Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Główna środek > Ekstraklasa
RYSZARD NIEMIEC o marudzeniu prezesa Cracovii, któremu nie podoba się zarządzanie polską i wojewódzką piłką...2017-07-27 12:25:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (407)

Tako rzecze Horodniczy…


Doktorowi nauk technicznych, specjaliście od programów informatycznych - Januszowi Filipiakowi, nie podoba się zarządzanie polską piłką… Marudzi: w tym PZPN to jeszcze jako tako wygląda, ale już na poziomie wojewódzkich związków słabiutko; zarząd małopolskiego liczy, na przykład, 35 członków i ten fakt niech służy za komentarz. Wspomniana liczba okazuje się dla prezesa Cracovii fetyszem, bo odnosi się do niej kolejny raz w swych rozlicznych wywiadach, udzielanych na lewo i na prawo.


Jak wyznał kiedyś w studio Canal Plus, monstrualnie rozbudowany zarząd MłpZPN godzi w żywotne interesy jego klubu. Każdy z 35 członków to głodomór, więc chce być zapraszany na mecze pasów po to, by skorzystać z cateringowej, darmowej wyżerki! Z moich luźnych, aczkolwiek już 15-letnich kontaktów z Filipiakiem jasno wynika, że o modelu organizacji życia futbolowego w regionach nie ma on najmniejszego pojęcia. Zapamiętał podsunięty mu wskaźnik ”35”, więc jako jednoosobowy zarządca Cracovii demonstruje nieustanne zdumienie wielością wybieralnej struktury MłpZPN, co więcej, na tej przesłance opiera swoje ignoranckie krytyki. Gdyby zechciał się potrudzić i zerknąć na statut ocenianego z buta stowarzyszenia, wiedziałby, że feralna liczba wynika z faktu scalania niegdysiejszych 3 wojewódzkich związków piłkarskich w Krakowie, Nowym Sączu i Tarnowie. W ich skład wchodziło 13 struktur podokręgowych, których przedstawiciele z urzędu mieli prawo wejść do zarządu sfuzjonowanych 3 bytów. A jest też przecież przesłanka zwyczajowa, aby w zarządzie MłpZPN znajdowali się reprezentanci historycznych i wysokokwalifikowanych klubów, takich jak Cracovia, Wisła, Garbarnia, Hutnik…


Przykro przypominać, ale bez tego moralnego nakazu, przypominanego w każdej kadencji akurat przez niżej podpisanego, delegaci właśnie Cracovii mieliby zasadnicze kłopoty z dostaniem się do władz wojewódzkiej magistratury… Tak się dziwnie składa, że jako pierwszy jej prezes w powojennej historii piłkarstwa krakowskiego, wybrany bez zatwierdzania w „komitecie i na komendzie”, zawsze dbałem, aby delegat najstarszego klubu w granicach jałtańskich znajdował należne mu miejsce w „moich” zarządach. Swoistym ukoronowaniem tej polityki jest kadencja obecna, w której posiadacz mandatu Cracovii sprawuje zaszczytną funkcję wiceprezesa MłpZPN, a w składzie wąskiego prezydium zarządu znajduje się aż 3(słownie: trzech) posiadaczy jej mandatu - działaczy związanych różnymi koneksjami z tym klubem (Koźmiński, Szefer, Bąkowski). O innych kolegach, sprawujących ważne funkcje przewodniczących komisji związkowych, takich jak rewizyjna(Chylewski), licencyjna (Palczewski), odwoławcza (Miarczyński), czy rzecznika prawa związkowego (Aksman), a jednoznacznie definiujących się jako pasiacy, wspominam dla poszerzenia horyzontów kadrowo-poznawczych Filipiaka. Wielce lekceważący ton krytyki ferowanej -jak by nie patrzeć - pod ich adresem, krzywdzi ich mocno, czyni przedmiotem protekcjonalnego kaprysu korporacjonisty.


I jeszcze jedna istotna kwestia dla uruchomienia autorefleksji, bądź co bądź samodzielnego pracownika naukowego: Cracovia i jej delegaci na walne zebrania sprawozdawczo-wyborcze MłpZPN mają dostatecznie dużo możliwości kształtowania jakości, stylu i wydolności pracy organu piętnowanego przez swego właściciela. Niestety, odkąd sięga moja pamięć, panowie noszący w kieszeni mandaty Cracovii, albo mieli kłopoty z przybyciem na obrady w komplecie, albo zadowalali się rolą biernych uczestników obrad! Nawiasem mówiąc, ordynacja gwarantuje im najliczniejszą reprezentację… Ostatnie walne było ilustracją tego impossybilizmu członkowskiego: delegat Cracovii - etatowy pracownik klubu, mało uwagi poświęcał merytoryce debaty o stanie naszego piłkarstwa. Czas obrad wypełniało mu antyszambrowanie w kuluarach, gdzie gorliwie wypełniał służbowe polecenie „obalenia Niemca”! W trosce o w miarę sugestywną pointę niniejszego tekstu, nie mam zamiaru wyrywać się na oryginalność. Wystarczy mi odwołać się do zakończenia „Rewizora” Gogola, gdzie pada sakramentalne pytanie: ”z kogo się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie...!" Pytanie Horodniczego o wyśmiewaniu trawestujemy na pytanie: kogo krytykujecie...?


Ryszard Niemiec 


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty