę pierwsze miejsce.

 

Z bramkarzami juniorskiej drużyny Garbarni rozmawiał Artur Bochenek

www.garbarnia.krakow.pl


garbarniabramkarze.jpg


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty