Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Aktualności
Warta i Radomiak walczą o ekstraklasę!2020-07-30 12:06:00

Wartę Poznań i Radomiaka wiele łączy, ale w piątek o godzinie 17:40 wszystko ich podzieli. Oba zespoły wyjdą na murawę stadionu w Grodzisku Wielkopolskim z tym samym marzeniem – żeby wywalczyć awans do ekstraklasy. Zrealizuje je tylko jedna ekipa. Poznajcie „starszą siostrę” Lecha i zespół, którego kibice od czasów PRL-u zwani są „Warchołami”.


Jeszcze pięć lat temu oba kluby błąkały się po peryferiach poważnego futbolu, mierząc się na czwartym poziomie rozgrywkowym z takimi zespołami jak Omega Kleszczów, WKS Wieluń, Wda Świecie czy Start Warlubie. Ostatnie pięć lat to był jednak marsz w kierunku elity. Zespół z Mazowsza cztery kolejne sezony spędził w drugiej lidze, dopiero w zeszłym roku awansując na zaplecze. Teraz, jako beniaminek, jest o krok od kolejnego awansu. Drużyna z Poznania do pierwszej ligi awansowała rok wcześniej, ale w zeszłym sezonie niemal do ostatniej kolejki walczyła o utrzymanie. Teraz, po latach zapomnienia, na te dwa zespoły zwrócone będą oczy kibiców z całej Polski. Według legalnego bukmachera - firmy Totolotek - faworytem będą biało-zieloni. Za złotówkę postawioną na ich awans można wygrać 1,8 zł (minus podatek). Kurs na końcowy triumf gości z Radomia to 1,9. Co ciekawe, Warta w tym sezonie w 16 z 17 spotkań na stadionie w Grodzisku Wlkp. (gdzie pełni rolę gospodarza), strzelała minimum jednego gola. Warto poznać oba kluby lepiej, zanim zasiądziemy przed telewizorami, żeby śledzić ich bój o awans do elity.


Derby bez nienawiści i przegrana na gruzach stolicy

Historia Warty Poznań pełna jest pięknych kart, jednak żeby je odkryć, trzeba sięgnąć daleko w przeszłość. Powstała w 1912 roku jako jeden z pierwszych klubów w regionie, była nawet nazywana „pierwszą damą Wielkopolski”. Początki futbolu na ziemiach polskich to czasy potęgi biało-zielonych, którzy przed II WŚ sięgnęli po mistrzostwo Polski – udało im się to w 1929 roku. Niewiele zabrakło do tego, żeby sukces udało się powtórzyć w pierwszym sezonie po zakończeniu działań wojennych. W 1946 roku mistrza Polski wyłaniano systemem pucharowym. Warta dotarła aż do finału, gdzie jednak na gruzach stolicy uległa Polonii Warszawa. Rok później nie było jednak na nią mocnych. Na oczach nadkompletu 20 000 kibiców zespół w finale rozgrywek o krajowy tytuł rozbił 5:2 Wisłę Kraków, zdobywając drugie – i do tej pory ostatnie mistrzostwo Polski. 


W erze stalinizmu Warta nie była pupilkiem władzy, co – podobnie zresztą jak wspomniana Polonia Warszawa – przypłaciła ponad czterdziestoletnią tułaczką po niższych ligach. Do elity udało się wrócić po upadku komunizmu, był to jednak krótki epizod w latach 1993-95. Właśnie w 1995 roku zostały rozegrane ostatnie do tej pory derby Poznania – co ciekawe, Warta wygrała zarówno przy ul. Bułgarskiej (2:1), jak i na własnym obiekcie (2:0), ale nie pomogło jej to w utrzymaniu. W klubie do dzisiaj jest jedna osoba pamiętająca tamte czasy – to kierownik zespołu Karol Majewski. 


O ile w wielu miastach mecze piłkarskie pomiędzy dwoma najważniejszymi zespołami kojarzą się z burdami i nienawiścią, o tyle w stolicy Wielkopolski sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Fani Lecha – słusznie zresztą – nie postrzegają Warty jako potencjalnego rywala w walce o kibicowski prymat, w związku z czym traktują ją z szacunkiem, tylko odrobinę podszytym poczuciem wyższości. Po stronie biało-zielonych też nie ma niechęci do bardziej popularnego rywala. Przy ul. Bułgarskiej Wartę nazywa się „starszą siostrą”, a przy Drodze Dębińskiej, „Kolejorz” jest zwany „starszym bratem”. W przypadku awansu zespołu prowadzonego przez Piotra Tworka, władze miasta nie muszą obawiać się o bezpieczeństwo ewentualnych derbów Poznania. Wzmożone siły policyjne nie będą potrzebne.


Buty w herbie, „Warchoły” na trybunach

Chociaż przeważnie mówi się, że „na początku był chaos”, to w przypadku Radomiaka na początku były… buty! A dokładnie fabryka obuwnicza „Bata”, która w 1945 została patronem nowo powstałego klubu sportowego, który przez pierwsze kilkadziesiąt dni nazywał się KS Bata, a 13 lipca został przemianowany na Radomiaka. Obuwnicze tradycje są jednak do dzisiaj widoczne w herbie Radomiaka – pochodzi on od loga Baty, którym były dwa buty w kółku, przypominające liść koniczyny. Zieleń i biel w barwach to również nawiązanie do loga patrona. Co ciekawe, w herbie Radomiaka podany jest rok 1910, co wynika z tego, że po fuzji z Radomskim Kołem Sportowym w 1967 roku, Radomiak przejął jego tradycje.


Historia klubu z Radomia jest nie tylko krótsza, ale też mniej bogata w sukcesy od tej, którą mogą się pochwalić piątkowi rywale. Nie brakuje w niej jednak spektakularnego wzlotu, którym był awans na najwyższy poziom rozgrywkowy w sezonie 1984/85. Początki w elicie były zaskakująco udane. Po pierwszych dwóch kolejkach zespół z ul.Struga był nawet liderem, a rundę jesienną skończył na 5. miejscu. Fatalna runda rewanżowa skończyła się jednak spadkiem, a awans do elity pozwolił na tylko roczną rywalizację z najlepszymi. Kolejne 30 lat to tułaczka po niższych ligach bez specjalnych widoków na wyrwanie się z marazmu. Sytuację zmieniło przyjście do klubu Sławomira Stempniewskiego, popularnego eksperta sędziowskiego telewizji Canal+ Sport, który został prezesem klubu. W ostatnich latach udało się uporządkować w klubie sytuację finansową i organizacyjną, czego efektem był zeszłoroczny awans na zaplecze ekstraklasy. Impet, jakiego zespół prowadzony przez Dariusza Banasika nabrał jeszcze w II lidze, pozwolił mu na rewelacyjny początek tego sezonu. I chociaż wiosna była nieco słabsza, beniaminek wciąż jest w grze o kolejny awans. Jeśli tak się stanie, tłum „Warchołów” oszaleje ze szczęścia. Dlaczego „Warchołów”? Kibice Radomiaka sami siebie tak nazywają od lat, nawiązując do protestów radomskich z 1976 roku, kiedy strajkujący robotnicy zostali ochrzczeni przez władze mianem „radomskich warchołów”. 


W obecnej kadrze Radomiaka zdecydowaną większość stanowią Polacy, ale co ciekawe to pochodzący z Brazylii Leandro jest ulubieńcem trybun. Bramkostrzelny napastnik występuje przy ul.Strugi od 2012 roku, w tym czasie przeszedł z klubem drogę od trzeciej ligi do gry o ekstraklasę. Mimo tego, że w tym sezonie jest nieco mniej skuteczny (sześć razy pokonał bramkarzy rywali), to na jego intuicję i doświadczenie najmocniej będą liczyć fani.


Wartę i Radomiaka, szczególnie patrząc na najnowszą historię, mnóstwo spraw łączy. Po końcowym gwizdku arbitra ich kibiców połączy jeszcze jedna – łzy. I chociaż oba zespoły w ostatnich latach dały swoim kibicom wiele powodów do płaczu, tym razem dla części z nich to będzie coś zupełnie nowego – łzy szczęścia. 


Informacja prasowa

Marcin Bratkowski, arskom.pl




REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty